MIŁOŚĆ PONAD WSZYSTKO PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 25 października 2014 14:25

XXX Niedziela zwykła, Rok A

 

CZYTANIA: Wj 22, 20-26; Ps 18 (17), 2-3a. 3bc-4. 47 i 51ab; 1 Tes 1, 5c-10; Mt 22, 34-40

 

Czy możliwa jest miłość bez Boga? Czy możliwe jest ludzkie życie bez miłości? Czy wystarczy, by człowiek pozostał w świecie swoich możliwości, bez odwoływania się do mocy Bożej? Św. Jan Ewangelista mówi: „Bóg jest miłością!”. Z tego wynika, że niemożliwe okazuje się doświadczenie miłości prawdziwej poza Bogiem, poza Jego ojcostwem! Jeśli, z jakiegokolwiek powodu, odrzucimy miłość Boga, skażemy się na samych siebie i tkwiące w nas ograniczenia, które bynajmniej nie są pozorne.

 

Święty Paweł postawił zdumiewającą diagnozę nie tylko samemu sobie, ale naturze ludzkiej jako takiej, czyli każdemu z nas:

 

"Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. […] Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynie to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło."

(Rz 7, 15-21)

 

Trudno o lepsze rozpoznanie. Trudno o większy dramat i rozdarcie. Rana jest poważna. Tą raną jest praktyczna niezdolność do miłości całkowicie bezinteresownej, darmowej, cierpliwej, wytrwałej. Ta niemoc wydaje się gorsza niż bezpłodność czy impotencja. Ta niemoc okazuje się gorsza niż jakakolwiek niepełnosprawność czy nędza materialna. A Bóg, jakby na przekór tej niemocy, wzywa człowieka, by kochał Go ponad wszystko, a bliźniego jak siebie samego (por. Mt 22, 38-39).

 

Czy to w ogóle możliwe? Wydaje się to wręcz nieludzkim wymaganiem. To tak, jakby komuś, kto połamał sobie nogi, nie tylko kazać chodzić, ale wręcz – biegać albo skakać w dal. Musi zrodzić się wtedy pytanie: Jaką mocą? Dla człowieka to prawdziwa katastrofa odczuwać nienasycone pragnienie miłości i nie móc kochać. Cała nasza natura stworzona została z miłości i dla miłości, ale w międzyczasie wydarzył się grzech pierworodny, który, każdemu z nas bez wyjątku, zabrał zdolność kochania, zostawiając monstrualne głody i pragnienia. Jak długo człowiek nie wraca do źródła miłości, tak długo pozostaje niezdolnym kochać. Kolejność czy jak kto woli – porządek miłości, mówi, że najpierw mamy kochać Boga ponad wszystko, by móc potem kochać ludzi mimo wszystko. Pokusa, by w ogóle nie iść do źródła lub by zmienić tę kolejność, jest naprawdę wielka i niezwykle częsta. Przykładem może być życie w luźnym związku połączone z odmową przyjęcia sakramentu. Święty Jan Paweł II, zwany „papieżem rodziny”, naucza:

 

"W przypadku katolików, którzy z wyboru żyją na sposób małżeński bez sakramentu, a którzy nie mają przeszkód do zawarcia ślubu kościelnego, lub wybierają małżeństwo na próbę, zasadniczym problemem jest kwestia ich wiary, czyli ich osobistej relacji z Chrystusem."

 

W takiej sytuacji dwoje ludzi nie tyle zmienia kolejność podmiotów miłości, co wyklucza Boga jako pierwszą i najprawdziwszą Miłość, której warto zaufać i powierzyć swoje życie, sądząc, że sami sobie wystarczą. Ale bardzo szybko okazuje się, że w zderzeniu z mnożącymi się problemami, z coraz bardziej poznawanymi słabościami drugiej osoby i jej biedą, niemocą, odkrywamy własną niemoc! Poczucie, że chcę i mogę kochać okazuje się trudną do przeżycia iluzją. Na skutek zranień, często powtarzających się, człowiek odkrywa w sobie, że nie może, a potem, że nie chce kochać osoby, która rani, koncentruje się na samej sobie lub stawia warunki. Nie mogę przechodzi w nie chcę.

 

Bóg przez bezwarunkową akceptację nas uczy akceptacji innych. Kochając nas mówi: „Innych też kocham! Kocham także tych, których ty nie kochasz! Kocham tych, którymi ty się brzydzisz, którymi gardzisz, których się boisz lub wstydzisz. Kocham każdego, bo chcę, by wszyscy uczyli się miłości!” Nawet faryzejskie pytania znajdują Bożą odpowiedź.

 

Wiemy, że od zawsze różne szkoły filozoficzne i teologiczne toczą spory o arche, czyli o to, co pierwsze i najważniejsze! Tak było także w czasach Jezusa. Faryzeusze, saduceusze, esseńczycy, zeloci, rabini, wszyscy byli ciekawi, komu Jezus przyzna rację. Gdy Jezus zamknął usta saduceuszom, faryzeusze zwęszyli swoją szansę. Spodziewali się, że Jezus stanie po ich stronie. Ale ich także rozczarował. Jezus nikomu nie przyznał racji, by nie stać się stroną mnożących się konfliktów. Jezus wiedział, że zbawienia potrzebują wszyscy, niezależnie, jakie mają poglądy lub do jakich stronnictw należą.

 

Niedawno z ust profesora katolickiej uczelni usłyszałem bardzo smutną i niepokojącą rzecz: „Rolą uniwersytetu katolickiego nie jest żadne świadectwo, ale proces poznawczy, badania naukowe i wolny dyskurs”. Tak jakbym słyszał faryzeusza! A przecież owa uczelnia w swoim zawołaniu ma słowa św. Pawła: „Veritatem autem facientes in caritate (Ef 4,15) – „czynić prawdę w miłości”. Zatem jednak chodzi o miłość, a nie tylko o prawdę, która bez miłości może okazać się niszcząca wszystko, co napotka. Może wyniszczać ludzi i relacje. Może niszczyć zaufanie, powagę autorytetu. Może pozbawiać człowieka nadziei. Miłość jest niczym łożysko rzeki. To dzięki niemu woda jest życiodajna i nie staje się powodzią. Praca bez miłości jest niewolnictwem. Władza bez miłości jest tyranią albo anarchią. Pieniądz bez miłości jest mamoną. Wolność bez miłości jest śmiertelnym ryzykiem. Talent bez miłości jest źródłem bałwochwalstwa. Sztuka bez miłości jest bezwstydną prowokacją. Jeżeli relatywizm jest unikiem przed prawdą z obawy przed utratą wolności i szczęścia, to miłość może być tą siłą, która zdoła pogodzić prawdę, wolność i szczęście. Jakże gorączkowo szukamy dróg, a przecież droga jest jedna. Jest nią miłość! Benedykt XVI mówi: „Najlepsza obrona Boga i człowieka polega właśnie na miłości”.

 

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl