| Otwórz, Panie, nasze serca! Przemień ‘Rok Wiary’ w rok łaski! |
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| wtorek, 23 października 2012 00:03 |
|
W miniony czwartek spotkanie ‘Wspólnoty Ruchu Czystych Serc’ zatytułowałem: ‘Otwórz, Panie, nasze serca!’ Bo, każde zamknięcie prowadzi do izolacji, blokady, w ostateczności do samotności, a świat przecież jest coraz bardziej otwarty. Dostępna jest geograficzna, ale już nawet kosmiczna przestrzeń, osiągnięcia cywilizacyjne, komunikacja w najrozmaitszych zakresach i przy pomocy urządzeń, technik, o których jeszcze niedawno nic nie wiedzieliśmy. Łatwość poznawania ludzi nieznanych, mieszkających w najbardziej odległych zakątkach Ziemi, pobudza naszą wyobraźnię, tęsknoty, by nawiązać kontakt z istniejącymi gdzieś jeszcze dalej - w nieskończonych przestrzeniach i zakamarkach kosmosu – żywymi i rozumnymi istotami, cywilizacjami pozaziemskimi. Chociaż nic o nich nie wiemy, to nie dopuszczamy myśli, że mogą nie istnieć.
Paradoksem współczesnego czasu jest to, że poszukując wciąż poszerzających się kontaktów i relacji z nowymi osobami - nieznanymi, innymi, odległymi, szukamy osobowych bliskości, bo lękamy się samotności. I równocześnie odchodzimy, uciekamy od relacji z tymi, którzy są naszymi najbliższymi, znamy ich i kochamy. Wbrew podświadomym tęsknotom i więziom uciekamy w otwarty, nowy, tajemniczy, nierozpoznany jeszcze świat, by go poznać, zanurzyć się w nim, napełnić, nasycić.
Serce kiedyś było otwarte, dziś jest zamknięte, a nawet zaryglowane. Poszukując nowego świata, poszukujemy go poza naszymi sercami, zamykamy je coraz szczelniej i dokładniej. Otwarty świat jest światem zewnętrznym, gdzie próbujemy odnaleźć coś, co wydaje się dla nas największą wartością i spełnieniem. I zawsze jest to poszukiwanie relacji osobowych - nie z czymś, ale z kimś.
Świat poza sercem, pomimo wzrastającej dostępności, technicznych i finansowych możliwości, wciąż jest jednak dla nas niewystarczający – takie mamy przynajmniej odczucie, a nawet przekonanie. Czyżby to była jedynie cywilizacyjna pogoń za przysłowiowym wiatrem? Bo przecież wciąż czujemy się niespełnieni, gdzieś w naszych ludzkich głębiach odczuwamy niedosyt.
Kiedyś było serce. Może pozostał po sercu jedynie egoizm, pożądliwość, pragnienie posiadania – pieniędzy, władzy, sławy, wielkości, drugiego człowieka – jako powracające echo, niespełniony sen z czasów młodości. Może na tym ma polegać nowoczesność, rozwój, może trzeba wykreślić z ludzkiego słownika ten archaiczny, biblijny termin - „serce”? Kiedyś w sercu zamknięte było moje człowieczeństwo, moja ludzka tożsamość, moje wszystko, co określało i opisywało nawet najbardziej wewnętrzne moje wnętrze. Czy dzisiaj jest jeszcze człowiekowi potrzebne wiedzieć, ‘kim jest?’ Są przecież programy komputerowe i techniki, które rozpoznają ciebie w każdym detalu, z kodami genetycznymi włącznie, nie musisz myśleć i zadręczać się ‘niepotrzebnymi’ egzystencjalnymi pytaniami.
Kiedyś jako normalna i piękna istniała relacja kochających się serc - osób, rodziny. Wystarczyły jedynie dwie kochające się osoby. Dzisiejsza cywilizacja stara się wyrzucić z ludzkiej pamięci te „przestarzałe struktury społeczno-osobowe” i te ‘przestarzałe’, oparte na osobowym odniesieniu relacje miłości. I dlatego Benedykt XVI ogłasza kolejny ‘Rok Wiary’ – powrotu do ludzkich korzeni, którymi są: człowiek, Bóg, miłość, serce, wiara. I ten ‘Rok Wiary’ musi stać się dla każdego także ‘rokiem nadziei’.
Otwórz, Panie, nasze serca! - jest wołaniem o ich przemienienie, zwrócenie ku Bogu. Nigdzie w całym kosmosie nie odnajdę przedmiotu moich poszukiwań i pragnień, zaspokojenia moich najbardziej człowieczych tęsknot. One są bardzo blisko – w moim sercu. Tam czeka na mnie moja osobowa Miłość, mój Bóg, od którego może bardzo daleko odszedłem szukając Go. On tam jednak wciąż jest.
Sensem ‘Roku Wiary’, w który weszliśmy, jest powrót do zagubionego Boga, odnalezienie Go w świątyni mojego serca. Gdzie jest serce moje, tam jest mój dom. W domu cierpliwie czeka Ojciec. ‘Rok wiary’ jest więc rokiem także mojego serca, w którym jest żywy, kochający Bóg.
Przyszedł dzisiaj do konfesjonału alkoholik, powiedzielibyśmy: pijak. Umarła mu bliska osoba i postanowił podarować jej Komunię świętą - od siebie. I przyszedł po kilku latach, pokorny jak zagubiona owieczka, bezradny i szczery jak dziecko. Bóg podarował mu łaskę otwarcia serca. A on podarował bliskiej osobie, która odeszła już z doczesności, radość z nawrócenia. I mnie także podarował pokój serca i wypełnił je radością, bo od wczoraj chodził za mną jakiś smutek. Niezwykłe to, że czasami jeden człowiek, ‘zwykły pijak’, tyle dobra i radości może podarować innym. Nigdy zapewne nie siadał w kościele w pierwszej ławce. Poprosiłem go, aby usiadł w pierwszej ławce i aby przed sobą nie miał już nikogo, tylko Jezusa wystawionego w Najświętszym Sakramencie i aby powiedział Jezusowi coś miłego i dobrego, aby sprawił Mu radość. Widziałem, że dość długo siedział w pierwszej ławce przed ołtarzem. Może on – ‘zwykły pijak’ i Chrystus – Słowo odwieczne wymienili uśmiechy i zawarli przyjaźń? Potrzeba było kilku lat czekania Jezusa, chociaż czasami cierpliwie czeka On przez całe życie człowieka. Potrzeba było zapewne pomocy osoby, która odeszła już do wieczności, aby doszło do spotkania Jezusa i ‘zwykłego alkoholika’, który nie chce się leczyć. Wierzę, że Jezus zszedł ze złocistej monstrancji do pierwszej ławki i z radością wszedł do otwartego serca alkoholika, który zagubił się w swojej trudnej doczesności.
I przyszła jeszcze do konfesjonału pełna bólu i cierpienia kobieta. I widziałem, że serce miała otwarte, a równocześnie rozdarte niemożnością, a nawet rozpaczą zbudowania ludzkiej relacji z mężem. Bóg kiedyś wysłuchał jej modlitwę i uleczył męża z alkoholizmu. Okazuje się jednak, że alkoholizm jest znacznie łatwiej uleczyć aniżeli ludzki charakter i międzyludzką relację, by stała się chociaż odrobinę relacją miłości. Otwórz, Panie, zamknięte serce męża. Podaruj tej udręczonej kobiecie Twój klucz, albo zwykły wytrych modlitwy i miłości, otwierający nawet zaryglowane bezmyślnością i złym uporem serce męża.
I jeszcze serdecznie pozdrawiam wszystkich, a przez ręce i serce Maryi błogosławię.
o. Ludwik z Wieruszowa |