Rybak ludzkich serc cz. 2 Drukuj
Wpisany przez Beata   
poniedziałek, 23 września 2013 14:41

Ostateczne naznaczenie stygmatami


Od wiosny 1918 roku Ojciec Pio nigdy nie opuszczał San Giovanni Rotondo.
W miesiącach letnich tego roku Ojciec Pio doświadczał nadzwyczajnych zjawisk, którebyły jakby kontynuacją wcześniejszych, zwłaszcza ran na dłoniach, które objawiły się przed ośmiu laty, miesiąc po święceniach kapłańskich, i które po gorącej modlitwie do Boga wprawdzie znikł", ale nie przestały sprawiać mu bólu, zwłaszcza w określonych dniach. W pierwszych dniach sierpnia serce Ojca Pio przeszył dosłownie miecz, co określa się jako zjawisko przebicia ("przewiercenia").

W następnym miesiącu, 20 września, kiedy po odprawieniu Mszy św. w samotności modlił się na chórze, ukazała mu się tajemnicza postać i w tym momencie poczuł, że całe jego ciało przeszył straszliwy ból.
Był to moment ostatecznego naznaczenia stygmatami: otrzymał rany na dłoniach, na stopach i w boku, jak u Jezusa Chrystusa.
Był to mistyczny dar, który stał się jakby przypieczętowaniem jego wielkiej duchowości, ale również wielkiego cierpienia, którego powodem była ciągle sącząca się krew, tworząca nie gojące się strupy na zewnętrznej i wewnętrznej stronie dłoni, nad i pod stopami, a w boku widniała cięta poprzeczna rana.

Napływ ludzi i badania lekarskie To o niezwykłe wydarzenie nie mogło pozostać w ukryciu, choć Ojciec Pio nic o tym nie mówił i znaki na swoich rękach starał się ukrywać w długich rękawach swego habitu. Ale właśnie to dziwne zachowanie się wzbudziło zainteresowanie jego wiernych, najbardziej spostrzegawczych. Domyślali się, co może być sekretem Ojca Pio, a on sam, choć z oporem, musiał ujawnić to, co się zdarzyło. Poza tym, nie mógł dłużej ukrywać tego wydarzenia przed swoimi współbraćmi.
Wiadomość o tym nadzwyczajnym wydarzeniu rozniosła się w błyskawicznie nie tylko w San Giovanni Rotondo, ale także w całym Gargano i poza tym regionem. Tłumy ludzi zaczęły napływać do klasztoru, aby zobaczyć Ojca Pio.
Konieczna była nawet obecność służb publicznych, aby utrzymać porządek wśród tłumów ludzi, które przybywały nie tylko z ciekawości, ale również z nadzieją uzyskania łask od tego człowieka ukrzyżowanego jak Jezus Chrystus. Pojawili się także lekarze, najpierw na prośbę bezpośrednich przełożonych Ojca Pio, a następnie z polecenia Stolicy Apostolskiej, która chciała mieć szczegółowe informacje na temat powstałych ran.
Opinie badających specjalistów nie były zgodne. Dwóch z nich, którzy badali Ojca Pio kilkakrotnie, nie wahali się stwierdzić, że rany te są niewytłumaczalne z punktu widzenia naturalnego. Natomiast inny, sławny lekarz, miał zdanie odmienne i nawet starał się leczyć te rany, stosując różne kuracje, które oczywiście nie przynosiły żadnego skutku.


Rany pozostały niezmienne i ciągle krwawiły.



Restrykcyjne postanowienia Stolicy Apostolskiej Ojciec Pio znajdował się nie tylko w centrum zamieszania powstałego mimo woli w tłumie ludzi z racji tego cudownego zjawiska, które objawiło się na jego ciele, ale również z powodu ostrych sporów i polemik wokół jego osoby jako zakonnika.
Był on przedmiotem dyskusji, a nawet rzucanych oszczerstw, przede wszystkim przez niektórych duchownych pochodzących z diecezji Manfredonia, w której biskup, nieprzychylnie nastawiony wobec Ojca Pio, przedstawiał go negatywnie w Stolicy Apostolskiej.

Z drugiej jednak strony, zwolennicy Ojca Pio nie używali połowicznych środków, aby go bronić. Odrzucali hańbiące zarzuty poprzez wydawanie krytycznych dossier, adresowanych do jego przeciwników. Powstało również wzburzenie wśród ludzi, kiedy Stolica Apostolska zaczęła wydawać zarządzenia odnośnie do osoby Ojca Pio. Najpierw orzekła tylko, że to, co wydarzyło się w jego życiu, nie należy do natury nadprzyrodzonej. Następnie kilkakrotnie odradzała odwiedzanie go.

W końcu,1931 roku, postanowiła, aby odizolować Ojca Pio od świata, zamykając go w klauzurze klasztoru i zabraniając mu słuchania spowiedzi, publicznego odprawiania Mszy św., utrzymywania kontaktów listownych i w ogóle zwyczajnych kontaktów z wiernymi.
Było to praktycznie uwięzienie. W tym czasie Ojciec Pio odprawiał Mszę św. w małej kapliczce zakonnej, spotykał się tylko ze współbraćmi i niektórymi najbliższymi przyjaciółmi.

Doszło nawet do prawdziwych rozruchów, kiedy rozeszła się wiadomość o przeniesieniu Ojca Pio. Klasztor został zaatakowany przez wiernych, a osoba odpowiedzialna za wykonanie decyzji o przeniesieniu znalazła się w poważnym niebezpieczeństwie. Nie wiadomo, czy informacja o przeniesieniu Ojca Pio była prawdziwa czy też fałszywa, w każdym razie mieszkańcy San Giovanni Rotondo postanowili czuwać przy klasztorze na zmianę, dzień i noc.

 

Uwolnienie Ojca Pio Beznadziejna klauzura trwała około dwóch lat. W końcu, w czerwcu 1933 roku, Ojciec Pio otrzymał pozwolenie na publiczne odprawianie Mszy św. i na słuchanie spowiedzi. I choć nie wszystko zostało wyjaśnione, najważniejszym był jednak fakt, że Święte Oficjum nie miało już wątpliwości odnośnie do Ojca Pio jako zakonnika. Po tych burzliwych wydarzeniach Ojciec Pio nawiązał ponownie publiczne kontakty z wiernymi i mógł z większym spokojem pomagać ludziom poprzez kierownictwo duchowe. Nie mógł jednak podjąć korespondencji prawdziwej, jak to czynił wcześniej, gdyż zakaz dalej obowiązywał.


Tymczasem liczba jego synów i córek duchowych ciągle wzrastała, prawie we wszystkich regionach Włoch. Byli również tacy, który stale go odwiedzali, zatrzymując się na kilka dni, a nawet na cały tydzień, w San Giovanni Rotondo, które w owym czasie było miasteczkiem charakteryzującym się naturalnością i prostotą, nie dotkniętym tzw. postępem. Było to miasteczko, w którym zachowywano dawny styl życia, z jego zwyczajami, tradycjami i cechami charakterystycznymi dla tego regionu. Ludziom odwiedzającym go, ofiarowało gościnność braterską i szczerą. Między klasztorem a miasteczkiem nie było zabudowań, jedynie trudna do przebycia górska ścieżka, którą trzeba było pokonywać pieszo. Można było spotkać na niej tylko wózki, którymi wożono żwir i piasek wydobywany z kamieniołomów znajdujących się za klasztorem. Rzadziej spotykało się wozy konne. Osobliwym i wyjątkowym wydarzeniem były samochody wiozące jakąś wybitną osobistość, z trudem pokonujące wyboistą drogę.


Służba Ojca Pio Ojciec Pio odprawiał Mszę św. bardzo wcześnie rano, o świcie albo nawet wcześniej. Bardzo często odprawiał przy bocznym ołtarzu Niepokalanego Poczęcia NMP, ale również przy ołtarzu głównym czy też św. Franciszka. Po dziękczynieniu w zakrystii słuchał spowiedzi mężczyzn, a następnie - kobiet w kościółku.
Po zakończeniu spowiedzi, wracał do zakrystii, ubierał się w komżę i stułę i powracał do kościoła, aby udzielić wiernym Komunii św.
Często czynił to do późnych godzin, a ponieważ obowiązywało zachowywanie wstrzemięźliwości od pokarmów i picia od północy, oczekiwanie było dla wiernych niekiedy wielką ofiarą.

Po południu, po krótkim odpoczynku, Ojciec Pio schodził do zakrystii, aby słuchać spowiedzi mężczyzn.

W pewnych okresach lub w pewnych dniach było sporo wiernych do spowiedzi. Niekiedy na spowiedź poświęcał cały dzień.
Spowiedź, różne spotkania i codzienne sprawy - wszystko razem wypełniało przeważnie cały dzień Ojca Pio. Powoli zaczęły się pojawiać w okolicy małe domki, budowane przez ludzi przybywających z różnych stron, którzy zamierzali osiedlić się tu na stałe albo chcieli zapewnić sobie miejsce na czas okresowych wizyt. Domki budowały także rodziny z miasteczka, które chciały być bliżej klasztoru, w którym przebywał Ojciec Pio.


Działo się tak, gdyż Ojciec Pio był jakby w centrum rodziny, która rozrastała się coraz bardziej. Traktowany był jak prawdziwy ojciec, który doradzał nie tylko w dziedzinie duchowej, ale również w codziennym życiu. Odnosiło się to nie tylko do osób, które stale spowiadał i z którymi się spotykał, ale również do wielu innych, przybywających z daleka. Wszyscy darzyli go wielkim szacunkiem. I choć uważali go jakby za członka rodziny, któremu powierza się wszystkie sprawy z zaufaniem, to jednak widzieli w nim pieczęć tego, co jest nadprzyrodzone.

Pewne osoby powierzały mu się całkowicie, in toto, w duchowym naśladowaniu bez zastrzeżeń, przyjmując i rozważając jego wskazania otrzymane w konfesjonale, a także w krótkich przesłaniach na piśmie, które uzupełniały liczne listy bogate w treści duchowe, pisane od czasu, kiedy mógł to czynić.

 

Dary: zapach Ale cóż szczególnego posiadał w sobie Ojciec Pio, że wzbudzał tak wielkie zainteresowanie i tak wielki szacunek? Cóż poza ranami na dłoniach jak u Chrystusa Ukrzyżowanego? Dłonie okrywał do połowy brązowymi rękawiczkami, które zdejmował tylko na czas odprawiania Mszy św.
Wystarczyłyby tylko te rany, aby widzieć w nim istotę wyższą, ponieważ te rany czasami wydzielały niepowtarzalny zapach, który był odczuwany przez osoby znajdujące się w pobliżu, a w pewnych okolicznościach także przez osoby w dalekich krajach.
Już ten fakt był rzeczą cudowną.


Wielu zabiegało o to, aby w zakrystii, zaraz po Mszy św., zanim założy sobie rękawiczki, pocałować jego dłonie. Często w miejscu, gdzie się ubierał i rozbierał, szukano strupków, które odpadały mu, kiedy zdejmował lub zakładał rękawiczki.
Przechowywane jak relikwie, te strupki dalej wydzielały charakterystyczny zapach Ojca Pio i były uważane za cudowne.

Dary: introspekcja dusz Oprócz nadzwyczajnych znaków, które nosił na swoim ciele, Ojciec Pio posiadał zdolność widzenia wnętrza duszy człowieka dzięki natchnieniom Boga. Ta zdolność objawiała się zwykle podczas spowiedzi. Często przypominał penitentom grzechy, których nie wyznali. Jeśli przeoczenie było niezamierzone i chodziło 0 grzechy powszednie, wszystko kończyło się dobrze. Jeśli natomiast ktoś celowo próbował ukryć swoje grzechy i jeśli chodziło o grzechy ciężkie, wówczas upomnienia Ojciec Pio były gwałtowne, czasem przykre i ostre, i niejednokrotnie zdarzało się, że taką osobę z hukiem odsyłał od konfesjonału. "Coram populo" (przed ludem), gdyż Ojciec Pio nie stosował półśrodków. Upokorzenie było wielkie, nie tylko z racji wstydu przed innymi, czekającymi częstokroć w strachu na swoją kolejkę, ale bardzo często z powodu urażonej ambicji.


Jak ten zakonnik śmiał traktować w ten sposób ludzi? Jakie miał do tego prawo? I kto mu udzielił takiej władzy? Byli tacy, którzy odchodzili zagniewani, przyrzekając sobie, że nigdy więcej ich noga nie stanie na tym miejscu. Niektórzy z nich wracali dzięki pomocy jakiegoś samarytanina, który starał się wyjaśnić stan rzeczy i pomóc w odbyciu ponownej spowiedzi u Ojca Pio, a jeśli było to niemożliwe - u innego kapłana. Niekiedy widziano ludzi zanoszących się od płaczu z powodu tak burzliwych spowiedzi. Był to płacz uzdrawiający, gdyż pozwalał dostrzec z całą jasnością złe postępowanie.


Ale również poza spowiedzią Ojciec Pio posiadał zdolność wewnętrznego rozeznania. Zdarzało się, że upominał na głos człowieka z tłumu albo cofał swoją rękę od kogoś, kto chciał ją ucałować, albo też pomijał osobę przy udzielaniu Komunii świętej. Zdarzało się także, że potrafił publicznie źle potraktować jakąś osobę, na oczach innych ludzi osłupiałych ze zdumienia.
Zawsze była tego przyczyna, o czym wiedziała tylko osoba dotknięta.


Dary: bilokacja Świadectwo o posiadaniu daru bilokacji Ojca Pio pochodzi od niego samego.
Pewnego razu, kiedy przebywał w salce zakonnej wraz ze swoimi pierwszymi córkami duchowymi na jednej z konferencji, w pewnej chwili wydawało się, że był jakby nieobecny.
Trwało to dosyć długo. Był wewnętrznie skupiony. Po pewnym czasie poruszył się i na pytanie, co się z nim stało, odpowiedział z prostotą: Byłem w Ameryce, aby odwiedzić brata Michele.


W zbiorze Listów znajdują się informacje o jego wizycie złożonej chorej córce duchowej w Foggii: nazywała się Giovina i była siostrą Raffaelinny Cerase, z którą Ojciec Pio korespondował jeszcze w Pietrelcinie i z powodu której przyjechał do Foggii, a następnie do San Giovanni Rotondo.
Ograniczamy się do tych dwóch przypadków, pochodzących z relacji samego Ojca Pio. Trzeba jednak dodać, że również zapach był znakiem jego obecności albo przynajmniej wyrazem jego pomocy poprzez modlitwę. Doświadczały tego osoby, które nie miały z nim żadnego kontaktu.
Przeważnie był to przyjemny, silny i niepowtarzalny zapach fiołków. Niekiedy czuło się też zapach tabaki albo kwasu karbolowego.
Kwasu karbolowego używał Ojciec Pio jako środka dezynfekującego przez pewien czas, zaraz po pojawieniu się stygmatów. Jeśli chodzi o tabakę, to Ojciec Pio używał jej do przeczyszczenia wiecznie zakatarzonego nosa.
Ustalano i określano całą gamę różnych innych zapachów przypisywanych Ojcu Pio, ale, szczerze mówiąc, są to tylko przypuszczenia.


Rzeczą pewną jest to, że Ojciec Pio nawet w odległych miejscach zaznaczał swoją obecność lub pomoc. Rzeczą pewną jest również fakt, że jego krew nie miała przykrego odoru, ale przyjemny zapach. Były nim przeniknięte chusteczki i szmatki nakładane na rany. Jeśli komuś udało się zdobyć jedną z nich, najczęściej przy okazji pobytu w jego celi, przechowywał ją z wielkim pietyzmem jako relikwię i w chwilach potrzeby prosił Ojca Pio o pomoc.

Dary: łaski W każdej chwili dnia i we wszystkich miejscach, gdzie się znajdował, spotykał wiernych oczekujących na niego, aby , zamienić z nim parę słów, wręczyć mu list prosić o modlitwę lub o błogosławieństwo. Przechodził wśród wiernych, jak Jezus wśród tłumów Palestyny.
Wstawiennicza modlitwa Ojca Pio wyjednywała łaski, które nie mogły być przypisane ludzkiej interwencji.
W większości przypadków nie były to cuda w dosłownym znaczeniu.
Dobrodziejstwa, które otrzymywały osoby zwracające się do Ojca Pio o pomoc, są niezliczone, i dzieje się tak do dnia dzisiejszego.
Kiedy proszono go o modlitwę w takiej czy innej intencji, natychmiast się zgadzał i często zachęcał proszącego do modlitwy.
Jego stałą modlitwą, rozpowszechnioną wśród osób z nim związanych, była "Koronka do Serca Jezusowego". Ojciec Pio odmawiał ją codziennie.

Niekiedy silny zapach, który się wyczuwało, był nie tylko znakiem jego obecności, ale również łaski otrzymanej przez jego wstawiennictwo. Zauważało się to natychmiast.
Kiedy ktoś dziękował Ojcu Pio za wyproszone łaski, zwyczajnie odpowiadał: "Nie mnie masz dziękować, lecz Najświętszej Matce".
A jeśli ktoś z wiernych, po przeżyciu jakiegoś nadzwyczajnego wydarzenia, z naleganiem pytał go: "Ojcze, czy to twoje dzieło?" - przeważnie odpowiadał: "A czyje, chciałbyś, żeby było!".
Innym razem, na podstawie szczegółów wypowiadanych na temat jakiejś osoby, których po ludzku biorąc nie mógł znać, można było jasno wywnioskować, że jest to jego działanie.


Nieustanna modlitwa Nieustanna modlitwa Ojca Pio była sposobem wypraszania u Boga potrzebnych łask. Modlił się ciągle, dzień i noc. Trudno zrozumieć, jak to czynił. Była to z pewnością modlitwa myślna, która przewyższała prosty mechanizm słów.
Jego ręka schowana w kieszeni habitu przesuwała się nieustannie po paciorkach różańca. Odmawianie różańca było jego zasadniczą modlitwą, stanowiącą niejako tło całego jego dnia.

Dziesiątki i dziesiątki całego różańca rozważanego w piętnastu tajemnicach: dziesiątki nie do zliczenia.
Do tego należy dodać modlitwy odmawiane przy okazji sprawowania Mszy św. i innych celebracji liturgicznych, takich jak nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, nabożeństwa ku czci Najświętszej Maryi Panny, poprzedzające nabożeństwo z błogosławieństwem eucharystycznym, w którym, jak tylko mógł, uczestniczył każdego wieczoru.


Ulga w cierpieniu W tym miejscu trzeba powiedzieć o dziele, który z inicjatywy Ojca Pio powstało na tym świecie: niesienie ulgi w cierpieniu. Założenie dzieła pomocy ludziom cierpiącym, to myśl, która nieustannie towarzyszyła mu od chwili jego przybycia do San Giovanni Rotondo. Jego realizację rozpoczął popierając inicjatywy miejscowe i zachęcając do udzielania pomocy finansowej na ten cel.

W roku 1925 pomagał w założeniu miejscowego małego szpitala, który mieścił się w budynkach byłego klasztoru sióstr klarysek. Ten mały szpital nazwano wówczas "Szpitalem św. Franciszka". Posiadał on kilka łóżek i nawet jedną salę operacyjną.
Szpital ten nie istniał jednak zbyt długo ze względu na brak zainteresowania ze strony osób, które były odpowiedzialne za jego funkcjonowanie. Powoli zaczął podupadać, a trzęsienie ziemi w 1938 roku przyczyniło się do całkowitego jego zamknięcia.

 


W sercu Ojca Pio dojrzewała jednak idea zbudowania czegoś większego i bardziej trwałego. Nosił w sercu tę ideę od początku swej kapłańskiej posługi, a teraz znalazła ona poparcie osób mających do niego całkowite zaufanie. Ojciec Pio także zaufał całkowicie tym osobom, widząc ich bezinteresowność i wierność. Jako duchowi synowie i córki Ojca Pio pragnęły te osoby czynić tylko to, co było jego wielkim życzeniem, nie zważając na swoje osobiste interesy. Znały one odwieczne marzenie, którego zresztą Ojciec Pio nie ukrywał, i w czasie zimowych wieczorów pod koniec 1939 roku, zaczęły rozmawiać z nim o jego realizacji. Wtedy to zadecydowano o utworzeniu komitetu, który miał rozpocząć realizację idei. Miało to miejsce 9 stycznia 1940 roku w małym domku stojącym przy drodze prowadzącej do klasztoru, zbudowanym przez dwóch najwierniejszych synów Ojca Pio: Guglielmo Sanguinetti, lekarza z Mugello, i Mario Sanvico, przedsiębiorcy z Umbrii. Z nimi był również Carlo Kisvarday z Zara, który właśnie w tym czasie budował dla siebie dom niedaleko od klasztoru.

 


W początkach uczestniczyli również inni duchowi synowie Ojca Pio, którzy opracowali program działania i podzielili się zadaniami.
Tego wieczoru członkowie komitetu przedstawili Ojcu Pio w jego celi klasztornej to, co zaczęli już robić. Ojciec Pio pobłogosławił im i złożył pierwszą ofiarę: pieniążek, .który otrzymał tego dnia od pewnej osoby.
Na pytanie zadane przez Mario Sanvico, jaką nazwę należałoby nadać temu dziełu, Ojciec Pio odpowiedział, że się nad tym zastanowi. Kilka dni później, 14 stycznia, dał odpowiedź: ulga w cierpieniu.


Praca nad realizacją idei Ojca Pio I tak zaczęła się wielka "przygoda" Dzieła Ojca Pio. Wiadomości o tym rozeszły się wszędzie w błyskawicznym tempie, przekazywane ustnie i na piśmie.
Carlo Kisvarday, mianowany skarbnikiem, zaczął skrupulatnie zapisywać wszystkie otrzymywane ofiary, nie tylko dary w pieniądzach, ale również w postaci dóbr materialnych.
Jego willa w tym momencie stała się siedzibą zarządu i administracji Dzieła. W latach wojny nie można było zrobić nic więcej, jak tylko zbierać pieniądze. Dopiero po zakończeniu wojny przystąpiono do realizacji Dzieła. Wybrano ostatecznie miejsce pod budowę, wskazane przez Ojca Pio, zdecydowano się na jeden z wielu przedstawionych projektów, wybrano konstruktora w osobie porywczego, ale za to genialnego Angelo Lupi, który był również autorem projektu budowy szpitala.
Przy budowie szpitala najważniejszym wkładem okazała się ogromna suma pieniędzy ofiarowana przez rząd Stanów Zjednoczonych, wyasygnowana z funduszy UNRRA dzięki zabiegom brytyjskiej dziennikarki Barbary Ward z Londynu, która - po spotkaniu się z Ojcem Pio jesienią 1947 roku - całkowicie poparła jego ideę.
Wśród sporów, trudności, a nawet prób bojkotu, budowa prowadzona była aż do chwili inauguracji, która miała miejsce 5 maja 1956 roku, z udziałem kard. Lercaro, przedstawicieli władz państwowych i wybitnych specjalistów medycyny z różnych krajów.
Na uroczystościach inauguracyjnych zabrakło dwóch najbliższych współpracowników Ojca Pio, Guglielmo Sanguinetti i Mario Sanvico, którzy zmarli przedwcześnie - pierwszy w 1954 roku, a drugi w roku następnym.

W przemówieniu wygłoszonym w dniu inauguracji szpitala i w tym rok później, w pierwszą rocznicę, Ojciec Pio przedstawił program rozwoju szpitala, który w ostatnich dziesięcioleciach był ambitnie realizowany przez ludzi odpowiedzialnych za Dzieło i dzięki współpracy tysiąca ofiarodawców z prawie wszystkich krajów świata.
Dzisiaj szpital Ojca Pio jest prawdziwym i we właściwym tego słowa znaczeniu miasteczkiem szpitalnym, wyposażonym w najnowocześniejsze urządzenia medyczne i wspieranym przez inne dzieła pomocy.


Nowe przeżycia: choroba Odwieczne marzenie Ojca Pio spełniło się. Idea ulgi w cierpieniu zaczęła w końcu przybierać konkretne kształty życiowe. Szpital był w dobrych rękach. Ordynatorzy poszczególnych oddziałów zostali wybrani przez wybitnych lekarzy, przeważnie byli to ich uczniowie. Również cały personel został odpowiednio dobrany. W krótkim czasie wszystkie oddziały szpitala zapełnili chorzy. Chętnych było tak wielu, że już po roku zaczęto myśleć o rozbudowie, której plan przedstawił sam Ojciec Pio w swoim przemówieniu na pierwszą rocznicę inauguracji.
Życie w szpitalu i wokół całego Dzieła było bardzo intensywne, a to dzięki znaczącym inicjatywom, które podejmowały osoby prywatne.

Obecność szpitala z całym ruchem, jaki się wytworzył wokół niego, wpłynęła zdecydowanie na przemiany w obrębie całego terenu klasztornego, a także miasteczka, które musiało dostosować się do nowych okoliczności i wymagań.
Wydawało się, że wszystko idzie jak najlepiej. Również sytuacja prawna Dzieła, która od samego początku była przedmiotem niepokoju ze strony odpowiedzialnych za nie, znalazła wyraz w wyjątkowo dobrym rozwiązaniu. Ojciec Pio otrzymał pełną władzę jako właściciel i zarządca. Aby mógł jednak kierować swoim Dziełem jako duchowy syn św. Franciszka, otrzymał dyspensę od ślubów ubóstwa i posłuszeństwa.
Był to przywilej nadzwyczaj wyjątkowy dany przez papieża Piusa XII, który zawsze darzył Ojca Pio wielkim szacunkiem. Dwa lata później, w 1959 roku, w maju tak bogatym w nowe inicjatywy, Ojciec Pio zachorował. Nie mógł nawet schodzić, aby słuchać spowiedzi i odprawiać Mszę św. Wszyscy byli zaniepokojeni stanem jego zdrowia.
Fakt ten spowodował wielkie przygnębienie wśród jego synów duchowych, którzy nagle zostali pozbawieni jego obecności i jego kierownictwa.
Ojciec Pio starał się podtrzymać ich na duchu, jak tylko mógł, udzielając im codziennie krótkich wskazań, przemawiając ze swej celi za pomocą mikrofonu, a jego głos słychać było w głośnikach ustawionych w kościele i na frontonie kościoła.

Stan jego zdrowia polepszył się po wizycie Matki Boskiej Fatimskiej w San Giovanni Rotondo, pielgrzymującej w tym czasie po całych Włoszech.
Ojciec Pio przypisał swoje uzdrowienie Matce Bożej z Fatimy i wrócił do odprawiania publicznie Mszy św. i słuchania spowiedzi, czynił to jednak o wiele rzadziej niż wcześniej.


Nowe przykrości: kolejna wizytacja apostolska Na tym nie skończyło się jednak cierpienie Ojca Pio. Po cierpieniu fizycznym, w kilka miesięcy po jego chorobie, przyszło cierpienie duchowe. Pojawiły się nowe ataki skierowane przeciw Ojcu Pio.

Tym razem w całej sprawie uczestniczyło również wiele osób bardzo bliskich Ojcu Pio, współbracia z Zakonu i osoby z grona jego synów duchowych.

Od wiosny 1960 roku odbyło się wiele wizytacji i kontroli, które zakończyły się oficjalną wizytacją apostolską przeprowadzoną przez wysłannika Stolicy Apostolskiej biskupa Carlo Maccari. Przez prawie dwa miesiące przesłuchał on kolejno wiele osób i przebadał niektóre wydarzenia. Wynikiem wizytacji było sprawozdanie przesłane Stolicy Apostolskiej, ówczesnemu papieżowi Janowi XXIII.


Na skutki przeprowadzonej wizytacji nie trzeba było czekać długo. Zostały wydane bardzo surowe zarządzenia w stosunku do Ojca Pio.
W tych zarządzeniach nie chodziło już o osobę Ojca Pio jako kapłana, ale przede wszystkim o kierownictwo duchowe. Zabroniono mu, krótko mówiąc, kontaktowania się z wiernymi.


Było to bardzo wielkie cierpienie dla Ojca Pio, który czuł się ojcem duchowym tych wszystkich, którzy z zaufaniem zwracali się do niego. Z pewnością wpłynęło to na pogorszenie się stanu zdrowia i to do tego stopnia, że poruszał się, używając wózka inwalidzkiego, i odprawiał Mszę św. na siedząco. W tym czasie był pod stałą opieką, dzień i noc.
Ulgi nie przyniósł mu także wybór na Następcę św. Piotra Pawła VI, który wyraźnie okazywał mu szacunek.

Wydane zarządzenia, choć znacznie złagodzone, na ile to było możliwe, przez przełożonych i współbraci, którzy go lubili i troszczyli się o niego z miłością, musiały być respektowane.
Tymczasem wszędzie wzrastała liczba osób, które uwielbiały Ojca Pio, i mnożyły się wyrazy okazywanego mu szacunku, także ze strony wielkich osobistości kościelnych.

Śmierć Na wrzesień 1968 roku zostały zapowiedziane wielkie obchody z okazji pięćdziesiątej rocznicy stygmatyzacji Ojca Pio. W San Giovanni Rotondo zorganizowano międzynarodowe spotkanie grup modlitewnych.
Był to wyraz głębokiego zaufania i ogromnego szacunku dla Ojca Pio ze strony wielkiej liczby wiernych przybyłych ze wszystkich stron Włoch i z różnych krajów świata. 20 września 1968 roku, w kościele wypełnionym po brzegi, wszyscy uczestniczyli we Mszy św. odprawionej przez Ojca Pio, a po południu, na dziedzińcu klasztoru, wzięli udział w Drodze Krzyżowej prowadzonej przez grupy modlitewne. Następnego dnia, 21 września, Ojciec Pio nie odprawiał Mszy św.
22 września Ojciec Pio odprawił Mszę św. z wielkim trudem. Siedząc udzielił kilku osobom Komunii św. i wysłuchał kilku spowiedzi.

Po południu, najpierw z tarasu klasztoru, a później z okna swojej celi, udzielił błogosławieństwa wiernym, którzy śpiewali i modlili się na łące poza murem ogrodu klasztornego.
W nocy Ojciec Pio zmarł. I wtedy stało się coś niezwykłego.
Dziesiątki tysięcy ludzi przybyło do San Giovanni Rotondo, aby zobaczyć go po raz ostatni. Dzień i noc, przez trzy dni, w milczeniu przechodzili ludzie wobec jego trumny.

W uroczystości pogrzebowej, 26 września 1968 roku, uczestniczyły setki tysięcy ludzi. Napływ ludzi był tak wielki, że musiano zorganizować przejście konduktu pogrzebowego przez całe miasteczko, aby wszyscy mogli zobaczyć przynajmniej trumnę.
Wieczorem został pochowany w krypcie kościoła, która była przygotowana już od dłuższego czasu. Zaraz po pogrzebie wierni zaczęli licznie odwiedzać jego grób, aby modlić się przy nim i prosić Ojca Pio o łaski.

Kult Ojca Pio powstał spontanicznie wśród ludu i rozszerzał się na wszystkie miejsca klasztoru, w którym żył i pełnił swoje posłannictwo: konfesjonały i cele, jego statuę umieszczono w miejscu, gdzie spotykali się wierni, aby otrzymać jego błogosławieństwo. Na drodze do beatyfikacji
Przez trzydzieści lat po śmierci Ojca Pio, pielgrzymki do jego grobu stawały się coraz liczniejsze i stwarzały poważne problemy nie tylko dla sanktuarium, w którym spoczywa jego ciało, ale także dla całej okolicy, a szczególnie dla San Giovanni Rotondo.
Dokonała się wielka i może jedyna w swoim rodzaju przemiana całego regionu na południu Włoch, który w niedalekiej przeszłości był całkowicie pomijany i nie miał żadnej nadziei na rozwój. Przemiana ta dokonała się wyłącznie dzięki obecności na tym terenie zakonnika, który od początku swego kapłaństwa uważany był przez lud za świętego.

Dokonało się to wszystko poprzez wielkie dobro duchowe i materialne, okazywane wszystkim, którzy przychodzili do Ojca Pio jako do ojca, brata i przyjaciela. Właśnie to spowodowało, że zaraz po jego śmierci zostały podjęte kroki zmierzające do rozpoczęcia procesu beatyfikacji.
Najpierw zaczęto zbierać niezbędne dokumenty w celu otrzymania zgody na oficjalne otwarcie procesu. Następnie, w roku 1983, rozpoczął się diecezjalny proces kanoniczny, trwający siedem lat, w czasie którego przesłuchano około osiemdziesięciu świadków i przeanalizowano pisma Ojca Pio. Po przesłaniu dokumentów do Stolicy Apostolskiej w 1990 roku i zakończeniu całego procesu na tym etapie, 18 grudnia 1997 roku Ojciec Pio został ogłoszony Czcigodnym.
21 grudnia 1998 roku kardynałowie zebrani na konsystorzu wraz z Ojcem Świętym promulgowali dekret uznający cud dokonany przez wstawiennictwo Ojca Pio, otwierając w ten sposób drogę do jego beatyfikacji, która została ustalona na dzień 2 maja 1999 roku.
W ten sposób spełniło się życzenie papieża Jana Pawła II, wyrażane wielokrotnie, o wyniesieniu Ojca Pio na ołtarze. Papież Jan Paweł II poznał Ojca Pio jako młody kapłan w 1947 roku, a następnie modlił się dwa razy przy jego grobie, jako kardynał w 1974 roku i jako Papież w 1987 roku, z okazji setnej rocznicy urodzin Ojca Pio.

Ojciec Pio Błogosławionym Po oficjalnym ogłoszeniu daty beatyfikacji Ojca Pio rozpoczęły się wśród wiernych pełne niepokoju starania, aby zapewnić sobie uczestnictwo w uroczystości beatyfikacyjnej, która miała odbyć się w Rzymie, na placu św. Piotra. Dziesiątki tysięcy podań przesłanych z całych Włoch i wielu krajów świata skłoniły władze Watykanu i Urzędu Miejskiego Rzymu do przestudiowania planu przyjęcia uczestników beatyfikacji i zachowania porządku publicznego.
Po wielu przemyśleniach ustalono, że na placu św. Piotra nie pomieści się więcej niż sto pięćdziesiąt tysięcy osób, mających numerowane bilety z przydziałem do różnych sektorów, łącznie z sektorami na początku Via della Conciliazione. Pozostałym stu pięćdziesięciu tysiącom osób postanowiono dać możliwość uczestnictwa w uroczystości na placu San Giovanni in Laterano za pośrednictwem wielkich ekranów. Była to trudna decyzja, gdyż obawiano się, że miasto nie będzie w stanie znieść tak wielkiego napływu ludzi.


Komitet organizacyjny, utworzony w Dziele Ojca Pio, od pierwszych dni stycznia 1999 roku musiał ustanowić nadzwyczajne służby wolontariuszy, aby przyjąć zgłoszenia przesyłane telefonicznie ze wszystkich stron świata. Opracowano też materiał drukowany i foulard do torebki pielgrzyma, przygotowywanej z okazji beatyfikacji. Ośrodek Postulacji Ojca Pio pracował podobnie.
Pomimo apelów ze strony Urzędu Miejskiego Rzymu, aby przybywać do stolicy na beatyfikację tylko z biletami, 2 maja przyjechało tysiące osób, zajmując ulice boczne i wypełniając Via della Conciliazione poza miejscem przewidzianym.

Dziesiątki tysięcy osób przybyło także na plac San Giovanni in Laterano. Natomiast ponad trzydzieści tysięcy osób zgromadziło się w San Giovanni Rotondo, które było połączone za pomocą wielkich ekranów z placem św. Piotra. Były to trzy miejsca, połączone ze sobą w duchowej komunii.
O godz. 9.30, po godzinnym przygotowaniu duchowym, w czasie którego czytano fragmenty tekstów Ojca Pio, śpiewano i modlono się, Ojciec Święty ukazał się na stopniach bazyliki św. Piotra. W procesji liturgicznej uczestniczyło wielu kapłanów, biskupów i kardynałów. Obrzęd beatyfikacji rozpoczął się formalną prośbą o beatyfikację Ojca Pio, którą wypowiedział Arcybiskup Manfredonia-Vieste, diecezji, do której należy San Giovanni Rotondo.

Papież odpowiedział uroczyście słowami proklamacji: "My, przyjmując życzenie Naszego Brata Vincenzo D'Addario, Arcybiskupa Manfredonia-Vieste i wielu innych Braci w Episkopacie oraz wielu wiernych, po otrzymaniu opinii Kongregacji do Spraw Świętych, Naszym Apostolskim Autorytetem pozwalamy, aby Czcigodny Sługa Boży Pio z Pietrelciny od tej chwili na zawsze był nazywany Błogosławionym, i aby można było obchodzić jego święto w miejscach i zgodnie z przepisami ustalonymi przez prawo, każdego roku w dniu jego narodzin dla nieba, dnia 23 września. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".


Po tym akcie proklamacji, równocześnie na placu św. Piotra, na placu San Giovanni in Laterano i w San Giovanni Rotondo, został odsłonięty obraz Ojca Pio. Arcybiskup Manfredonia-Vieste podziękował Ojcu Świętemu za beatyfikację, a przy ołtarzu ustawiono relikwie nowego Błogosławionego.
Następnie Ojciec Święty kontynuował Mszę św., podczas której wygłosił homilię. W uroczystości beatyfikacyjnej uczestniczyło wiele osobistości, a wśród nich prezydent Włoch.


Po zakończeniu ceremonii na placu św. Piotra, Papież udał się helikopterem na plac San Giovanni in Laterano, gdzie przemówił do wiernych, którzy go oczekiwali, i odmówił modlitwę- Regina Coeli. W San Giovanni Rotondo, w kościele klasztornym został wyłożony habit, który Ojciec Pio miał na sobie w chwili otrzymania stygmatów.


Następnego dnia, 3 maja, na placu św. Piotra odbyła się uroczysta Msza św. dziękczynna, której przewodniczył Sekretarz Stanu, kard. Angelo Sodano. Na zakończenie tej Mszy św. przemówił Ojciec Święty, po czym pozdrowili go zakonnicy i świeccy. W swoich przemówieniach Ojciec Święty podkreślił: "Ojciec Pio zostawił dwa dary: Dom Ulgi w Cierpieniu i Grupy Modlitewne".
Z beatyfikacją nie kończy się droga Ojca Pio w Kościele. Prosi się już teraz o jego kanonizację, do której konieczny jest nowy cud.

Tymczasem w San Giovanni Rotondo trwają prace przy budowie nowego kościoła, zaprojektowanego przez Renzo Piano, który będzie mógł pomieścić coraz większą liczbę przybywających pielgrzymów. Będzie on także odpowiednim miejscem szczególnie dla Grup Modlitewnych, które powstały w tym samym czasie, co Dom Ulgi w Cierpieniu, i które zachowują i przekazują nauczanie duchowe Ojca Pio.

 

Kanonizacja o.Pio Jan Paweł II w dn. 16 VI 2002  odprawił Mszę św. kanonizacyjną o.Pio, na placu św. Piotra w Rzymie. Oto Jego słowa:

 

1. "Słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie" (Mt 11, 30).
Te słowa Jezusa, wypowiedziane do uczniów, które przed chwilą usłyszeliśmy, pomagają nam zrozumieć najważniejsze przesłanie tej uroczystej Eucharystii. Możemy bowiem w pewnym sensie uznać je za wspaniałą syntezę całego życia Ojca Pio z Pietrelciny, którego dziś ogłaszamy świętym.Ewangeliczny obraz "jarzma" przywołuje na myśl liczne próby, którym musiał stawić czoło pokorny kapucyn z San Giovanni Rotondo. Dziś kontemplujemy w nim, jak słodkie jest "jarzmo" Chrystusa i naprawdę lekkie Jego brzemię, kiedy człowiek niesie je z wierną miłością. Życie i misja Ojca Pio świadczą o tym, że gdy trudności i cierpienia są przyjmowane z miłością, stają się uprzywilejowaną drogą świętości, która otwiera perspektywy większego dobra, znanego jedynie Panu.


2. "Co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (Ga 6, 14).
Czyż to właśnie nie "chlubienie się z krzyża" najbardziej promienieje w Ojcu Pio? Jakże aktualna jest duchowość krzyża, którą odznaczał się w życiu pokorny kapucyn z Pietrelciny! Nasze czasy muszą odkryć jej wartość, aby otworzyć serca na nadzieję.
Przez całe swoje życie starał się coraz bardziej upodobnić do Ukrzyżowanego, jasno zdając sobie sprawę, że został powołany, by w sposób szczególny współpracować w dziele odkupienia. Bez tego nieustannego odniesienia do krzyża nie da się zrozumieć jego świętości.
W planie Bożym krzyż stanowi prawdziwe narzędzie zbawienia dla całej ludzkości i drogę wyraźnie zaproponowaną przez Pana tym, którzy chcą za Nim pójść (por. Mt 16, 24). Dobrze zrozumiał to święty Brat z Gargano, który w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 1914 r. napisał: "Aby dojść do naszego ostatecznego celu, trzeba iść za Boskim Wodzem, który nie inną drogą pragnie prowadzić duszę wybraną, niż tą, którą sam przeszedł; drogą, mówię, wyrzeczeń i krzyża" (Epistolario II, s. 155).

3. "Ja jestem Pan, który okazuje łaskawość" (Jr 9, 23).
Ojciec Pio był szczodrym rozdawcą Bożego miłosierdzia, gotowy służyć wszystkim rozmową, kierownictwem duchowym, a w szczególności udzielać sakramentu pokuty. Mnie także w latach młodzieńczych spotkał przywilej skorzystania z tej jego dyspozycyjności dla penitentów. Posługa konfesjonału, która stanowi jedną z wyróżniających cech jego apostolatu, przyciągała niezliczone rzesze wiernych do klasztoru San Giovanni Rotondo. Także wtedy, kiedy ten niezwykły spowiednik odnosił się do pielgrzymów z pozorną surowością, prawie zawsze zdawali oni sobie sprawę z powagi grzechu i szczerze skruszeni wracali, by w pojednawczym uścisku doznać sakramentalnego przebaczenia.
Niech jego przykład zachęca kapłanów, by z radością i wytrwale pełnili tę posługę, tak ważną również dziś, o czym wyraźnie pisałem w tegorocznym Liście do kapłanów na Wielki Czwartek.

4. "Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy".
Tak śpiewaliśmy w psalmie responsoryjnym. Tymi słowami nowy święty zachęca nas, byśmy Boga stawiali ponad wszystkim, byśmy Go uznawali za nasze jedyne i najwyższe dobro.
Istotnie, najważniejszym źródłem skuteczności apostolskiej Ojca Pio, głębokim korzeniem tak wielkiej płodności duchowej jest owa bliska i trwała więź z Bogiem, której wymownym świadectwem były długie godziny spędzane na modlitwie i w konfesjonale. Często powtarzał: "Jestem ubogim bratem, który się modli", przekonany, że "modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy, kluczem, który otwiera Serce Boga". Ta podstawowa cecha jego duchowości przetrwała w założonych przez niego grupach modlitewnych, które ofiarowują Kościołowi i społeczeństwu wspaniały dar nieustającej i ufnej modlitwy. Ojciec Pio łączył modlitwę z intensywną działalnością charytatywną, której niezwykłym wyrazem jest "Dom ulgi w cierpieniu". Modlitwa i miłosierna miłość to niezwykle konkretna synteza nauki Ojca Pio, która dziś jest na nowo proponowana wszystkim.


5. "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że (...) te rzeczy (...) objawiłeś (...) prostaczkom" (Mt 11, 25).
Jakże trafne wydają się te słowa Jezusa, kiedy odnosimy je do ciebie, pokorny i umiłowany Ojcze Pio.
Prosimy cię, naucz także nas pokory serca, abyśmy zostali zaliczeni do grona prostaczków z Ewangelii, którym Ojciec obiecał objawić tajemnice swojego Królestwa.
Pomóż nam, byśmy modlili się niestrudzenie i byli pewni, że Bóg wie, czego nam potrzeba, zanim jeszcze Go o to poprosimy.
Daj nam spojrzenie wiary, abyśmy potrafili od razu rozpoznawać w ubogich i cierpiących oblicze samego Jezusa.
Wspieraj nas w godzinie walki i próby, a jeśli upadniemy, spraw, abyśmy doświadczyli radości płynącej z sakramentu pojednania.
Przekaż nam twoje serdeczne przywiązanie do Maryi, Matki Jezusa i naszej.
Towarzysz nam w ziemskiej pielgrzymce do szczęśliwej Ojczyzny, do której również my mamy nadzieję dojść, aby na wieki kontemplować chwałę Ojca, Syna i Ducha Świętego.
Amen!



źródło: www.kapucyni.ofm.pl

Poprawiony: poniedziałek, 23 września 2013 17:31