Świat miłosierdzia i świat piękna Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
poniedziałek, 04 marca 2013 18:50

Dzisiaj po raz pierwszy pojawiło się słońce. W całej Polsce temperatury są dodatnie. Szarości dni rozjaśniły się błękitem nieba i dobrymi, radosnymi myślami w sercu. Odejście Benedykta XVI z urzędu Wikariusza Chrystusowego było wypełnione nostalgią, ale także radością. Pierwszy dzień „sede vacante”… bez papieża… Dziwne wydawało się pominięcie podczas Mszy św. imienia już byłego Ojca Świętego. Nadzieja, że Duch Święty przeniknie serca, umysły i pragnienia kardynałów elektorów na konklawe wzbudziła ufność a nawet przekonanie, że w trudnym dla Kościoła czasie, jego los spoczywa w rękach Boga.

 

Otrzymałem z Gävle ze Szwecji, gdzie dwukrotnie byłem na rekolekcjach, kolejne listy od Eli, która jest sercem i duszą zwłaszcza polskiej wspólnoty w tamtejszej wielonarodowej parafii,. Listy poruszają problemy lokalnego kościoła, które obrazują trudną sytuację Kościoła w wielu miejscach Europy i świata. Elę ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ) wciąż woła Boży Duch. Jest pełna niespożytej energii, razem z mężem Marcinem prowadzą od wielu lat „most charytatywny” między Szwecją i Polską. Z niego wyrosło w 2012 roku „dzieło” nazwane „Międzynarodową Diakonią Miłosierdzia” (MDM). W Diakonię włączyło się w rozmaitym stopniu i zakresie już 26 osób. W Diakonii są ci, którzy zaangażowali się czynnie w jej  działanie i nazwani zostali imieniem „Marty z Betanii”, siostry Łazarza. Diakonia Miłosierdzia i osoby potrzebujące pomocy  wspomagane są też duchowo przez ewangeliczne „Marie z Betanii”. Otrzymałem właśnie status “Marii”, bo na czynne formy działania za bardzo mnie nie stać, jestem już za stary. Zobowiązałem się do odprawiania Mszy św. za MDM i za osoby wspierane przez Diakonię. W dzisiejszym świecie jest zbyt wiele zakątków, gdzie bieda i nędza, często z rozpaczą i bezradnością, wołają o pomoc. Diakonia Miłosierdzia dopiero rozwija swe skrzydła i realizuje swój program pomocy ludziom w Polsce i na Białorusi. W Polsce opiekuje się ponad 130 osobami.

 

Dumam nad Diakonią Miłosierdzia i przypominam sobie tekst Ewangelii św. Mateusza z dnia 18 lutego. Wizja sądu ostatecznego którą ukazuje Jezus w Ewangelii wydaje się być niezwykle jasna i prosta. Ludzkie prawo składa się z wielu ksiąg i tysięcy przepisów, pozwalających ocenić ludzkie czyny, orzekać winę i karać człowieka za nieprzestrzeganie prawa. Procesy sądowe są bardzo skomplikowane, toczą się miesiącami, często latami. Wyroki nie raz mijają się z prawdą, nie zawsze są sprawiedliwe. A Boże prawo jest takie zwięzłe i zrozumiałe: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” oraz „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. Dwa możliwe werdykty Bożego sądu oparte będą o dwie zasady ukazujące jak postępowałem w codziennym życiu. W czasie Wielkiego Postu mamy trochę czasu na refleksję, który z dwóch werdyktów skierowany będzie do mnie i do ciebie. Po której stronie sprawiedliwego Sędziego zostaniesz postawiony – po prawej, dla tych, którzy realizowali przykazanie miłości, czy po lewej - dla tych, dla których miłość była nonsensem, abstrakcją, którzy nigdy nie rozpoznali w najmniejszych tego świata udręczonego, upokorzonego Boga, ukrzyżowanej miłości. Tylko miłość wprowadzi Cię do królestwa Bożej Chwały. Diakonia Miłosierdzia…?

 

W naszym życiu tak się dzieje, że jest czas na aktywność, ale też przychodzi czas, że możemy pomagać innym już tylko duchowo. Potrzebne są więc i Marty i Marie, aby miłosierdziem  dzielić się z najmniejszymi. Można być i trzeba być w miarę ludzkich możliwości równocześnie i Marią i Martą. Jak myślisz? Kim ty jesteś? Oby czas twojego życia nie upłynął bezowocnie, obyś, zanim dotrzesz do bram nieba, zdołał rozpoznać kim jesteś w doczesności: Martą, czy Marią?
Bo mówi Kohelet, że na wszystko przychodzi czas. Można i trzeba budować świat miłosiernych, wypełnionych życzliwością, relacji między ludźmi. Ale w życiu człowieka istnieje też sfera piękna i fascynacji pięknem. Przypomniała mi dzisiaj o tym Jadwiga, geografka i poetka, sąsiadka z tej samej ulicy, cytując jedno zdanie z wiersza naszego przyjaciela, taternika, poety i profesora ze Szczecina, Adama Żuchowskiego: „Jest czas tatrzańskiej włóczęgi i czas tatrzańskiej zadumy”. W kontekście bardzo aktywnie i dobrze spędzonego, nie zmarnowanego życia musimy bowiem także pamiętać o wszelkim pięknie, w którym pozwolił nam się zanurzyć Bóg, który jest miłością i mądrością, ale także pełnią piękna. Pięknem jest nie tylko zetknięcie się z nim, ale po latach, u schyłku życia, również zaduma nad pięknem. Dla Adama pięknem w którym się zanurzał był świat Tatr, gór. I ta jego mądra refleksja przywołała mi wspomnienie obrazów tatrzańskich z przed lat. Nie granie i, nie spojrzenia ze szczytów w dna dolin i kotłów lodowcowych pozostały utrwalone w mojej pamięci najmocniej ale spojrzenie z dna dwóch kotłów – Mułowego i Litworowego, spojrzenie w górę, ku Czerwonym Wierchom. Jakby spojrzenie z zamkniętego, małego świata, ku niebu, ku rozległym i odległym niebieskim przestworzom, do których coś człowieka ciągnie, tajemnicza potrzeba serca. Kiedy będę po drugiej stronie ludzkiego losu, poproszę Boga, aby pozwolił mi zejść do kotłów Mułowego i Litworowego i jeszcze raz spojrzeć ku grani Krzesanicy. I poproszę aby mi pozwolił zabrać ze sobą tych przyjaciół, których potrafił przed laty zafascynować magiczny świat Tatr.

 

Ale powracam z tej tatrzańskiej zadumy nad pięknem i mistyką gór do Wieruszowa, zaglądam do skrzynki pocztowej w komputerze i wciąż nowe myśli pojawiają się, bo też nowe sprawy albo i nie takie nowe echem powracają. I stare pytania stają przede mną udając całkiem nowe. I nieustannie pojawia się mój, biblijny przyjaciel, mędrzec Kohelet i z uśmiechem przypomina, że to, co wydaje mi się jakby nowe, wszystko już kiedyś było: „To, co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest” (Koh  3, 15). Nostalgia i tęsknota za nieskończonością, gdy tyle piękna, dobra i miłości było i gdzieś odeszło, ukryło się w coraz bardziej ułomnej i nieuchwytnej pamięci… Myśl, że wszystkie piękne chwile, fascynacje - obrazy, dźwięki, spojrzenia, wypowiedziane westchnienia i słowa, te zapisane i niezapisane, bo nie wiadomo jak je zapisać, nie odeszły na zawsze, lecz w tajemniczy sposób istnieją, kiedyś eksplodują z wielka mocą i już nigdy nie przeminą, ta myśl nasycona jest wiekuistą nadzieją i radością. Jak dobrze że jest Bóg, bo On jest rękojmią, że życie się nie kończy, tylko zmienia i tylko oczyszcza. To co było pięknem stanie się niewyobrażalnym pięknem, to co wydawało się szczytem miłości rozbłyśnie niezwykłym blaskiem, jakiego w doczesności jeszcze nie zaznaliśmy. Wpatrzmy się więc i wsłuchajmy w słowo Boga. Odkryjemy w nim najprawdziwsze piękno, dobro i miłość, a więc to, czego poszukujemy bezskutecznie na ludzkich drogach zapominając, że i na tych drogach wszędzie Jego słowo jest.

 

W skrzynce pocztowej znalazłem pełen duchowego piękna list od Anny Marii, studentki z Wrocławia. Kochana Aniu, największą radość sprawiły mi słowa pewności o tym, co Bóg od Ciebie chce. Ale pamiętaj, że Bóg chce również, byś mi podała swój adres, bym mógł Ci przysłać od Niego przez moje ręce parę złotych na chleb i coś do chleba. Uczmy się z miłością nie tylko dawać, ale i przyjmować, a więc w pokorze i radości przyjmij Aniu Marysiu to, co Bóg pragnie Ci podarować. Jesteś przecież Jego ukochaną córką i o tym dobrze wiesz.
I miałem też w skrzynce jeszcze jeden list, który bardzo mnie wzruszył, bo był to list tak pełen miłości i czułości, że życzę wszystkim, by otrzymywali tylko takie listy. M. jest jedną z najpiękniejszych dziewczyn, jakie Bóg postawił na mej drodze życia. Skończyła studia, ma wspaniałego męża i trójkę dzieci. Nie śmiem nawet powtórzyć słów tej mojej ukochanej Córki, bo nie czuję się ich godzien. W konkluzji listu zapewnia: „na zawsze zostanie Ojciec dla mnie moim kochanym Tatą duchowym”. Wspominam ten list, aby uświadomić sobie i innym, że warto budować serdeczne, bliskie relacje międzyludzkie. One pozwalają nam duchowo wzrastać i kształtować prawdziwą relację miłości między nami i Ojcem niebieskim.  

 

I tyle na ten raz. Pamiętajmy o tych, których kochamy i którzy nas kochają. I pamiętajmy o tych, którzy czynią dobro i pamiętają o najmniejszych, potrzebujących naszego pochylenia się nad nimi. Niechaj dobry Bóg i Najcudowniejsza z Matek obdarza wszystkie Marty i Marie swoim przytuleniem i błogosławieństwem.

 

o. Ludwik Kaszowski OSPPE

 

Wieruszów, 1 marca 2013