Czy potrafisz kochać? PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 25 października 2014 22:59

XXX Niedziela zwykła, Rok A

 

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał wystawiając Go na próbę: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: "«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy".

 

(Mateusz 22,34-40)

 

Hipokryci, z którymi Jezus prowadzi nieustanne zmaganie o to, czym jest wiara i jak należy czcić Ojca, doskonale znają odpowiedź na pytanie o fundament Prawa. Jedyni adresacie Jezusowych przekleństw potrafią doskonale wyrecytować najważniejsze przykazanie. Gdzie jest więc problem? Zupełnie jak w dzisiejszych czasach. Wszyscy mówią o miłości, trosce o innych, wrażliwości na potrzeby i cierpienia drugiego, ale nikt nie chce tego realizować. Wymyślamy tysiące sposobów „kochania”. Nakazujemy dostrzeganie miłości w dziecięcym egoizmie, w nastoletnich fascynacjach, w szukaniu nowych doświadczeń, w homoseksualnych związkach, w zranieniach sprawiających niezdolność do nawiązania relacji. Rozwód staje się wyrazem prawa do miłości, zdrada małżeńska jest dowodem poszukiwania prawdziwej miłości, rozwiązłość seksualna dowodzi miłości niczym nieskrępowanej, wolne związki to znak pragnienia i dojrzewania do miłości. Kompletne nieporozumienie. Gdzie w tym wszystkim jest deklarowana miłość?

 

Moim celem nie jest jakiekolwiek potępianie, ale pragnę byśmy sobie uświadomili, jak bardzo świat, w którym żyjemy nie rozumie tego, czym jest miłość. Dlatego idąc śladem Jezusa możemy śmiało nazywać hipokrytami wszystkich współczesnych piewców „wielorakich form miłości”. „Biada wam, obłudnicy …” – wołał Jezus. A co my powiem do nas samych? Uwiedzieni medialnymi obrazami miłości zmuszamy wszystkich wokoło do tego, aby spełniali nasze oczekiwania, a kiedy tego nie czynią nazywamy ich egoistami. Tylko nigdy nie stawiamy sobie pytania o to, co ja czynię dla tych wszystkich „egoistów”, z którymi dzielę codzienne życie albo nawet nazywam ich przyjaciółmi? Oczywiście brak tego pytania wynika z naszego wewnętrznego założenia, że „ja ich przecież kocham, tyle dla nich robię, tak się poświęcam”. Biada nam, obłudnikom, znawcom praw i obowiązków!

 

Faryzejska znajomość Prawa oraz przekonanie o wcielaniu go w życie, znajduje swe ukoronowanie w zastawianiu pułapki na Jezus przy pomocy … przykazania miłości. Wielokrotnie odnoszę wrażenie, że dla wielu czytelników Ewangelii dwa pozostałe podchwytliwe pytania zadane Jezusowi, czyli pytanie o płacenie podatków Cezarowi i o nierozerwalność małżeństwa, są bardziej przewrotne. Ale nie. Szczyt hipokryzji jest właśnie w tym, z pozoru „najdelikatniejszym” pytaniu. Obłudnicy używają wiedzy o przykazaniu miłości, aby niszczyć. Czy nie brzmi to znajomo? „Zabrania się zabraniać.” „Nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji.” „Jesteś egoistą, nigdy o mnie nie myślisz.”Etc. Wmówiono nam, że miłość jest prawem człowieka. „Każdy ma prawo do miłości”, oznacz, iż może egoistycznie wybierać to, co aktualnie mu się podoba, a odrzucać to, co się znudziło. Czy rzeczywiście odeszliśmy daleko od faryzejskiej przewrotności?

 

Miłość do Boga chroni przed idolatryczną miłością siebie czy też bliźniego. Ani własne dziecko, ani współmałżonek, ani też mamusia nie mogą zajmować pierwszego miejsca w naszym życiu. I to właśnie przykazanie miłości Boga chroni przed ślepą idolatria, którą bezwiednie nazywamy „miłością”. Miłość bliźniego z kolei jest papierkiem lakmusowym naszej miłości do Boga. Na co się zda faryzejskie przekonanie o pobożności i wierności Prawu oraz czemu służy wiedza o najważniejszym przykazaniu, jeśli nie ma w tym miłości bliźniego? „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego.” – naucza Jan Ewangelista. Przypowieść o dobrym Samarytaninie przekształca pytanie o to, kogo należy kochać w pytanie o to, dla kogo ty okazujesz się bliźnim? Tak postawione wyprowadza nas z iluzji „kochania Pana Jezusa”. Jakże często deklaracje miłości do Boga są przykrywką zranień w relacjach do drugiego człowiek bądź znakiem niezdolności do tworzenia dojrzałych relacji rodzinnych, przyjacielskich, koleżeńskich czy sąsiedzkich.

 

Chyba najtrudniejszym wymiarem przykazania miłości jest połączenie miłości siebie samego i miłości bliźniego. Dla Boga miłość siebie ma być odwzorowana w miłości do bliźniego. Ale jak kaleka afektywny, człowiek, który nie akceptuje siebie, swojego ciała, swego wyglądu i sprawności, swojej emocjonalności, który nigdy nie rozpoznał swoich talentów i żyje wieczną zazdrością o to, co potrafią, czy też jacy są inni, może „kochać bliźniego, jak siebie samego”? Wachlarz postaw jest ogromny. Od niszczącej nienawiści i rywalizacji, aż do kompletnego zaniedbania siebie, lekceważenia własnych potrzeb i życia życiem innych. Od egoistycznego zamknięcia się w swoim cierpieniu i samotności w poczuciu, że nikt nas nie rozumie i nie może zrozumieć, aż do ekshibicjonizmu duchowego, w którym uzewnętrznianie negatywnych postaw i odczuć służy tworzeniu złudzenia znajomości i akceptacji siebie. Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej próbuje wyśpiewać problem miłości do siebie takimi słowami: „Jestem kochany... z moim grzechem, jestem kochany z mą słabością. Za darmo ukochał mnie Pan, Umarł za mnie i zmartwychwstał, abym żył.”

 

Największe przykazanie nie jest w ustach Jezusa „największym i pierwszym obowiązkiem.” To jest największa i pierwsza obietnica, która spełnia się w naszym życiu poprzez wiarę. Miłość Boga całym sobą, swoimi siłami fizycznymi i psychicznymi, uczuciami i dobrami materialnymi jest odpowiedzią na doświadczenie miłości Boga. On pierwszy nas umiłował. Jan jest konsekwentny w swoim nauczaniu: „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. (…) My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował.” Czy rzeczywiście wierzymy, że będziemy mogli miłować Boga, siebie i bliźniego, przyjmując jako dar Jego miłość do nas? Do tego potrzeba z jednej strony doświadczenia i świadomości swojego „niemiłowania”, swojego grzechu i słabości, a z drugiej strony pragnienia oparcia się na Bogu, na Jego łasce, bowiem to On daje mi doświadczenie darmowej, niczym niezasłużonej przez mnie miłości. „Kochać, to dać wszystko. Kochać, to dać samego siebie”- napisała Teresa od Dzieciątka Jezus.

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO: