|

Przeczytałem w „Gościu Niedzielnym” fragment kazania Papieża Franciszka, wygłoszonego w Domu św. Marty, zatytułowany: „Księża, bądźcie Ojcami!”’ ‘Chodzi’ za mną to wezwanie od wczoraj. Wygłosił je Papież w dniu 26 czerwca w Uroczystość Narodzin Św. Jana Chrzciciela. A dzisiaj jest już ósmy lipiec i wspominamy innego Świętego – Jana z Dukli. Jeden i drugi był nauczycielem i ojcem, miał wielu uczniów - „dzieci”; jeden i drugi prowadził życie pustelnicze. A wczoraj rozmawiałem telefonicznie z Martą z Warszawy. Marta wie, że jest moją ukochaną Córką i ja też wiem, że jestem jej kochanym ojcem, i że nie muszę ukrywać przed światem jej imienia.
Relacje ojca i córki są czymś niezwykłym i pięknym. Papież Franciszek wyjaśnia w kazaniu sens bycia ojcem: „Każdy z nas, aby stać się pełnym, aby być dojrzałym, musi odczuć radość z ojcostwa: także i my, żyjący w celibacie. Ojcostwo, to dawanie życia innym… Jest to łaska, o którą my, kapłani, musimy prosić…, łaska ojcostwa duszpasterskiego, … duchowego. Nie mieć dzieci, nie zostać ojcem to tak, jakby życie nie osiągnęło celu, jakby zatrzymało się w pół drogi. Dlatego musimy być ojcami. Jest to łaska, którą daje Pan….”. I myślę o tej niezwykłej, chociaż bardzo trudnej, pełnej lęków, niepokojów, czasem cierpienia łasce…
Dzisiaj, siedzę na ławce w ogrodzie i próbuję odmówić zaległą jutrznię. Rano zaspałem i nie zdążyłem do kaplicy. Wciąż jednak myślę o słowach papieża Franciszka i myślę o tych wszystkich moich ukochanych córkach, wnuczkach, dzieciach, nazwanych i nienazwanych, przyznających się i już nieprzyznających do mnie. Nie łatwo być ojcem, a trudno być odrzuconym ojcem. Ojcostwo jednak, jeśli jest autentyczne, musi obdarowywać miłością zawsze, chociaż nie musi być ona widoczna i wciąż wypowiadana i potwierdzana. Nawet, jeśli jest to ojcostwo zapomniane…
Ogród-park przyklasztorny jest wypełniony gorącym powietrzem. Odczuwa się w nim jakieś niezwykłe przesycenie zapachami, gęstością mieszających się barw i dźwięków. Dzisiaj drzewa są znieruchomiałe, zarysy koron, a nawet poszczególnych liści - niezwykle ostre. Głębie ogrodu, podkreślone wszystkimi odcieniami zieleni, przenikają się, są jak gdyby dotykalne, zwłaszcza odgłosami ptaków, dochodzącymi do uszu z różnych stron ze zmiennym natężeniem barw i tonów. I tylko z niezbyt odległej, o 100-200m położonej, obwodnicy Wieruszowa dociera nieustannie hałas i łoskot samochodów, zakłócający naturalne dźwięki, którymi powinna być wypełniona dolina Prosny, podobno będąca ‘korytarzem ekologicznym’. Pojawia się we mnie tęsknota za nieskazitelną ciszą łąki Matki Bożej nad Osobłogą w Mochowie. Patrzę, więc na potężne wiązy i akacje, ich wielkością próbuję przysłonić nieustające, hałaśliwe odgłosy cywilizacji, ale jest to prawie niemożliwe. Serce człowieka domaga się błogosławionej ciszy, by móc zanurzyć się, na miarę ludzką, do końca, w zaszczepionej w nim przez Boga harmonii, pięknie i pokoju stworzenia. Gdzieś, w głębi, narasta ta tęsknota za tym, co jest odwieczne, Boże, co chroni człowieka przed degradacją i pustką, wymyślonymi przez niego samego. Obok nieistniejącej już wierzby, której nieobecność jest wciąż dla mnie boleśnie zauważalna, rośnie wysmukła akacja z fantazyjnie powyginanymi gałęziami. Zastępuje mi w pamięci bezlitośnie wycięte drzewo, do którego bardzo się przywiązałem. Na samym wierzchołku akacji jest kilka bezlistnych gałęzi, na których siadają gołębie.
Wakacje w całej pełni. Klasztor i kościół opustoszał. Ale równocześnie dla osób pozostających na miejscu prawdopodobieństwo rozmaitych posług staje się większe. W sobotę, po raz pierwszy w życiu, odprawiłem pogrzeb czteromiesięcznego dziecka. Trumienka wielkości małego laptopa… Niezwykłe odczucie, bo to dziecko, otoczone miłością rodziców, jeszcze nie zdążyło zobaczyć świata, gdzie miało żyć i wzrastać; nie znając swojego ludzkiego ciała niespodziewanie znalazło się w duchowej rzeczywistości nieba, weszło do wspólnoty świętych. Nie zobaczyło swojej ziemskiej matki i ojca, a znalazło się w wieczności w bliskości miłosiernego Ojca Niebieskiego. W świetle wiary mam wewnętrzną pewność, że nasza Niebieska Matka przygarnęła to dziecię do swego serca i z pełni łask, w które Bóg Ją wyposażył, podarowała mu te, które pozwalają rozpoznać człowieczeństwo, osobową tożsamość i miłość, także do swoich ziemskich rodziców. Jedna z tajemnic egzystencji małego człowieczka, którego Bóg obdarował życiem wiecznym... Ceremoniał pogrzebu trzeba było skonstruować w taki sposób, by w sercach uczestników pomnożyć wiarę w życie wieczne i w łączność duchową z dzieckiem, które odeszło, ale które żyje.
Światło wiary pozwala lepiej poznać i zrozumieć Boga działającego w historii życia konkretnego człowieka, nawet wówczas, gdy ta historia trwała jedynie cztery miesiące. W Ewangelii św. Łukasza (10, 25) uczony w prawie pyta Jezusa: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Czteromiesięczne dziecko, które poznało jedynie świat łona swej matki, nie musi się martwić o odpowiedź na to pytanie, bo Ojciec Niebieski, który jest Miłością gestem przygarnięcia do Boskiego serca rozwiązuje wszystkie dylematy, które dla nas, pielgrzymujących w doczesności, są przedmiotem rozważań i często lęków. Pierwsza Encyklika Papieża Franciszka, zatytułowana Lumen Fidei (Światło wiary) z wielką mocą i mądrością ukazuje związki wiary z miłością i prawdą. Wiara zawsze zaczyna się od dotknięcia serca człowieka i staje się pamięcią. W niej miłość pozwala coraz pełniej poznać tego, kogo kocham.
Rozmyślając nad akapitami papieskiej encykliki, pisanej na cztery ręce – przez Benedykta i Franciszka, próbuję coś wydobyć dla siebie. Myślę, więc o przyjaźni, która jak wiara też zawsze zaczyna się od dotknięcia serca człowieka i staje się pamięcią w pamięci. W niej przyjaźń pozwala coraz pełniej poznać tego, kogo kocham..
Tydzień temu ukazał się piękny tomik wierszy, mojej sąsiadki z tej samej ulicy, niezwykłej poetki i geografki – Jadwigi, zatytułowany „Modlitwy znad Prosny”. Wśród tego barwnego zbioru myśli, wspomnień, tęsknot, zwróconych do Boga znajduje się „Modlitwa o przyjaźń”, w której odnalazłem coś ze swojego życia:
Panie,
przyjaźni naszej ofiarować pragnę
to co wynika
ze świadomego wyboru
zawierzenia
cierpliwości
wytrwania
niepamięci i
pamięci, dobrej pamięci.
Panie,
ocalić przyjaźń
to niby nic takiego
to tylko chwila
a k c e p t a c j i
i znów chwila
oczekiwania …
na k o ł a t a n i e
i znów następna chwila…
Panie, modlę się o naszą przyjaźń.
Po przeczytaniu i zapisaniu tej modlitwy o przyjaźni idę do ogrodu-parku nad Prosnę, by pokontemplować w obecności Maryi przyjaźń, miłość, prawdę i wiarę, bez których nasze życie byłoby puste i smutne. Jutro zanurzyć się trzeba będzie w tajemnicę Maryi z Góry Karmel.
Przez Jej Serce i ręce błogosławię wszystkich i serdecznie pozdrawiam.
o. Ludwik, wciąż znad Prosny
Wieruszów, 8 - 15 lipca 2013 r.

|