Felieton Wielkanocny PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
poniedziałek, 21 kwietnia 2014 17:50

Dzisiejszy poranek wielkanocny w ogrodzie nad Prosną był bardzo jasny, rozświetlony ostrym słonecznym światłem. Gałęzie wiązu przed oknem lekko się poruszały. Wrony z trzech gniazd na wierzchołku drzewa gdzieś odfrunęły. Jeszcze wczoraj ich krakanie wypełniało cały ogród. Dzisiaj zaległa tu całkowita cisza. Zacząłem myśleć, jak wyglądał ów poranek pod Kalwarią, po szabacie w pierwszym dniu tygodnia, kiedy to niewiasty przyszły do grobu i z przerażeniem odkryły, że kamień jest odsunięty, a grób pusty. Co się stało?

 

 

To pytanie przypomniało mi bardzo piękną starożytną homilię z wczorajszego dnia - „na Świętą i Wielką Sobotę”, o tym jak ukrzyżowany Jezus zanim zmartwychwstał, wydobył z Otchłani Adama i Ewę:

 

 

 

„Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań. Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę….

 

 

 

Przyszedł, więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go praojciec Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do wszystkich: "Pan mój z nami wszystkimi!”…. Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!

 

 

 

Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz. Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa.

 

 

 

Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju i z twojego boku wydałeś Ewę, a ta moja rana uzdrowiła twoje zranienie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie”.

 

 

 

W Wielką Sobotę Jezus wydobywa nas wszystkich z rozmaitych otchłani grzechu, w których pogrążyliśmy się i jesteśmy bezradni, bo ludzkie siły nie wystarczają, byśmy odzyskali nasze człowieczeństwo. Jezus pragnie nas wszystkich obdarować swą Łaską i zanurzyć w niej z całą mocą i przemienić nasze serca. A dzisiaj - w Niedzielę Wielkanocną, w pierwszym dniu tygodnia, po szabacie Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. I przyszedł do niej Zmartwychwstały Jezus i z miłością wymówił jej imię:

 

 

 

Kiedy staję bezradny przed grobem własnego wnętrza, płacząc i próbując do niego zaglądnąć, bezradny wobec jego pustki, bowiem nie wiem, co stało się z wartościami, które tam kiedyś złożyłem, wówczas jest szansa, że odkryję prawdę o sobie, zmartwychwstanie ona we mnie i pustka wnętrza stanie się początkiem odrodzenia i wypełnienia. Może wówczas sam Jezus stanie przede mną i zapyta: Kiedy zawoła mnie po imieniu i otworzą się moje oczy, wówczas z miłością wymówię Jego imię. Ale, aby wszystko to zdarzyło się, potrzebna jest postawa Marii Magdaleny, z płaczem, ale nadzieją zaglądającej do wnętrza grobu w poszukiwaniu ukochanego Pana.

 

 

 

„W dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były pozamykane, z obawy przed Żydami”. Gdy dokonują się rzeczy wielkie i zasadnicze, my jesteśmy zamknięci w sobie, jak Apostołowie, pogrążeni w lęku. Nie dostrzegamy nic więcej poza naszym lękiem. Im większy lęk, tym większe zamknięcie. Im większe zamknięcie, tym większy lęk. Wciąż w naszym życiu pojawia się coś, czego się lękamy, pojawiają się jacyś „żydzi”, których się lękamy.

 

 

 

W moim zamknięciu nie jestem nawet w stanie pomyśleć sobie, że może przyjść do mnie zmartwychwstały Jezus, że może stanąć przede mną i wymówić łagodnie moje imię, i jeszcze: „Nie lękaj się, pokój z Tobą!” Gdy przychodzi Jezus, staje przede mną, zawsze wnosi w me życie pokój. Przynosząc pokój, likwiduje mój lęk, moje zamknięcie. Ale musi stanąć przede mną i stać się centrum moich najważniejszych spraw, zamieszkać w moim sercu. Nie może być jednym z wielu. Musi być tylko On - w moim sercu.

 

 

 

Radość ujrzenia nawet pustego grobu jest nadzieją powrotu do sytuacji poczucia bezpieczeństwa, oparcia, sensu istnienia. Pojawia się nadzieja odryglowania zamkniętych drzwi i pozbycia się lęku. Tak się dzieje zawsze, gdy w naszym życiu pojawia się Bóg. Tak zapewne poczuła się Maria Magdalena, Piotr, Jan i inni, którzy znowu doświadczyli obecności zmartwychwstałego Jezusa.

 

 

 

Dzieje świata nasycone są światłem, które odrzuciło kamień grobowy i zaczęło wypełniać ludzkie serca oraz cały wszechświat. I po dwóch tysiącach lat dotarło do mnie, bym odczytał jego przesłanie. Twoje Zmartwychwstanie, Synu Człowieczy – Boże, wciąż pulsuje we mnie. Rozglądam się, wokoło, bo ktoś próbuje zasiać zwątpienie i osłabić blask nieśmiertelnego światła. Ale ja wiem i dlatego wierzę... Ale ja wierzę i dlatego wiem, że nie byłoby we mnie radości, gdyby nie było Twego Zmartwychwstania. Za Twoją obecność we mnie i w całym wszechświecie wraz z Marią Magdaleną dziękuję Ci, błogosławię Cię i uwielbiam Ciebie, zmartwychwstały Chryste. Nie mogę pomieścić w sobie tej radości i nadmiaru światła, dlatego dzielę się nimi jak chlebem z bliskimi i najbliższymi i z tymi, których na ziemi nigdy nie poznam. Dzielę się Tobą Zmartwychwstały Boże.

 

 

 

Jak Maria Magdalena, poprzez kolejne poranki życia, mgliste niepokojem i rozjaśnione nadzieją, pielgrzymuję ku temu jednemu, kiedy - jak ona, w poranek Zmartwychwstania – usłyszę swoje imię i serce zatrzepoce ze szczęścia. Jezus Chrystus mocno przygarnie mnie do siebie i rozproszy niepewność samotności. Wszystko, co było niewyraźne i niezrozumiałe, trudne i bolesne stanie się łagodnie wyraziste, przenikające jasnością i prostotą, wypełniające bezmiarem pokoju i pełnią radości. I to będzie moje zmartwychwstanie.

 

 

 

Niech ten niezwykły, darowany nam Boży czas, będzie znakiem obecności Najwyższego w wydarzeniach coraz to kolejnych dni, biegnących ku Nieskończoności. Niech będzie znakiem Jego Miłości, bo czymże jest cała historia człowieka, jeśli nie znakiem Jego niepojętego zakochania się w nas? Niech będzie znakiem Jego wierności przymierzu z nami, bo czymże była Męka i Śmierć Jezusa Chrystusa i czymże było Jego Zmartwychwstanie, jeśli nie nieustającym trwaniem przy odwiecznym zamiarze zbawienia człowieka? Niech ten niezwykły Boży czas będzie Twoim błogosławionym czasem radosnego odkrywania w sobie podobieństwa do Boga, który zmartwychwstał.

 

 

 

 

Świątecznie pozdrawiam i błogosławię

 

 

o. Ludwik

 

 

 

 

 

 

Wieruszów, Zmartwychwstanie Pańskie, 20 kwietnia 2014