KWAS, ZASADY, OBOJĘTNOŚĆ PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 23 listopada 2014 12:57

Niedziela Chrystusa Króla Wszechświata

 

CZYTANIA: Ez 34, 11-12. 15-17; Ps 23 (22), 1-2a. 2b-3. 5. 6; 1 Kor 15, 20-26. 28; Mt 25, 31-46

 

Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat dwóch ludzi podjęło odważną próbę opisania tego, co się dzieje na świecie i ośmieliło się „prorokować” co do jego przyszłości. Obaj są amerykańskimi politologami. Pierwszym był Francis Fukuyama, drugim – Samuel Huntington.

 

Fukuyama napisał w 1989 roku esej pt: Koniec historii?, który stał się zaczątkiem książki The End of History and the Last Man. Sformułował w niej tezę, iż proces historyczny w pewnym sensie zakończył się wraz z upadkiem komunizmu (czyli państw tzw. realnego socjalizmu) i przyjęciem przez większość krajów systemu liberalnej demokracji. Liberalna demokracja oraz gospodarka rynkowa mają być najdoskonalszym z możliwych do urzeczywistnienia systemów politycznych. Najlepszym z możliwych to nie znaczy idealnym. Proponowany zbiór politycznych instytucji, które mają bronić uniwersalnych praw i wartości, nie może być zastąpiony żadnym większym i bardziej skutecznym zbiorem. Krótko mówiąc, Fukuyama uważa, że nic lepszego nie może spotkać człowieka we wspólnocie ludzkiej. Nie widzi żadnej alternatywy. Jedyne, co pozostaje, to upowszechniać ten model życia wszędzie, gdzie tylko możliwe. Jak to wychodzi np. w społeczeństwach o tradycji feudalnej, naznaczonych przez islam, pokazuje wojna w Afganistanie, Iraku czy rewolucja w Libii.

 

 

 

Samuel Huntington mówi o innym paradygmacie, którego istotę stanowi zderzenie cywilizacji (The clash of the civilisations). Jego zdaniem stracił znaczenie podział na świat pierwszy, drugi i trzeci. Trzeci świat bywa wszędzie, także w świecie umownie określanym jako pierwszy. Do zrozumienia niespokojnego świata nie wystarczają już dotychczasowe paradygmaty. Cywilizacja Zachodu systematycznie traci swoje wpływy i pozwala na przenikanie elementów z innych cywilizacji, czego tragicznym przykładem był zamach z 11 września 2001 r. Zderzeniu cywilizacji, których wedle Huntingtona jest 9, służą niespotykane w historii migracje, fenomen społeczeństwa informatycznego, globalizacja, ujednolicanie wzorców kulturowych. Zasadnicze znaczenie ma powstrzymanie wewnętrznych procesów destrukcji. Klinicznymi objawami rozkładu są: przestępczość, terroryzm, narkomania, rozkład rodziny, spadek wzajemnego zaufania społecznego, upadek etosu pracy, niepohamowana konsumpcja, słabnąca aktywność intelektualna, brak zdolności asymilacyjnych wśród emigrantów, wielokulturowość, odrzucenie w USA amerykańskiego credo (American’s Creed), a w Europie dechrystianizacja. A chrześcijaństwo, zdaniem tego myśliciela, stanowi najistotniejszy składnik tożsamości Europy.

 

Zachód traci przywództwo i nie będzie w stanie narzucić własnego modelu wszystkim pozostałym mieszkańcom globu. Wielokulturowość jest próbą godzenia oczywistych sprzeczności, ognia i wody, dlatego musi prowadzić do konfliktu globalnego. W najlepszym wypadku będą to liczne konflikty lokalne.

 

Niezależnie, czy rację ma Fukuyama czy Huntignton; niezależnie, która koncepcja wydaje się bliższa prawdy lub bardziej atrakcyjna intelektualnie; niezależnie, czy dojdzie do zderzenia czy upadku istniejących cywilizacji, na pewno będzie koniec świata. Będzie sąd ostateczny. Przyszłość zacznie się od obrachunku z przeszłością! Wszystkie paradygmaty, koncepcje, teorie, hipotezy zostaną zweryfikowane przez Chrystusa, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Wszyscy sprawiają wrażenie żywych, ale wielu nosi w sobie oddech i zapach śmierci. Wielu wewnętrznie już dawno umarło. Wielu zabiła niepohamowana chciwość, gniew, rozpacz, strach, obojętność, nienawiść, nałogi czy rozwiązłość. Onkolodzy np. mówią, że wiele zachorowań i przypadków nowotworów głowy jest konsekwencją ryzykownych zachowań seksualnych, które powodują przenoszenie się wirusa HPV, wywołującego brodawczaka ludzkiego. Za tym dość enigmatycznym określeniem kryją się śmiertelne dramaty ludzi.

 

Chrystus odsłania sens życia i obecności w naszym życiu ludzi głodnych, spragnionych, bezdomnych, nagich, chorych, więźniów. Są to po pierwsze ofiary chciwych, obojętnych, zuchwałych, nienawistnych, wyrachowanych. Nie ma zbrodni doskonałych. Ofiary zawsze demaskują swoich oprawców oraz wszystkie mechanizmy, które niczym młyńskie koła ścierają ludzi na proch. Konfrontacja bogatych i biednych, właścicieli i bezdomnych jest nie tylko nieunikniona, ale okazuje się też prawdziwym błogosławieństwem. Ofiary zawsze są papierkiem lakmusowym, który bada odczyn. Dzięki ludziom potrzebującym możemy dowiedzieć się, gdzie pojawiły się kwasy, gdzie panują zasady, a gdzie rozlewa się zuchwała obojętność.

 

Co tam demokracja i wolny rynek! Co tam zderzenie cywilizacji! Jeśli człowiek – najważniejsze ogniwo każdej ziemskiej rzeczywistości, jest chory, zniewolony albo opanowany przez lęki, wszystko będzie skażone jego grzechem. Wszystko będzie naznaczone piętnem jego słabości. Żadne dzieło nie będzie lepsze niż jego twórca. Ciekawe, że ani Fukuyama ani Huntington nie mówią o nawróceniu. Poruszają się w świecie naukowych analiz, pojęć i argumentów, właściwych ludzkiemu rozumowi. Jako ludzie nauki nie odwołują się do biblijnej koncepcji serca, do kategorii sumienia czy motywacji religijnych. Tym bardziej nie chcą być utożsamiani z konkretną religią, jakkolwiek nie są ateistami. Obie teorie są niewystarczające i nie dają ostatecznej odpowiedzi na pytanie o przyszłość. Dlatego Ewangelia może i powinna wypełnić tę pustkę i przestrzeń naukowego sporu. Jezus Chrystus mówi nieporównanie więcej o przyszłości niż Fukuyama czy Huntington! Chrześcijanie mają wnieść w tę przestrzeń piękno autentycznej wiary w powrót Zbawiciela, który odda głos wszystkim pozbawionym głosu. Chrześcijanie mają wnieść nadzieję, że mimo wszystkich pozorów, a nawet pewnych znamion triumfu zła, ostatecznie zwycięży miłość. Najgłębiej rozumiana nadzieja właśnie na tym polega, że człowiek nie ulega rozpaczy w obliczu panoszącego się zła, nie przyjmuje logiki przemocy i nie przyznaje jej racji. Ufa mimo wszystko.

 

Pozornie wygląda, że to dwóch naukowców stworzyło rozdroże, ale prawda jest inna. Ich spór pozostaje tylko ich sporem. To my, każdy z nas osobiście, tworzy i staje na rozdrożach. Sąd ostateczny będzie rozdrożem ostatnim i najważniejszym. Wszyscy idziemy do tego punktu gęsiego. Nie znamy tylko kolejności. I bardzo dobrze. Świadomość, że przede mną jest już tylko jeden człowiek, byłaby bardziej zabójcza od samej śmierci. Na szczęście Bóg nam tego oszczędzi. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy niewiedza może być błogosławiona.

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl

Poprawiony: niedziela, 23 listopada 2014 13:43