| O abdykującym Papieżu Benedykcie i o miłości |
|
| Wpisany przez Beata |
| poniedziałek, 25 lutego 2013 23:23 |
|
Bieżący czas coraz bardziej przyspiesza i przynosi ważne wydarzenia. Ponad wielością różnych spraw decyzja o abdykacji Ojca Świętego Benedykta XVI, Wikariusza Chrystusowego przysłania wszystkie inne sprawy o różnej hierarchii ważności i kolorycie. Historia ma, bowiem swój koloryt, nasycona jest emocjami, nadziejami i niepokojem. Skoro jesteśmy uczestnikami i w jakimś stopniu i sensie jej współtwórcami, to nie możemy obojętnie przechodzić obok wszystkiego, co dzieje się na naszych oczach, co jest częścią naszego życia. Musimy jakoś waloryzować z fascynacją bądź przerażeniem poszczególne akty ludzkiej historii. Papież, którego niedługo wybiorą kardynałowie, uczestniczący w konklawe, będzie dla mnie kolejnym, siódmym Wikariuszem Jezusa Chrystusa. W pamięci zapisały się dwie postacie: Jana XXIII i Jana Pawła II. Jeden i drugi został wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony. Dziwnym zrządzeniem Opatrzności w 1961 r. byłem w Rzymie i zwiedzałem katakumby św. Kaliksta. Tego samego dnia rano katakumby odwiedził „papież uśmiechu”, Jan XXIII i odprawił tam Mszę św.. Od tego czasu pozostał w mej pamięci obraz ołtarza z wciąż palącymi się na nim świecami. Od 52 lat twarz Jana XXIII towarzyszy mi wszędzie, gdzie mieszkam. Z najwyższej półki w mojej celi patrzy dzisiaj uśmiechnięty, gdy piszę ten felieton. Z Janem Pawłem II miałem łaskę spotkać się w Castel Gandolfo w jubileuszowym roku 2000. Kiedyś już o tym pisałem.
Benedykt XVI za kilka dni przestanie pełnić swój urząd. Wrócę do jego osoby w jednym z kolejnych felietonów, ale już teraz mogę wypowiedzieć zdanie, będące tytułem jego pierwszej encykliki „Deus Caritas est”- „Bóg jest miłością”, a które opisuje i charakteryzuje nie tylko jego osobę ale też pontyfikat. On wciąż pisał i mówił o miłości Boga.
Kilka dni temu czytana była Ewangelia o cudownym połowie, która kojarzy mi się z wieloma myślami o miłości, nad znaczeniem której w życiu ludzkim Benedykt XVI wciąż się pochylał. Są sytuacje, w których Bóg pozwala człowiekowi doświadczyć czegoś ze swej wspaniałości, świętości i miłości. Zdarza się, że jesteśmy bezpośrednimi uczestnikami cudu, czy raczej znaku. Często też wtedy ogarnia nas niepokój, bo rozpoznajemy swoją małość i grzeszność, i gotowi jesteśmy w bojaźni zawołać wraz z Szymonem Piotrem: „Odejdź ode mnie, Panie!”, albo nawet zawołać z przerażeniem jak prorok Izajasz: „Biada mi!”. Chociaż przyszły Wikariusz Chrystusa, Apostoł Piotr zawołał wtedy: „Odejdź!”, to przecież jego serce z całą pewnością trzepotało z radości jak złowione ryby w sieci, mówiło coś wręcz przeciwnego: ‘Dobrze, że jesteś, pozostań!” Wielkość i miłość Boga zaskakuje, zdumiewa, ale nigdy nie degraduje naszego człowieczeństwa. Szymon z wielką odwagą, publicznie na kolanach wyznał, że jest grzesznikiem. Ale Jezus uspokoił go, bo Boga, tego, który mnie kocha, nie trzeba się lękać, nawet gdy jestem wielkim grzesznikiem. Jeśli zaufasz Bogu i powierzysz Mu siebie, On usunie twój lęk i wszelką twoją grzeszność przebaczy, wymaże. Taka jest miłość Boga. On nie chce człowieka upokarzać ani straszyć, lecz chce go przemienić, dać mu nowe serce i szansę nowego życia.
Jeśli pozwolisz działać Bogu, wtedy efekty tego działania przejdą twoje najśmielsze oczekiwania. On razem z Tobą będzie dokonywał niezwykłych połowów, Twoje życie wypełnione zostanie, cudownymi wydarzeniami. Ale zaufaj Mu, bo poza Nim, czy jest ktoś na tym świecie, komu mógłbyś bezwzględnie uwierzyć i zaufać. Jego miłość czyni cuda. Największym cudem jest przemiana ludzkiego serca, tylko On tego pragnie i to potrafi uczynić. Pragnie też przemienić twoje serce.
Tak wielu z nas nie wierzy w słowo Boże, chociaż wierzymy przepowiedniom i horoskopom wróżek, zapewnieniom polityków, autorytetom telewizyjnym i prasowym, gestom rozmaitych bardziej lub mniej wykształconych uzdrowicieli? – Dlaczego? Bo nie wierzymy, że Bóg rzeczywiście jest miłością i każdego z nas kocha. Nie byłby Bogiem, gdyby nas nie kochał. Gotów dla nas uczynić wiele, gdybyśmy Mu uwierzyli i zaufali. Ale z naszej strony nadmiarem miłości, wiary i ufności nie grzeszymy. Musimy znowu nauczyć się kochać. Może nas tego nauczyć tylko Bóg, który jest miłością. Każdy powołany jest do odkrycia miłości Boga, którą nas obdarowuje, pomimo naszych ułomności i często odrzucania jej. Pozwólmy Bogu, by nas zagarnął do swojej sieci miłości.
Kodeks Bożego prawa zawiera tylko jedno zdanie, stanowiące sens, istotę i serce tego prawa. Jest to zdanie proklamujące przykazanie miłości. Boża ocena czynów człowieka jest nieprawdopodobnie skondensowana. Osąd naszego życia dotyczy osądu naszej postawy wobec Bożego prawa miłości. Powołani jesteśmy do dobrej, pozytywnej aktywności i świadomość takiej postawy wpisana jest w nas. Odróżnienie dobra od zła jest zakodowane w naszych sercach i sumieniach. Miłość, będąca fundamentem naszych postaw, relacji międzyludzkich, ta wypełniona i niewypełniona sądzić nas będzie. A miłość do człowieka zawsze jest wyrazem miłości do Boga. Kto nie kocha człowieka, ten nie kocha Boga. Boga kocha tylko ten, kto kocha drugiego człowieka. Kto prawdziwie kocha, ten dostrzega Boga w człowieku, zwłaszcza ubogim, nieszczęśliwym, samotnym, cierpiącym. Pochylanie się nad najmniejszymi jest wyrazem miłości do Boga. Nasza relacja z najmniejszymi jest jedynym kryterium wyroku na sądzie ostatecznym. Na Bożym sądzie są jedynie dwa werdykty: „kochałeś”, „nie kochałeś”. Niebo jest dla umiejących kochać. Miłości nie można udawać. Albo jest ona w nas autentyczna, prawdziwa, szczera, albo jej nie ma.
Benedykt XVI podczas 8 letniego pontyfikatu przypominał nam jedynie czym miłość jest a czym nie jest. Przypominał przesłanie Jezusa, nieustannie przez Niego głoszone: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, przesłanie miłości, przepustkę do nieba. W czasie Wielkiego Postu brzmi ono z wielka mocą. Miałem nie pisać o papieżu Benedykcie, a cały czas piszę o miłości. Benedykt jest przecież papieżem miłości.
Otrzymałem wczoraj, gdzieś z krańców Polski SMS-a z zapytaniem, dlaczego życie człowieka jest tak skomplikowane, dlaczego człowieczeństwo jest właściwe bardzo zamazane, nawet rozdarte tak, że nie wiadomo co zrobić ze swoim ludzkim losem. Dzisiejsza Ewangelia św. Łukasza (6,36-38) dała błyskawicznie odpowiedź na egzystencjalne pytanie osoby z kresów. I znowu muszę pisać o miłości. I znowu myślę też o odchodzącym Benedykcie XVI. Bóg stworzył człowieka jednością, nasze człowieczeństwo jest jednością, a mimo to doświadczamy w sobie podziału i rozdarcia. Duch przeciwstawia się ciału, ciało duchowi. Prorok Amos mówi: „Szukajcie dobra, a nie zła, a Pan Bóg będzie z wami” (Am 5,14). Jedność jest dobrem, tak jak rozdarcie i podział są złem. Bóg pragnie byśmy stanowili jedność, a nie byli podzieleni i rozdarci.
Kiedy moje człowieczeństwo jest jednością? Gdy jestem miłosierny i umiem kochać, gdy nie osądzam innych, nie potępiam, odpuszczam winy innym. Wszystko to świadczy, że duch i ciało we mnie nie są podzielone, że pragnę i szukam dobra. Nie udawaj więc, że jesteś miłosierny, ale nie bliźni, który według twego mniemania nie wie, co to jest miłosierdzie i miłość. Nie sądź więc, że twój brat czy siostra nie mają pojęcia, czym jest Ewangelia, w przeciwieństwie do ciebie, który możesz i masz prawo pouczać innych, bo ty wszystko rozumiesz najlepiej, prawidłowo. Faryzeusze i uczeni w piśmie także sądzili, że ich wiedza i mądrość świadczą o ich doskonałości, bezgrzeszności. I dlatego mają prawo do potępiania innych, o których sądzą, że są gorsi, wręcz mają pewność, że tak jest. Przekonani są, że nie muszą, a nawet nie mogą przebaczyć czyjejś winy, odpuścić prawdziwe, czy wyimaginowane grzechy. Chcesz, aby Bóg obficie obdarowywał ciebie wszelkim dobrem? Zastanów się najpierw czy ty umiesz dawać innym, ale szczerze, z miłością, w poczuciu wolnego i radosnego serca? Bóg musi być wzorem dla ciebie. On jest hojnym dawcą, On okazuje swoją łaskawość, nieustanną życzliwość, miłość. On rozumie nasze słabości i nieumiejętności, ale nie znosi pychy, egoizmu, zarozumialstwa, przekonania o wyjątkowości, o doskonałej znajomości i rozumieniu Bożej prawdy i Bożego prawa. Bóg nie zaakceptuje nieustannego krytykanctwa wad i słabości innych przy równoczesnym poczuciu własnej nieskazitelności. Od twojej postawy twój los zależeć będzie, czy za wszystko odmierzy ci Bóg „miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną, opływającą?” W czasie Wielkiego Postu pomyśl bracie i siostro jakich miar używasz w stosunku do siebie i do innych, bo od tego zależeć będą miary, jakich Bóg użyje wobec ciebie. Nie komplikujmy i nie zamazujmy naszego człowieczeństwa egoizmem i pychą, nadmierna pewnością siebie. Zobaczmy na Tą, która jest najpiękniejszym przykładem człowieczeństwa i która jest najpokorniejsza – Maryję.
Przez Jej ręce i serce niech Boże błogosławieństwo spłynie na nas wszystkich, abyśmy umieli i chcieli nauczyć się kochać.
Serdecznie pozdrawiam.
AUTOR : O. Ludwik Kaszowski OSPPE
Wieruszów, 25 lutego 2013
|
| Poprawiony: wtorek, 26 lutego 2013 14:09 |