|
Kończy się kwiecień. W ciągu dwóch dni wszystko rozkwitło. I złocisto-żółte forsycje w przyklasztornym parku, i magnolie w wieruszowskich ogrodach… Pola i łąki okryła świeża zieleń, a drzewa nad Prosną nabrały subtelnych kolorów. I ptaki nawet w ciągu dnia wyśpiewują nieustannie hymny uwielbienia, bo wszystko znowu jest pełne życia, jest nowe. Na końcu czytanego w niedzielę fragmentu Apokalipsy są pełne radości słowa: „I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe!” (Ap, 21,5). Ten sezonowy rytm odnawiania się życia, przyrody jest niezwykłym, zachwycającym cudem odnawiania się także człowieka i jego patrzenia na świat, na Boże dzieła stworzenia. Pozwala spojrzeć z nadzieją w przyszłość, ku której zmierzamy.
Wróćmy ponownie do 21 rozdziału Apokalipsy, by zanurzyć się w tajemnicy odnowienia wszystkiego, co już teraz jest piękne: „Ja, Jan, ujrzałem niebo nowe i ziemię nową… Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża… Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły”.
W życiu człowieka, wszystko, co jest nowe budzi ciekawość i nadzieję. Liczymy na to, że „nowe” przyniesie wreszcie coś dobrego, odmieni życie, polepszy los. „Nowe” jest zawsze przed nami, dotyczy bliższej lub dalszej przyszłości, nierozpoznanej, niepewnej. W „nowym”, które niesie przyszłość jest nadzieja. Teraźniejszość jest lepsza lub gorsza, ale wiemy, jaka jest. O „nowym”, które jest przed nami niewiele wiemy. Potrzebujemy wiary i wyobraźni. Ufamy, że nadchodząca przyszłość, której nie znamy, nie będzie gorszą od teraźniejszości, którą znamy.
Człowiek wiary, który karmi się słowem Boga, nie musi się lękać przyszłości, ku której zmierza. Bóg nas nie straszy swoim słowem. Jeśli nawet mówi o trudnych sprawach i zapowiada przyszłość, to zapewnia perspektywę jasną, optymistyczną, wypełnioną nadzieją dobrego i pięknego życia. Słowo Boże zawsze jest słowem nadziei i miłości. Zapowiedzią takiego spojrzenia w przyszłość są także słowa niedzielnego Psalmu 145: „Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”. Jeśli Bóg jest łagodny i miłosierny wobec wszystkiego, co stworzył, a więc i wobec nas, Jego dzieci, to nie musimy się lękać wszelkiego „nowego”, które wciąż nadchodzi.
Wiosnę, nowe życie,
Nowy czas
„Nowe niebo i nową ziemię”,
Serca nowe,
Ducha nowego,
Nowe pragnienia, tęsknoty,
Na nowe życie pomysły,
„Oto czynię wszystko nowe”.
Świat nowy,
Odkupiony i przemieniony.
„I nowe przykazanie daję wam,
Abyście się wzajemnie miłowali
Jak Ja was umiłowałem;
Żebyście i wy tak się miłowali”.
To jest serdeczna prośba
I testament Jezusa,
Boże prawo
Na drogę doczesną
Do wieczności
I dla nowego nieba i nowej ziemi.
Dwa tygodnie temu, podczas pobytu w Krakowie, zaprosiła mnie Jola na kampus uniwersytecki, do Instytutu Geografii, na spotkanie z okazji zakończenia przewodu habilitacyjnego. To spotkanie, odbyło się w niezwykle serdecznej i życzliwej atmosferze. Przez wiele lat towarzyszyłem Joli na jej naukowej drodze. Ostatnią dekadę jej trudnych badań nazwałem na własny użytek ‘drogą przez mękę’. Dochodzenie do bycia samodzielnym pracownikiem naukowym w dziedzinie stosującej eksperyment terenowy wymagało tak wielkiego poświęcenia, trudu, nakładów pracy, zdrowia, rezygnacji z wielu spraw życiowo ważnych lub bardzo ważnych… W połowie tej żmudnej drogi Jola już osiągnęła wysoki stopień samodzielności i umiejętności naukowych, badawczych i dydaktycznych, ale musiała nadal brnąć poprzez rozmaite formalne bariery stworzone przez biurokratyczny system. Przykład Joli pokazuje jednak, że warto być ludzkim badaczem w nieludzkich warunkach przedzierania się przez progi przyrodnicze, techniczne i biurokratyczno-systemowe. Na spotkanie przyszło wielu przyjaciół z trzech pokoleń i było ich bardzo wielu; wszyscy patrzyli na Jolę nie tylko z podziwem, ale też z autentyczną życzliwością, miłością. W świecie nauki ludzkie odruchy i sprawiedliwe oceny nie zawsze górują nad egoizmem, poczuciem wielkości i prawem do bezwzględnego osądzania innych. Z wielką satysfakcją patrzyłem na najmłodszą generację, wchodzącą dopiero w świat badań, nie tylko na ich inteligencję, umiejętności, zaradność, ale na ich radosne twarze, i życzliwą, bardzo otwartą postawę względem siebie. Wspólnota przyjaciół? Nowe pokolenie? Czyżby zaczynały się spełniać słowa z Apokalipsy oraz Ewangelii? ‘Oto czynię wszystko nowe’, ‘Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem’. Oby rzeczywiście tak było. Spotkanie w Instytucie Geografii napełniło mnie optymizmem i radością.
Zafascynowany nadchodzącą wiosną i refleksją nad wszystkim, co nowe, a o czym czytania z Piątej Niedzieli Wielkanocnej z taką mocą przypomniały, nie zauważyłem, że felieton, który próbuję napisać jest już setnym, a więc jubileuszowym. Felietony narodziły się na Łące Maryi Panny w Mochowie, nad rzeką Osobłogą. Każdy kolejny, był nowym zmaganiem się z sobą, z pokonywaniem własnych zwątpień, wewnętrznych dylematów, czy to moje pisanie ma sens. Gdyby nie inspiracja Stasia, w 2009 roku jeszcze kleryka na krakowskiej Skałce, a w bieżącym roku już paulińskiego neoprezbitera, nigdy nie powstałyby felietony. W Mochowie zaś, gdzie się narodziły, bez duchowego wsparcia i przyjacielskiej, życzliwej obecności Soni, której śpiew niemal każdego dnia wypełniał mochowską świątynię, nie wiem, czy zdołałbym z niezwykłą jak na mnie systematycznością kontynuować tą „twórczość”. Jeśli felietony obdarowały kogoś pokojem serca i uśmiechem, to w różnym wymiarze było to zasługą tych dwóch osób. Ale bez obecności Matki Bożej w felietonach nawet ich zasługi nie miałyby znaczenia. Może to Jej zamysł, tak jak wiele wydarzeń w moim życiu, w których dotykalnie uczestniczyła i ostatecznie wyjazd z Krakowa do nikomu nieznanej, maleńkiej wioski, były impulsami, by pisać o zwykłych sprawach tak, jakby były niezwykłe. Z biegiem czasu pojawiało się wiele osób, które dziękowały za jakiś konkretny tekst, poruszony problem i to mnie motywowało, by przez kolejne lata trwać na felietonowym posterunku, przekonywano też mnie, że jest to szczególna forma ewangelizacji.
W bieżącym roku na stronie internetowej paulińskiego Seminarium Duchownego w Krakowie zamiast kategorii „Felietony” słusznie wprowadzono kategorię „Paulini piszą”, by dać możliwość większego udziału samym klerykom w wypowiadaniu się na rozmaite tematy. W ten sposób mogłem się wycofać ze strony seminaryjnej, gdyż do formuły ‘felietony’ już przywykłem, nie odczuwam zaś w sobie potrzeby pisanie dla samego pisania. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku Beata z Poznania zaprosiła mnie na Chrześcijański Serwis Ewangelizacyjny „Via ad Deum” i przylgnąłem do niego z moimi felietonami. I tak pewnie zostanie.
Przez ręce i serce Maryi błogosławię i felietonowo oraz jubileuszowo pozdrawiam z nad Prosny.
o. Ludwik
Wieruszów, dn. 28-30 kwietnia 2013 r.

|