Rybak ludzkich serc cz. 1 Drukuj
Wpisany przez Beata   
poniedziałek, 23 września 2013 14:04

Etapy życia

 

Ojciec Pio żył w latach 1887-1968. Był kapłanem Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów.
Urodził się 25 maja 1887 roku w Pietrelcinie, w prowincji Benevento, w regionie Campania, w południowych Włoszech. Na chrzcie św. nadano mu imię Franciszek. Rodzice, Grazio Forgione i Maria Giuseppa De Nunzio, posiadali mały skrawek ziemi.

W rodzinie i w miejscowej parafii Franciszek otrzymał wychowanie nadzwyczaj religijne. Mając dziesięć lat, wyraził życzenie wstąpienia do zakonu. Aby umożliwić mu realizację jego powołania i prywatne studia, ojciec wyjechał na zarobek do Ameryki.

6 stycznia 1903 roku Franciszek rozpoczął nowicjat u Kapucynów w Morcone. Przybrał wtedy imię brata Pio.
Sześcioletnie studia odbył w różnych klasztorach. W tym czasie wielokrotnie powracał do domu rodzinnego ze względu na zły stan zdrowia. W końcu, 10 sierpnia 1910 roku otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Benevento.

Po wielu różnych przeżyciach, które głównie wiązały się z jego słabym zdrowiem, w roku 1916 został wysłany do San Giovanni Rotondo, miejscowości w prowincji Foggia, na przylądku Gargano, w regionie Puglia.

 

 

20 września 1918 roku otrzymał łaskę stygmatów, które ukazały się na dłoniach, na stopach i w boku. To niezwykle wydarzenie zaczęło przyciągać tłumy ludzi ze wszystkich zakątków Włoch i z zagranicy.

Stolica Apostolska przeprowadziła wiele przesłuchań, aby sprawdzić autentyczność fenomenu i wiarygodność jego osoby, zarządzając także w pewnych okresach ograniczenia w pełnieniu posługi kapłańskiej.
Niezwykły spowiednik i wychowawca dusz modlił się wiele i zachęcał do modlitwy. Dzięki jego kierownictwu duchowemu powstały Grupy Modlitewne, które rozpowszechniły się we Włoszech i w innych krajach.

W tym samym czasie urzeczywistnił swoje odwieczne pragnienie niesienia pomocy cierpiącym, budując z pomocą wiernych szpital, który nazwał Domem Ulgi w Cierpieniu (Casa Sollievo della Sofferenza). Z czasem stał się on prawdziwie "szpitalem-miastem", mającym decydujący wpływ na rozwój całej okolicy, niegdyś opustoszałej.
Spotkania z Ojcem Pio były dla ludzi wielkim przeżyciem. Wiele osób niewierzących i prowadzących życie niemoralne nawróciło się.
Przez jego wstawiennictwo wiele osób otrzymało nadzwyczajne łaski.

Zmarł w opinii świętości 23 września 1968 roku. Po przeprowadzeniu procesu kanonicznego zgodnie z przepisami, 18 grudnia 1997 roku, papież Jan Paweł II ogłosił go Czcigodnym.
Jego grób i miejsca związane z jego życiem odwiedzali liczni wierni. W krypcie kościoła, gdzie spoczywa ciało Ojca Pio, modliło się wiele osób - wybitne osobistości kościelne i państwowe oraz ludzie różnych zawodów.
Również papież Jan Paweł II przybył z wizytą w 1987 roku, z okazji setnej rocznicy urodzin Ojca Pio.
21 grudnia 1998 roku kardynałowie zgromadzeni z Ojcem Świętym na konsystorzu ogłosili dekret uznający cud dokonany za wstawiennictwem Ojca Pio. W ten sposób została otwarta droga do beatyfikacji, która miała miejsce 2 maja 1999 roku.

 

Rodzina Rodzice Ojca Pio, Grazio Forgione i Giuseppina De Nunzio, należeli do drobnych właścicieli ziemskich. W odległości dwóch kilometrów od miasteczka, w miejscu zwanym Piana Romana, posiadali gospodarstwo i ziemię, która była źródłem ich utrzymania.
W okresie zbiorów mogli sobie nawet pozwolić na zatrudnienie kilku pomocników. Po zakończeniu zbiorów gospodarstwem zajmował się tylko Grazio, popularnie zwany Zi'Razio, który każdego ranka o świcie siodłał osła i szedł w pole.
Nieco później dołączała do niego żona, Zi' Giuseppa, która krzątała się po gospodarstwie, przygotowując także jedzenie. Późnym popołudniem wracali oboje do miasteczka, do swojego skromnego, ale pełnego ciepła i miłości domu.
Tak toczyło się ich normalne życie z dziećmi, które się kolejno rodziły: pierwszy syn Michał, który, jak tylko podrósł, stał się wielką pomocą dla rodziców w ich pracy na polu; Franciszek, także on pomagał, prowadząc na pastwisko trzy albo cztery owieczki; a następnie - Grazia i Pellegrina.

 

Wychowanie religijne Rodzina Forgione była głęboko religijna, jak zresztą prawie wszyscy mieszkańcy tego miasteczka. Pielęgnowano z wielką starannością obchody świąt liturgicznych, a szczególnie uroczystość Bożego Narodzenia, które przeżywano zgodnie z miejscowymi tradycjami i miłymi zwyczajami. Czczono także świętych, na których cześć organizowano uroczystości ludowe. W pierwszą niedzielę sierpnia obchodzono święto maryjne "Madonna della Libera", patronki Pietrelciny.

Mały Franciszek wzrastał więc włączony z całą naturalnością w środowisko prawdziwie religijne. Sąsiedzi wspominają, że jako mały chłopiec - kiedy usłyszał dźwięk dzwonów zapraszających na nabożeństwo - z naleganiem prosił swoją babkę, aby prowadziła go do kościoła.

Regularnie chodził do kościoła na naukę katechizmu, aby dobrze przygotować się do przyjęcia pierwszej Komunii i bierzmowania. Był również ministrantem. Wyróżniał się pośród innych dzieci swoim entuzjazmem dla spraw religijnych.

Kiedy słyszał, że ktoś bluźni albo przeklina, w sposób widoczny cierpiał z tego powodu i wydawał się być przerażonym. A na polu, kiedy bawił się ze swoimi rówieśnikami, między innymi ze swoim kuzynem i sąsiadem Mercurio Scocca, "zawsze chciał organizować procesje", używając figurek, które sami robili.

Powołanie Franciszek miał zapewne około dziesięciu lat, kiedy to pewnego dnia latem, w czasie młócenia zboża na klepisku, zjawił się zakonnik kapucyn chodzący po kweście. Dla małego Franciszka było to jakby objawienie.
Po otrzymaniu ofiary zakonnik odszedł, a Franciszek nieoczekiwanie powiedział do ojca: "Chcę zostać zakonnikiem".
Ojciec nie zastanawiając się długo, odpowiedział: "Jeśli ci się uda", tzn. Jeśli będziesz się w stanie wyuczyć.
Następnie ojciec dodał: "Możesz zostać zakonnikiem w Paduli", tzn. wstąpić do klasztoru franciszkanów, który znajdował się w pobliskim miasteczku zwanym Paduli.
"Nie" - odparł Franciszek. - "Chcę zostać zakonnikiem z brodą".

Widząc zdecydowaną wolę syna Zi' Grazio udał się do klasztoru kapucynów w Morcone, z którego przybył po kweście ów zakonnik. Klasztor w Morcone był też domem nowicjatu.
Aby wstąpić do nowicjatu, kandydat musiał mieć ukończone piętnaście lat, a następnie odbyć studia, aby móc przyjąć święcenia kapłańskie. Franciszek miał tylko wykształcenie podstawowe.
Zdobył je dzięki naukom u miejscowego nauczyciela, który uczył czytać i pisać w sposób nadzwyczaj prosty.
Trzeba było zatem szukać prawdziwego i właściwego nauczyciela.

W prywatnej szkole I znaleziono odpowiedniego nauczyciela. Był nim Domenico Tizzano, który w Pietrelcinie prowadził prywatną szkółkę, jak to w owych czasach było zwyczajem w małych miasteczkach, gdzie nie istniały szkoły publiczne. Franciszek zaczął uczyć się łaciny i innych podstawowych przedmiotów. Wydawało się jednak, że nauka nie idzie mu zbyt dobrze. Nauczyciel z zatroskaniem mówił o tym matce.
W tym czasie ojciec postanowił wyjechać na zarobek do Ameryki, gdyż nauka syna była kosztowna. I choć nie były to wielkie wydatki, to jednak dla rolnika z małym gospodarstwem, żyjącego z produktów ziemi i dysponującego niewielką sumą pieniędzy, miesięczne opłaty szkoły wraz wydatkami na wszystko, co było potrzebne do nauki, stanowiły dosyć znaczne przedsięwzięcie.
Początkowo nauka szła źle, przynajmniej tak uważano. Co więcej, nauczyciel Tizzano mówił, że Franciszek jest po prostu osłem.
Ale matka w to nie wierzyła. Postanowiła zatem zwrócić się do innego prywatnego nauczyciela, Angelo Caccavo. Ten, przed przyjęciem Franciszka na naukę, przeegzaminował go. Widząc jego dobrą wolę i zdolności, przyjął go do swojej szkoły. Wydaje się, że Franciszek czuł się źle u poprzedniego nauczyciela, gdyż nie zgadzał się z jego postawą moralną.


Nauka i rozrywka Z nowego nauczyciela Franciszek był bardzo zadowolony. Tym razem nie mówiono nic złego o jego nauce ani o nim jako uczniu.
Franciszek był chłopcem poważnym. Pewnego razu posądzono go o napisanie miłosnego listu do jednej z koleżanek, za co nauczyciel skarcił go srogo. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że Franciszek stał się ofiarą oszczerstwa ze względu na sympatię, jaką wzbudzał u dziewcząt, a także ze względu na pilność w nauce.
Na naukę poświęcał wiele czasu. Zrobił sobie pewnego rodzaju studium w domu rodzinnym, w pomieszczeniu, które nazywano "wieżyczką".
Studiował z wielkim poświęceniem i pisał listy w imieniu rodziny, informując ojca przebywającego w Ameryce o przebiegu swoich studiów i o wszystkich wydarzeniach w domu. Pisał także o wycieczce do Pompei, którą odbył wraz z nauczycielem i kolegami. Podkreślił przy tym, że wydał na niej tylko kilka lirów. Informacja o tym rozśmieszyła ojca. Franciszek przyznał rację, że to trochę śmieszne i jednocześnie dodał: "...musisz jednak wiedzieć, ojcze, że w przyszłym roku, jeśli Bóg pozwoli, skończą się dla mnie wszystkie święta i zabawy, gdyż pożegnam to życie, aby rozpocząć inne, lepsze życie".

Walka wewnętrzna Wyrzeczenie się uroków tego świata, do czego Franciszek przygotowywał się od dzieciństwa, nie wydawało mu się sprawą łatwą, w miarę jak przybliżał się decydujący moment w jego życiu.
Była to straszna walka, która go ogromnie dręczyła.
Dopiero wizja, której doświadczył, sprawiła, że dostrzegł z całą jasnością swoją przyszłość: walkę na śmierć i życie ze strasznym wrogiem, który kilka razy powracał z nową mocą. Jednak dzięki przepięknej i tajemniczej postaci, która go zachęcała do walki i prowadziła, udało się zawsze zwyciężyć. Po tym przeżyciu nie miał już żadnych wątpliwości, co wybrać.
Wizja ta powtórzyła się w dniu wyjazdu z Pietrelciny.

Nowicjat Było to 6 stycznia 1903 roku. Franciszek miał wtedy prawie szesnaście lat. Piętnaście lat, wymagane przy przyjęciu do nowicjatu - według reguły kapucynów - ukończył w maju poprzedniego roku. Wyruszył pociągiem wraz z dwoma kolegami i ich nauczycielem do Morcone, do miejscowości, w której był nowicjat kapucynów.
Pożegnanie z matką na stacji kolejowej było dla niego strasznym przeżyciem.  Zi' Giuseppa żegnała swego syna ze łzami w oczach, choć - z drugiej strony - z całego serca ofiarowała go św. Franciszkowi. Także dla syna to opuszczenie matki było wielkim bólem.
Podróż z Pietrelciny do Morcone trwała tylko godzinę.
Kiedy przybyli do klasztoru, przełożeni, którzy ich przyjmowali, natychmiast przystąpili do indywidualnego egzaminu z przedmiotów przerabianych w szkole. Cała trójka pozytywnie zdała egzamin.

Jeden z kolegów nie miał jednak wymaganego wieku i dlatego wraz nauczycielem musiał powrócić do domu.
Drugi kolega Franciszka został przyjęty, ale po kilku dniach pobytu w nowicjacie zrozumiał, że nie jest to życie dla niego i dlatego też powrócił do domu.
Z całej trójki pozostał tylko Franciszek.
Po piętnastu dniach odbyły się obłóczyny. Franciszek otrzymał habit franciszkański i dla wszystkich stał się bratem Pio.

Ciężkie życie nowicjuszy W rzeczywistości, życie w nowicjacie było bardziej rygorystyczne niż można było sobie to wyobrazić. Wczesne wstawanie, czasami w środku nocy, wiele godzin poświęcanych na modlitwę i na naukę, medytacja, ścisłe przestrzeganie ciszy, zwłaszcza wtedy, gdy w klasztorze znajdowały się obce osoby.
Nowicjusze chodzili z pochyloną głową, aby zachować wewnętrzne skupienie i panowanie nad uczuciami; zauważyła to także pewnego razu matka Franciszka, która przyjechała w odwiedziny do syna i zastała go jakby obojętnym i nieczułym. Pomyślała nawet, że oddalił się od niej albo zachorował. A ojciec, kiedy dowiedział się o tym, chciał zabrać syna z Morcone.


Ponadto, "dyscyplina" w formie noszenia żelaznego pasa, skrupulatne spowiedzi, skąpe posiłki i przejmujące zimno - wszystko to składało się na życie wprost niemożliwe do zniesienia, ale za to mające służyć hartowaniu ducha nowicjusza i kształtowaniu jego charakteru.
A brat Pio przestrzegał wszystkich tych wskazań w szczegółach, a nawet z przesadą, co towarzyszyło mu przez całe życie.
Po roku, przed opuszczeniem Morcone, złożył śluby, był już w pełni tego słowa znaczeniu bratem zakonnym.
Rozpoczynał studia, które miały go przygotować do przyjęcia święceń kapłańskich.

Sześć lat studiów Po zakończeniu nowicjatu rozpoczął się okres ciągłych wędrówek z jednego klasztoru do drugiego w celu zaliczania różnych przedmiotów. Wykłady bowiem odbywały się tam, gdzie byli profesorowie, a oni z roku na rok zmieniali miejsce swego pobytu.
W niektórych przypadkach brat Pio musiał zmienić miejscu pobytu ze względu na stan swojego zdrowia. Dzięki tym wędrówkom z klasztoru do klasztoru miał on możliwość poznania prawie wszystkich klasztorów Prowincji Kapucyńskiej Sant'Angelo, która miała swoje klasztory rozsiane po regionach Puglia, Campania i Molise.
Czas pobytu brata Pio w poszczególnych klasztorach nie był jednak długi, gdyż wciąż miał problemy ze zdrowiem, których objawem było złe samopoczucie, gorączka, niestrawność żołądka. Czyżby były to skutki przesadnego umartwienia, które narzucił sobie w czasie nowicjatu?


Przyszedł czas, gdy konieczne okazały się częste powroty do domu rodzinnego, gdzie brat Pio mógł odpocząć i podreperować zdrowie.
W konsekwencji, w tym okresie częściej bywał w Pietrelcinie niż w klasztorach. W domu rodzinnym jednak, w miarę możliwości, kontynuował naukę, utrzymywał stały kontakt z przełożonymi, zwłaszcza z ojcem Benedetto i ojcem Agostino z klasztoru San Marco in Lamis. Obaj, a szczególnie ojciec Agostino, dobrze zrozumieli, że wszystko to, co działo z tym chorowitym bratem, nie było rzeczą normalną. Jako jego spowiednicy i kierownicy duchowi, musieli zachować tajemnicę, ale wiedzieli bardzo dobrze, co działo się w jego duszy.

 

Święcenia kapłańskie Katedra w Benevento, w której 10 sierpnia 1910 roku Ojciec Pio przyjął święcenia kapłańskie. Pierwszą Mszę św. w Pietrelcinie odprawił 14 sierpnia.
o wielu przeżyciach, które w pewnych momentach stawały się jakby przeszkodą na drodze realizacji najżarliwszego pragnienia Ojca Pio, tzn. pełnej realizacji swego powołania, po przejściu koniecznych etapów do kapłaństwa subdiakonatu i diakonatu, po zdaniu ostatniego egzaminu - 10 sierpnia 1910 roku brat Pio przyjął święcenia kapłańskie.
Uroczystość święceń kapłańskich odbyła się w katedrze w Benevento. Święcenia otrzymał z rąk biskupa Paolo Schinosi. Obecna była matka Giuseppa. Ojciec i brat przebywali w tym czasie w Ameryce.

"Uroczystość św. Wawrzyńca była dniem, w którym moje serce jeszcze bardziej rozpaliło się miłością do Jezusa. Ach, jakże byłem szczęśliwy! Jak bardzo cieszyłem się z tego dnia!" napisał później Ojciec Pio.
14 sierpnia odprawił swoją pierwszą Mszę św. w Pietrelcinie. Okolicznościowe kazanie wygłosił jego przełożony i kierownik duchowy ojciec Agostino, który życzył mu, aby podjął zadanie wielkiego spowiednika.


Stygmaty po raz pierwszy Po święceniach kapłańskich Ojciec Pio pozostał w Pietrelcinie. I zaledwie po miesiącu przydarzyło się mu coś niezwykłego. Znajdował się na polu, modlił się i medytował w cieniu wiązu. I nagle poczuł silne pieczenie na dłoniach rąk.
Były to pierwsze objawy stygmatów. Dopiero po upływie roku postanowił poinformować o tym swoich przełożonych. Powiedział, że znaki te spowodowały w jego życiu wielkie zamieszanie, tak że prosił Pana Boga w modlitwie, aby one znikły. I tak się stało.
Znaki te pozostały jednak niewidzialne i, od tego czasu, sprawiały mu straszliwe cierpienia, zwłaszcza w piątki i w Wielkim Tygodniu. Stan zdrowia pogarszał się coraz bardziej. Próby życia we wspólnocie tego czy innego klasztoru kończyły się na niczym.
Aby trochę odpocząć i nabrać sił, zmuszony był powracać do Pietrelciny na dłuższe okresy.


Życie w rodzinnym miasteczku Ojciec Pio osiedlił się na stałe w Pietrelcinie. Dzielił swój czas na pobyt w miasteczku, gdzie mieszkał w domu swego brata Michele, i na pobyt na wsi, gdzie jego przyjaciel i kuzyn Mercurio Scocca - mieszkający po sąsiedzku - dał mu do dyspozycji wygodny pokoik. Ojciec Pio pomagał ks. Salvatore Pannullo w duszpasterstwie parafialnym, w jedynej parafii Pietrelciny, praktycznie zastępując proboszcza.
W tym czasie udzielił wiele chrztów. Dostrzegano jego głęboką pobożność, z jaką wykonywał każde swoje zadanie. Poświęcał wiele czasu na odprawianie Mszy św., i tym więcej, kiedy odprawiał sam. Niekiedy zakrystian, który mu służył, oddalał się, aby załatwić swoje sprawy. Po powrocie często spotykał go jeszcze przy ołtarzu.
Pewnego razu spotkał go leżącego na wznak na ziemi, jakby nieżywego, i natychmiast pobiegł, aby powiadomić o tym proboszcza. Ale proboszcz nie dziwił się temu, znał bowiem dobrze wnętrze Ojca Pio i wiedział, że były to momenty ekstazy.

Sześć lat odizolowania Przełożeni otaczali go serdeczną troską, pomagali mu w zakończeniu studiów, które go obowiązywały, zabiegali o wszystko, co było mu niezbędnie potrzebne. Uważano, że był chory na gruźlicę. Była to zgodna diagnoza wielu znanych lekarzy.
Wiele razy wzywali go do życia we wspólnocie zakonnej, ale w końcu musieli zrezygnować, gdyż stan jego zdrowia ciągle się pogarszał.
W Venafro, gdzie pozostał przez czterdzieści dni, odżywiał się tylko Eucharystią. Tu właśnie przeżył kilka razy momenty ekstazy, które dokładnie udokumentował ojciec Agostino. Po święceniach kapłańskich przebywał w Pietrelcinie przez następnych sześć lat, z przerwami na pobyt w Neapolu w koszarach i w szpitalu wojskowym, w którym lekarze wojskowi badali go kilkakrotnie, potwierdzając przy tym diagnozę postawioną przez innych lekarzy. W końcu zwolnili go z obowiązku służby wojskowej.

W Foggii W końcu, po różnych przeżyciach, latem 1916 roku znalazł się w San Giovanni Rotondo, gdzie natychmiast poczuł się bardzo dobrze i poświęcił się kształtowaniu dusz, prowadząc konferencje duchowe dla wiernych.
Okazja ostatecznego powrotu do wspólnoty zakonnej nadarzyła się w marcu 1916 roku. Wtedy bowiem zachorowała bardzo ciężko pewna pani ze szlacheckiego rodu, mieszkająca w Foggii. Ze względu na jej pobożność kapucyni darzyli ją wielkim szacunkiem, a Ojciec Pio utrzymywał z nią kontakty listowne jako kierownik duchowy.
Poinformowany o tym przez przełożonych, Ojciec Pio przybył do Foggii i zamieszkał w klasztorze Sant'Anna, jedynym wówczas klasztorze kapucyńskim na tym terenie. Opiekował się chorą aż do jej śmierci, która nastąpiła w niedługim czasie. Po tym zdarzeniu pozostał w Foggii.


Również w Foggii miały miejsce tajemnicze zdarzenia. Z pokoju Ojca Pio często dochodziły przerażające rumory i huki. Współbracia byli tym przerażeni.
Od tych koszmarów uwolnił go straszny upał, rozpoczynający się z nadejściem lata, szczególnie nieznośny w Foggii, w mieście położonym na nizinie.
Chcąc uchronić Ojca Pio przed skwarem, jego przełożony i współbrat ojciec Paolino pomyślał o tym, aby zawieść go na kilka dni do San Giovanni Rotondo, do miejscowości położonej na wzgórzu Gargano.
Pomysł okazał się rzeczą opatrznościową. W tej położonej na uboczu miejscowości Ojciec Pio poczuł się bardzo dobrze. Powrócił na krótki czas do Foggii, a następnie we wrześniu 1916 roku udał się znowu do San Giovanni Rotondo, tym razem, aby pozostać tu na stałe.
Pomijając kilka niezbędnych wyjazdów, od 1918 roku przebywał w San Giovanni Rotondo do końca swego życia.

 

Rodzina duchowa W San Giovanni Rotondo, oprócz klimatu sprzyjającego jego zdrowiu, odnalazł środowisko, które odpowiadało jego wrodzonemu powołaniu, jakim było kierownictwo dusz.
Możliwość realizacji swego powołania miał wszędzie, gdziekolwiek się znajdował.
Często czynił to również przez kontakty listowne z osobami, które polecali mu przełożeni, znający dobrze jego duchowość i doceniający jego zdolność docierania do wnętrza dusz.
Tutaj, w San Giovanni Rotondo, żyjąc w owym czasie w odludnym klasztorze, oddalonym od dwa kilometry od miasteczka, wśród wrzosowisk wypełnionych migdałowcami, które były jedynym drzewem rosnącym na tym jałowym, kamienistym gruncie, rozciągającym się nieprzerwanie na północ, spotkał grupkę kobiet, tercjarek franciszkańskich, które już wcześniej odwiedzały klasztor i które zostały poinformowane przez braci kapucynów o nadzwyczajnej osobowości przybyłego współbrata.
Był on znany w swoim środowisku zakonnym ze względu na swoją formację duchową, jak również z racji przedziwnych zjawisk, które się ukazywały, gdziekolwiek się zjawił.

W pokoiku zakonnym, przeznaczonym dla gości, organizował dla tych kobiet konferencje, ucząc je modlitwy i medytacji.
Jedna z uczestniczek tych spotkań, Lucietta Fiorentino, parę lat wcześniej miała pewnego rodzaju sen czy wizję, w której widziała ona jego przybycie i jego powszechną misję wyrażającą się w obrazie wielkiego drzewa, którego cienie rozpościerały się wszędzie.




źródło: www.kapucyni.ofm.pl

Poprawiony: poniedziałek, 23 września 2013 17:32