Errare humanum est! Drukuj
Wpisany przez Beata   
sobota, 15 grudnia 2012 19:04

Śnieżna zima wreszcie dotarła do Wieruszowa, tylko na jak długo? Prosna całkowicie zamarzła, a choinki w parku przyklasztornym, zamieniły się w śnieżne chochoły. Ale nie o zimie pragnę pisać tym razem …


Co prawda, jak mówi rzymska sentencja: ‘errare humanum est’, ‘mylić się jest rzeczą ludzką’… Ja jednak, gdy przed kilku tygodniami odbyłem niezapomniane spotkania z wieruszowską młodzieżą w liceum im. Mikołaja Kopernika, popełniłem fatalny, trudny do wybaczenia błąd. Zdegradowałem licealistów do poziomu gimnazjalistów. W 86 felietonie ani razu nie użyłem słowa „licealista”. Przekonany byłem, że to jeszcze nie ta kategoria wiekowa moich szkolnych przyjaciół. Pamiętam, jak przed sześćdziesięciu laty, w czasach mojej szkolnej kariery, zależało mi, by być bardziej „dorosłym”. Kochane, wspaniałe i piękne wieruszowskie licealistki, przepraszam was za moją niefrasobliwość! Przepraszam też was, męska części licealnej wspólnoty! 

 

Spotkanie z wieruszowską młodzieżą, do którego wiele razy wracałem w myślach, podsunęło mi wiele refleksji. Tematyka ruchu czystych serc, którą w rozmowach w szkole podejmowałem, przyjmowana była z ostrożnością, ale też z roztropną powagą i dojrzałością. Cały zapas „Miłujcie się” rozszedł się. Z nadzieją oczekiwałem, że może jedna, dwie osoby przyjdą na listopadowe spotkanie wspólnoty RCS przy naszym sanktuarium. Nie przyszła ani jedna osoba. W moim sercu pojawiło się zwątpienie, ale po dwóch dniach powrócił wrodzony mi optymizm. Prorok Izajasz przyszedł mi z pomocą i przypomniał wyrocznię Pana:

 

„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55,8-9). Widocznie moje myśli i wizja wspólnoty była tylko moją. A Pan ma swoją, Boską wizję. Stanąłem bezradny wobec Jego zamysłów i jak młody Samuel odpowiedziałem na Jego wezwanie: „Mów, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3,10). I wsłuchuję się z wielką pokorą w Boże zamysły. A tymczasem ojciec Adrian, który jest katechetą licealistów prowadzi swoich podopiecznych po Bożych drogach z wielkim zaangażowaniem i entuzjazmem, obdarowuje ich kolejnymi numerami „Miłujcie się”. Resztę pozostawiamy już w rękach Boga. Ta młodzież, to przecież Jego ukochane dzieci.

 

Jadwiga, moja niezwykła sąsiadka z ulicy Dąbrowskiego, – krakowsko-warszawska geografka i poetka – jest także absolwentką wieruszowskiego liceum. Zrelacjonowała mi przebieg spotkania z młodzieżą w dniu 25 lutego, zatytułowanego „Pasje uczniów i pasje absolwentów”, na które została zaproszona. Później krótko skomentowała spotkanie: „Ta młodzież jest cudowna, wspaniała! Jakie talenty wokalne, poetyckie, recytatorskie!” Moja opinia o licealistach i oczywiście o licealistkach z ‘Kopernika’ jest dokładnie taka sama. Gdy byłem w ich wieku, uczęszczałem też do liceum im. M. Kopernika, ale w Katowicach. Przyznaję się ze wzruszeniem sam przed sobą, że coraz więcej łączy mnie z wieruszowską młodzieżą, niezależnie od tego, czy przyjdą na spotkanie wspólnoty RCS, czy też nie.


Tydzień temu, podczas rekolekcji w Wyszanowie spotykałem się także z młodzieżą  licealną. I chociaż słuchaczy było około 15-20, to również te spotkania pozostaną dla mnie ważnym wspomnieniem. Mówiłem jak zwykle o sercu człowieka i sercu Boga, o poszukiwaniu relacji z Nim, wzajemnych ludzkich relacji, by móc odpowiedzieć na podstawowe, egzystencjalne pytania, zwłaszcza ‘kim jestem i dokąd zmierzam?’ W roku wiary nie mogłem nie mówić o drogach poszukiwania wiary, jej sensie i potrzebie. Przewodnią myślą rekolekcyjnych zamyśleń, było Chrystusowe wezwanie: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). Przestrzegam tych, którzy wydają pochopne negatywne sądy o ‘współczesnej’ młodzieży. Bo nasze myślenie i ich myślenie nie muszą być identyczne, podobnie jak w cytowanym wyżej Izajaszu. Wszyscy posiadamy prawo do popełniania błędów, a szukająca młodzież tym bardziej.

 

W roku wiary potrzeba jak najwięcej naszej modlitwy. Ostatnio znowu tłumaczyłem  pewnej kobiecie przy kratkach konfesjonału, czym modlitwa nie musi być, a czym być powinna. Spróbuję powtórzyć ten konfesjonałowy tok myślowy: ‘Modlitwa, to niekoniecznie długie i na kolanach wypowiadanie najpiękniejszych tekstów, najwybitniejszych poetów. Modlitwa to najdelikatniejsze, ledwo wyczuwalne i trwające ułamek sekundy dotknięcie się Boga myślą, westchnieniem, jękiem, spojrzeniem, uśmiechem, ciszą. To wszystko stanie się dotknięciem Bożego serca twoim sercem. I wtedy moc Bożej miłości, jego miłosierdzie obejmie ciebie Bożym objęciem, uściskiem, przytuleniem, przemieniającym, ogarniającym, uzdrawiającym. Tyle razy w ciągu dnia możesz swoim sercem uruchomić moc Bożej miłości… Jeśli Twoje serce jest jeszcze kamienne, to stanie się sercem z ciała, prawdziwie ludzkim, bo przytulonym do serca Boga. Nie spostrzeżesz się, jak Twoje najkrótsze dotknięcia staną się zanurzeniem w głębi Bożej miłości. Twoja modlitwa stanie się wytrwała i piękna i ty staniesz się piękną. Modlitwa jest najprostszym i najskuteczniejszym środkiem przemiany twojego serca w piękne i kochające”. Dobry Jezu, czy prawidłowo wytłumaczyłem penitentce, jaką może i powinna być modlitwa?

 

Pora zakończyć felieton, bo wszystko ma swój kres. Jeden z brewiarzowych hymnów z nieszporów, bardzo pięknie konkluduje wydarzenia całego dnia: „Jezu, kiedy dzień się kończy, a przybliża się nieznane, bądź nam światłem gorejącym wśród ciemności tego świata”. I tak niechaj będzie! A wezwanie Apostoła Narodów niechaj mi będzie u schyłku dnia drogowskazem i przypomnieniem. Niech więc schyłek dnia będzie początkiem kolejnego dnia -prawdy, dobra, nadziei, cierpliwości i wytrwałości. W liście do Rzymian Paweł przypomina to, co powinno być treścią i sensem naszej codziennej, życiowej drogi: „Miłość niech będzie bez obłudy. Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem. W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi. W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie. Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu. Weselcie się nadzieją. W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali” (Rz 12, 9-12).

 

A dwunastego grudnia, w dniu swojego święta, Panno Maryjo, przypomniałaś mi się jako indiańskolica  ‘Morenita’ z Guadalupe w Meksyku - trzeciej największej aglomeracji świata. Tęsknimy Matko za Twoją czułością, delikatnością, za każdym najmniejszym gestem ludzkiej miłości. Świat jest pełen brutalności, egoizmu, konsumizmu, pogoni za przyjemnościami, stanowiącymi jedynie powłokę prawdziwych ludzkich potrzeb i tęsknot. Coraz mniej jest ludzkich odruchów w ludzkim świecie. A przecież nie chodzi jedynie o odruchy. Człowiek w głębi swego serca pragnie pełni, której zdeformowany grzechem świat już dać mu nie potrafi i nie może. Przytulając się do Twojego serca odważamy się wypowiedzieć to jedno słowo z litanii loretańskiej: ‘Najmilsza!’ Ty wiesz, o co chodzi.

Gdy tuliłaś do serca małego Jezusa, nie raz musiałaś wypowiedzieć do Niego to proste, ale nadzwyczajne słowo: ‘Najmilszy!’ Ośmielamy się więc mówić do Ciebie: Matko Najmilsza, naucz nas umiejętności okazywania innym najprostszych gestów miłości. Na drugiej półkuli mieszkańcy Meksyku nazywają Cię z dumą i godnością: „Reyna de Mexico y Emperatriz de America”.


A my, w naszej wciąż podzielonej i moralnie pokiereszowanej Ojczyźnie, po 31 latach od wprowadzenia stanu wojennego, prosimy Cię: ‘stań się dla nas skarbnicą mądrości i życzliwych, dobrych rad i tej najlepszej ze wszystkich, byśmy słuchali Jezusa, cokolwiek nam powie. Bądź naszą nauczycielką i światłem, zwłaszcza w chwilach zwątpień, kiedy wszystko wydaje się zamazane, niepewne i względne. Matko Dobrej Rady, módl się za nami i obdarzaj nas roztropnością i mądrością, byśmy nie słuchali złych i zdradliwych rad i podszeptów świata.


Z pozdrowieniem i błogosławieństwem


O. Ludwik


Wieruszów, sobota, 15 grudnia 2012 r.

 

 

 

Poprawiony: środa, 20 lutego 2013 23:07