KRÓLESTWO MĄDRYCH PANIEN PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 09 listopada 2014 11:58

Rocznica poświęcenia Bazyliki Laterańskiej - Święto

 

XXXII Niedziela zwykła; Rok A

 

"Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!" Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!" Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam!" Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was". Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny."

(Mt 25, 1-13)

 

Różne są podziały wśród ludzi, mniej lub bardziej słuszne, ale jeden podział istnieje ponad wszelką wątpliwość, ten, o którym Jezus mówi w przypowieści: podział na mądrych i głupich. Nie oznacza to, że ja jestem mądry. Popełniłem w życiu wystarczająco dużo ważnych błędów i niestety, wystarczająco dużo tych samych grzechów, by udowodnić sobie i innym własną głupotę.

 

Jeśli powiemy, że statystycznie co drugi z nas jest mądry, brzmi to nawet optymistycznie, ale jeśli powiemy, że co drugi z nas jest głupi, brzmi to przygnębiająco. Co drugi mądry, „aż” czy „tylko”? To oznacza, że np. w małżeństwie tylko jedno z dwojga poślubionych sobie ludzi przeżywa wspólny sakrament mądrze, odpowiedzialnie i dojrzale, drugie pasożytuje niczym jemioła na topoli. Wygląda z daleka niezwykle okazale, robi wrażenie, ale jest zwykłym pasożytem. Długo żyłem w nieświadomości, że jemioła szkodzi. Piękny widok czynił ją złudnie nieszkodliwą, a nawet wzbogacającą. Dopiero kiedy zacząłem doczytywać, zmieniłem zdanie. Ciekawe, że kwiaty jemioły zapylane są przez muchy, a nie przez pszczoły. Mucha, inaczej niż pszczoła, jest zwierzęciem nieczystym, bo siada na czym popadnie, właściwie na wszystkim. A tu niektórzy zabobonnie wnoszą gałązki jemioły w rytuał chrześcijańskich świąt, bo ładnie wygląda. I jeszcze twierdzą, że całowanie pod jemiołą to nie grzech. Wrażenia potrafią zaślepiać i odbierać nam rozum. Ileż to razy wrażenie, jakie wywarł na nas drugi człowiek, obezwładniło nas na dobre. Ile razy staliśmy się naiwni albo bezkrytyczni tylko dlatego, że mieliśmy do kogoś słabość np. do dziewczyny, dziecka czy ucznia. Ci, którzy na co dzień pracują z ludźmi, wiedzą, jak łatwo tracimy krytycyzm, jak rozmywa się jasność spojrzenia, gdy stajemy się zakładnikami afektów.

 

Co drugi mądry! Rozszerzmy tę statystykę: co drugie małżeństwo, co drugi rodzic, co drugi pasterz, co drugi spowiednik, co drugi nauczyciel, co drugi dziennikarz, co drugi wychowawca młodzieży, co drugi polityk, co drugi fachowiec, co drugi rolnik… itp. Co drugi, a więc nie każdy!

 

Ciekawe, że w zaślubinach i uczcie weselnej, która jest metaforą zbawienia, chcą brać udział wszyscy, zarówno mądrzy, jak i głupi. Jednak w międzyczasie dokonuje się selekcja. To nie druhny, lecz oblubieniec wyznacza godzinę spotkania. Głupie panny przeliczyły się. Spodziewały się, że będzie to o wiele wcześniej, a wydarzyło później. Jakby nie znały panujących zwyczajów. Bardzo często pan młody spóźniał się, by potęgować napięcie, zniecierpliwienie. a potem zrobić jak największe wrażenie na swojej oblubienicy i jej druhnach. Po zamierzonym, w pełni kontrolowanym opóźnieniu następowało teatralne „entre”! Do dzisiaj niektórzy mają zakodowane, że warto się lekko spóźnić, by inni mogli zauważyć ich obecność. Nie ma znaczenia, czy chodzi o nabożeństwo w kościele, czerwony dywan, promocję książki czy premierę filmu. Spóźnienie ma wywołać zamierzony efekt. A ponieważ wszyscy żyjemy w medialnej wiosce, wszystko wszystkim zostanie natychmiast pokazane. Pojawi się na pasku u dołu ekranu albo na plotkarskich portalach. Zadziwiające, jak wielu chce się tam znaleźć i jak wielu tam zagląda.

 

Ewangeliczny Oblubieniec – Jezus Chrystus – przychodzi, kiedy chce, ale nie chce zaskakiwać. To On wybiera czas, bo czas jest Jego własnością. On jest Panem czasu! Kiedy święcimy paschał w Wigilię paschalną celebrans, znacząc krzyż, pierwszą i ostatnią literę alfabetu greckiego oraz aktualną datę, wypowiada słowa Chrystusa z Apokalipsy:

 

"Jam jest alfa i omega. Początek i koniec. Do mnie należy czas, panowanie i wieczność."

(por. Ap 21,6)

 

Prawdą jest, że opóźnienie oblubieńca usypia cały orszak panien. I nie tylko panien. Także wielu małżonków, wielu owdowiałych, wielu księży, wiele sióstr zakonnych. Ewangelia mówi wprost: „…wszystkie zasnęły”. Żadna nie obroniła się przed snem. To oznacza, że nie ma mocnych. Są tylko mniej lub bardziej słabi. Dla każdej z oczekujących panien kilka godzin napięcia okazało się za dużo. Nie dziwmy się, apostołowie w Ogrodzie Oliwnym nie potrafili czuwać nawet jednej(!) godziny. Nie sądzę, że my w tym względzie jesteśmy lepsi. Jakość naszych modlitw jest klinicznym dowodem naszej gorliwości. Modlitwa pokazuje, na ile czuwamy, na ile nasłuchujemy, na ile pragniemy spotkania z Chrystusem.

 

Sen odbiera człowiekowi świadomość i przez to pozbawia go władzy nad sobą samym, dlatego jest prefiguracją śmierci. Ale prawdziwy problem zaczyna się potem. Przebudzenie dla połowy panien staje się koszmarem: północ, lampy gasną, oliwy nie ma i na nieszczęście przychodzi oblubieniec. Jeszcze kilka godzin temu nie mogły się doczekać. Jeszcze nie tak dawno były niecierpliwe. Chciały, by do spotkania doszło jak najszybciej! Teraz, mimo oczywistego spóźnienia, uważają, że jest za wcześnie. Boję się, że gdy będziemy umierali, pojawi się ta myśl: „Boże, za wcześnie! Daj mi trochę czasu! Nie teraz! Potem! Antycypujemy ten lęk, gdy umierają nasi bliscy. Myślimy: „Boże za wcześnie!” Nawet nie zdążyłem się pożegnać! Nie pojednaliśmy się! Nie zdążyłem powiedzieć, że ją kocham! Nie oddałem pożyczonych rzeczy!” Itp. Nie mamy władzy nad czasem i to powinno czynić nas pokornymi wobec majestatu przemijania!

 

W obliczu śmierci nie możemy użyczyć nikomu niczego z naszej wiary. Jeśli umierający wątpi, a my ufamy, to on umiera w zwątpieniu, a być może nawet w rozpaczy! To on musi wierzyć, że nie idzie donikąd. To on przede wszystkim ma ufać w miłosierdzie Boże, właśnie dlatego, że umiera. Nasza ufność nie zastąpi jego ufności. Swoją oliwę każdy ma mieć najpierw i przede wszystkim dla siebie i to nie ma nic wspólnego z egoizmem! Nawet gdyby się dało, byłoby wielką głupotą i czymś tragicznym stracić wiarę samemu, nie będąc pewnym, że ktoś ją zyska. Niedawno pewien jezuita gotów był zrezygnować z kapłaństwa i reguły zakonnej, by adoptować dziecko, na które jakaś feministka wydała wyrok, chcąc dokonać aborcji. Co za głupota i brak rozeznania! To nie była wola Boża, to był poryw emocji, który zatrząsł fundamentem powołania zakonnego. Na szczęście przełożeni wybili mu to z głowy i dalej jest zakonnikiem tak, jak tego chciał Bóg!

 

Głupie panny próbują się ocalić. Wręcz krzyczą o ratunek, mimo że przespały swoje życie. Nie troszczyły się o wiarę. Może ważniejszy był dla nich wygląd i wrażenie, jakie zrobią na ucztujących. Tymczasem okazuje się, że w ogóle nie wejdą. Ta uczta będzie bez nich. Głupota bywa śmiertelnie niebezpieczna! Drzwi długo były otwarte, ale w końcu je zamknięto. Miłosierdzie Boże jest nieskończone, ale czas, który mamy do dyspozycji, już nie!

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl