Moje myśli są dzisiaj bardzo słoneczne Drukuj
Wpisany przez Beata   
czwartek, 05 lutego 2015 00:15

Pierwszy dzień lutego wypełnił moją celę i moje myśli słońcem. Wpatruję się w potężny wiąz w parku za oknem i zadziwia mnie jego bezruch. Ani jedna bezlistna gałązka nie próbuje zakłócić tego bezruchu najmniejszym drgnieniem, zanurzona w świetle słonecznym, wypełniającym także mój świat aż po horyzont myśli i wyobraźni. Jak to możliwe, że mała, słoneczna kula ognia, którą widzę na niebie wystarcza, by wypełnić światłem i ciepłem park za oknem oraz cały bezmiar Ziemi?


 

 

 

 

 

Powoli, z zadziwieniem uświadamiam sobie prawdę, że patrzę na cud stworzenia. Wydaje mi się, że po raz pierwszy w życiu widzę ciszę i słyszę bezruch rozpędzonego kosmosu. Wszystko to w moim parku nad rzeką, za oknem… Nawet powierzchnia płynącej wody jest gładka i trwa w bezruchu. Czyżby cały świat dzisiejszego niedzielnego poranka zatrzymał się?

 

 

Moje myśli są dzisiaj bardzo słoneczne i biegną daleko, bo przeszłość i przyszłość są coraz bardziej oddalone od siebie, a może są coraz bliżej…? Próbuję dotknąć nimi miejsca i osoby, z których ukształtował się mój świat, ten piękny świat, trudny do nazwania, ale wypełniony obecnością Bożej miłości, nadziei i ufności. Tyle osób kazał mi Bóg pokochać na drodze, której kres coraz bardziej wyczuwam, chociaż nie próbuję go mierzyć godzinami, dniami, czy nawet latami. Jedyną miarą Boga jest miłość, którą obdarowaliśmy tych, postawionych przez Niego specjalnie dla nas, jako zadanie na drodze do wieczności.

 

 

Otrzymałem właśnie maila od J. Jej pamięć i miłość wzrusza mnie i poprzez jej osobę uświadamia mi dobroć Boga. J. napisała: „Jutro święto Matki Boskiej Gromnicznej, a zarazem Dzień Życia Konsekrowanego. Dzień ten jest okazją, aby podziękować Panu Bogu za to, że ponad 5 lat temu na Skałce postawił Ojca na mojej drodze. Dziękuję za obecność Ojca w moim życiu, za piękne, pełne ufności i chrześcijańskiej radości felietony oraz za modlitwę w intencji mojego męża, o łaskę życia sakramentalnego dla niego. Życzę wielu łask Bożych, zdrowia i siły do misji ewangelizacyjnej, jaką Ojciec pełni. Gdybym miała mniej lat (niedługo kończę 84) i więcej sił, przyjechałabym do Wieruszowa, tak bardzo brakuje mi duszpasterskiej rozmowy, o którą nie wszędzie jest łatwo”.

 

 

Cóż mogę odpowiedzieć? Pani J., kocham Panią za to wielkie serce. W pierwszy piątek lutego po wieczornej Adoracji odprawię za Panią i Pani Męża Mszę św. Resztę pozostawiam w rękach kochającego nas Ojca. Jeśli mąż zechciałby mnie przyjąć w Waszym domu, byśmy porozmawiali o sprawach doczesnych i wiecznych, to gotów jestem przyjechać najszybciej, jak tylko to jest możliwe. Czas, jakim nas obdarowuje dobry Bóg jest, bowiem krótki dla każdego z nas, ale wciąż wystarczająco długi by móc zanurzyć się w Bożym miłosierdziu. Czekam, więc na decyzję odnośnie mojego przyjazdu.

 

 

Patrzę w zadumie za okno na słoneczny, zastygły w bezruchu świat. Próbuję czytać książkę, którą otrzymałem od Basi i jej bliskich, jako wyraz wdzięczności za Mszę św., Gdy zobaczyłem imię i nazwisko autorki - Immaculée Ilibagiza, to wiedziałem, że książka, zatytułowana „Chłopak, który spotkał Jezusa: Segatashya z Kibeho” jest dla mnie darem z Nieba.

 

 

Serce mi mocno zabiło. Immaculée! Bóg i ciebie postawił na mojej drodze miłości.

 

 

Bóg ocalił tą rwandyjską dziewczynę z plemienia Tutsi podczas rzezi 1994 roku, aby mogła świadczyć, czym jest nienawiść ludzka oraz świadczyć o miłości Matki Bożej z Kibeho. Podarował jej nawet to niezwykłe imię: Immaculée – Niepokalana! Jako świadek wydarzeń w Rwandzie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ub. wieku napisała 4 książki: „Ocalona, aby mówić”, „Ocalona, aby przebaczyć”, „Matka Boża z Kibeho” oraz ostatnią, zatytułowaną  „Chłopak, który spotkał Jezusa: Segatashya z Kibeho”. Tą ostatnią trzymam na kolanach i próbuję pochłonąć.

 

 

Przed pięciu laty – mieszkałem wówczas w klasztorze w Mochowie - przysłał mi Bóg, może była to Maryja, Anioła, który trzymał w ręku książkę „Matka Boża z Kibeho” i powiedział: musisz ją przeczytać! Czasem Bóg niespodziewanie posyła kogoś, jakiegoś Anioła, ze specjalną misją. I przeczytałem. Od tamtego czasu na dźwięk imienia Immaculée zaczyna mocniej bić moje serce. W ten sposób ta piękna rwandyjska dziewczyna znad jeziora Kivu pozostała w moim sercu. Piszę o tym, by pokazać w jak niezwykły sposób Bóg wypełnia nasze serca osobami nieznanymi, które w jednej chwili stają się najbliższymi - tajemniczym zadaniem na czas życia.

 

 

Przerwałem czytanie, bo słońce bardzo mocno świeci i razi moje oczy, z trudem dostrzegam pojedyncze słowa i litery. Pozwalam, więc wyobraźni, by mnie oczyma serca i duszy poprowadziła po rozległych przestrzeniach Afryki Równikowej. Klękam na rozpalonej afrykańskim słońcem ziemi Rwandy, obok dwunastoletniej, o gładko zaczesanych włosach i uśmiechniętej, zamyślonej twarzy Immaculée. Ma zapewne nie więcej jak 12 lat – to wizja z przeszłości. Wpatrujemy się w rozległą taflę jeziora Kivu, za którym pośród zielonych lasów równikowych Zairu majaczą we mgle góry na tektonicznym progu. Immaculée czeka na swojego ojca, który wraca z wielodniowej pielgrzymki do Kibeho, gdzie doświadczył spotkania z trójką widzących dziewcząt i objawiającej się im Maryi; dołączył do nich niezwykły pasterz, analfabeta i poganin o imieniu Segatashya – ‘chłopak, który spotkał Jezusa’. Patrząc na jezioro Kivu jesteśmy równocześnie w Kibeho, wpatrujemy się w rozjaśnione twarze wizjonerów w stanie ekstazy podczas objawień Maryi oraz Jezusa.

 

 

Kontakt z Bogiem, Jego bliskość rozświetla człowieka i jego oblicze. Kiedy Mojżesz zszedł z Synaju, gdzie rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, Jego oblicze jaśniało, tak, że lud nie mógł nań patrzeć. Gdy słuchamy Słowa, ono rozjaśnia naszą niewiedzę, ciemności myśli, mroki rozumowania, zaczynamy wiedzieć, zaczynamy kierować się Słowem. Słuchajmy tylko Bożego Słowa, tylko ono ma moc rozświetlania tego, co ciemne, albo jeszcze nie dość jasne. Nasze oblicza mają być radosne, świetliste i rozpromienione jak twarz Mojżesza, jak twarze sióstr klauzurowych, twarze wizjonerów z Kibeho. Kiedy oblicze człowieka jest pełne światła, oznacza to, że w nim i z nim jest Bóg. Jest to odbite światło Boże, jak na twarzy Mojżesza, jak światło słoneczne na tarczach księżyca, Ziemi, innych planet.

 

 

Bóg wnosi w nasz świat światło prawdy swojego słowa. Bóg światłem prawdy chce rozświetlić nasz ludzki, a tak często już nieludzki świat. Prawdy nie można ukryć, podobnie jak światła, też nie można ukryć. Światło wniesione przez Boga, ma być wyniesione wysoko przez człowieka, aby stało się jasnością dla wszystkich.

 

 

Myślę o przesłaniach, jakie otrzymał od Jezusa Segatashya z Kibeho i o zadaniach, do wykonania, ich prostocie i jasności: „Jezus Chrystus przysłał mnie tu dzisiaj, abym powiedział wam i wszystkim ludziom, że powinniście odnowić wasze serca. Wkrótce nadejdą ciężkie czasy dla ludzkości”….. „Nikt nie jest zmuszony, aby wierzyć w Boga, ale Bóg i tak mieszka w sercu każdego człowieka. Wystarczy iść za głosem serca, a ono zaprowadzi do miłości Boga. Ci, którzy żyją w miłości usłyszą głos Boga, bo głos Boga jest głosem miłości”…  „On kocha każdego człowieka na świecie z siłą większą niż żar słońca lub impet tysiąca wodospadów. On stworzył ten świat i wszystko, co na nim jest, łącznie ze wszystkimi ludźmi, gdziekolwiek mieszkają... jest On najczcigodniejszym człowiekiem i najczystszym duchem we wszechświecie…”

 

 

A dzisiaj już Ofiarowanie Pańskie.  Maryja przynosi do świątyni Jezusa – Słowo odwieczne, światło oświecające każdego człowieka. Niosła je już pod sercem do Elżbiety. Od tamtego czasu poprzez dzieje Maryja wciąż niesie Jezusa – światło dla nas, pragnie nam Go ofiarować. Pragnie, byśmy wzięli Go jak Symeon, w nasze ręce, ale przede wszystkim w nasze serca. Nie pozwólmy księciu ciemności, który uzurpuje sobie prawo władzy nad światem, nie pozwólmy współczesnym systemom państwowym, politycznym, nikomu - ukryć światła Bożego słowa, schować je „pod korcem”, wyeliminować z tego świata. Prawda jest światłem na drogach ludzkiego myślenia i działania. Jest jedyną miarą i kryterium weryfikacji naszego człowieczeństwa.  Jeśli życiowe ścieżki człowieka nie będą oświetlone, trudno nam będzie iść, zwolnimy, może zniechęcimy się, zatrzymamy w drodze, nie dojdziemy do celu, zabraknie nam czasu, by dotrzeć do kresu – w ramiona Ojca.

 

 

Niech Boże światło i Boże błogosławieństwo wypełni wasze serca i całe życie.

 

 

O. Ludwik

 

 

Wieruszów, 1-2 luty 2015