GODNI CZY NIEGODNI PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 07 grudnia 2014 15:29

II Niedziela Adwentu, Rok B

 

CZYTANIA: Iz 40, 1-5. 9-11; Ps 85 (84), 9ab-10. 11-12. 13-14; 2 P 3, 8-14; Mk 1, 1-8

 

"Chrześcijanie zawsze muszą odpowiadać na wezwanie Jezusa do nawrócenia, a jeśli nie, to z grzeszników zamienią się w ludzi zdemoralizowanych."

 

(Franciszek, Homilia w czasie Mszy św. w Domu Marty, Watykan, 18 XI 2014 r.)

 

Zadziwia, że Kościół w Polsce od wielu lat używa przekładu Biblii, który pod wieloma względami należałoby poprawić tak, by lepiej oddawał sens ukryty w Słowie Bożym. Szkoda, że nikt nie podejmuje nawet dyskusji w tym względzie. Na szczęście w Internecie można znaleźć interlinearny przekład Starego i Nowego Testamentu i szukać pierwotnych znaczeń. Ci, którzy mają taką potrzebę i możliwość, zapewne tam sięgną, ale zdecydowana większość wiernych poznaje Słowo Boże w czasie liturgii. Greckie słowo metanoias (nawrócenie) oznacza przede wszystkim zmianę myślenia. Faktyczny powrót nie dokona się bez koniecznej i rzetelnej refleksji. Człowiek najpierw musi sobie uświadomić, że błądzi. Niekiedy przyznanie się do błędu przed sobą samym bywa trudniejsze niż przyznanie się do błędu przed kimś. Można np. publicznie za coś przeprosić, tylko dlatego, że domaga się tego opinia publiczna, wymaga tego interes albo kariera, i nie czuć się winnym.

 

 

 

Alkoholik potrafi negować swój nałóg, nawet jeśli wszystko świadczy o jego uzależnieniu. Wszyscy terapeuci mówią to samo: leczenie staje się możliwe dopiero wtedy, gdy człowiek uzna sam przed sobą (także przed innymi), że jest uzależniony i że sam sobie nie poradzi. Nawrócenie alkoholika nie polega na tym, że od razu przestaje pić (to może być długi proces), ale na radykalnej pokorze, która pozwala, wręcz nakazuje, stanąć w całkowitej prawdzie, bez żadnych masek, udawań i retuszy. Zmiana myślenia na swój temat, wyrzeczenie się fałszywych wyobrażeń o sobie i konsekwentne odejście w kierunku prawdy to jest początek drogi wolności. Każdy z nas powinien się zastanowić, czy nie ma natury nałogowca, którego podstawowym odruchem jest negacja prawdy! Łatwo i niepostrzeżenie przyzwyczajamy się do samych siebie, do tego, jacy jesteśmy. Niekoniecznie nam z tym dobrze, ale przyzwyczajenie, jak mawiali starożytni Rzymianie, staje się drugą naturą człowieka (consuetudo altera natura est). Ale jeśli przyzwyczaimy się do fałszywego wizerunku, jeśli go oswoimy i wprowadzimy na salony naszej świadomości, przestaje być groźnym monstrum, zaczyna być „ludzki”, „swój”, „nasz” i wtedy trudno go odrzucić. Z tym fałszywym obrazem samego siebie bywa jak z misiem. Na początku jest mały i niegroźny, chętnie pozwala się bawić i nosić wszędzie, ale z czasem staje się śmiertelnie niebezpiecznym drapieżnikiem! Jeśli ktoś tego w odpowiednim momencie nie zauważy, ryzykuje wszystkim! Nigdy nie należy oswajać fałszywych wyobrażeń. Nigdy nie należy przywiązywać się do nich w żaden sposób. Ciągle trzeba drążyć w sobie najgłębsze przestrzenie. Ciągle trzeba zapuszczać sądy, sprawdzać wszelkie czujniki i uruchamiać aparaturę pomiarową, by szukać prawdy o sobie. To jest uczciwość na podstawowym poziomie. Jeśli tu dokona się fałszerstwo, wtedy człowiek nie zawaha się okłamywać innych: żony, rodzonych dzieci, terapeuty, sąsiadów, wyborców, przyjaciół, znajomych, widzów, słuchaczy, przypadkowych ludzi itp. Każde następne kłamstwo jest alibi i maską kłamstwa wcześniejszego.

 

Drugie ważne greckie słowo, które pojawia się w dzisiejszej Ewangelii, afesin przetłumaczone zostało jako odpuszczenie grzechów. Odpuszczenie, czyli abolicja, amnestia, rozgrzeszenie, uniewinnienie, zwolnienie z kar. Dosłownie należałoby przetłumaczyć jako „uwolnienie od grzechów”. Sama amnestia, jakkolwiek jest niewątpliwym aktem łaski, nie wystarczy. Wielu więźniów, których objęła amnestia, popada w recydywę. Wielu z nas przyjęło wielokrotnie tę samą łaskę, a mimo to popełnia te same grzechy. Czy zastanawiamy się dlaczego? Skąd bierze się ta nasza recydywa? Niezbędna jest resocjalizacja, wychowanie, wyzwolenie ze złych skłonności. Niezbędna jest zmiana środowiska, nawiązanie nowych, innych niż wcześniejsze, relacji. Niezbędna jest więc – asceza. Chodzi o to, by wychodzący na wolność nie wrócili ponownie za kraty. Chodzi o to, by nie dochodziło do recydywy, by w nas, słabych ludziach, Duch Święty kreował nową naturę, która już nie chce i nie musi grzeszyć. Nie chce, bo ma inne pragnienia! Nie musi, bo wyzwala się z wszelkich konieczności i przymusów. Smakuje prawdziwą wolność i nie chce się zapychać jej namiastkami czy podróbkami. Nie chce zlizywać szyby wystawowej, tylko dlatego, że widać za nią ładnie opakowane słodycze. Ta nowa natura jest pokorna, ostrożna, roztropna i pewnym sensie – nieufna. Jak mówi św. Jan: „Nie dowierza każdemu duchowi, ale bada duchy” (por. 1J 4,1). Czy chcemy mieć tę ewangeliczną nieufność, ten instynktowny zmysł badania wszystkiego? Jezus mówi do swoich uczniów: „Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie”( Mt 10,16). W takiej kolejności, choć mógł tę kolejność odwrócić. Czujność musi pojawić się już na poziomie języka, metafor, symboli, argumentów, a zwłaszcza skrótów myślowych.

 

Nowa natura bierze się z zanurzenia w Duchu Świętym, czego symbolem w czasach Jana Chrzciciela było zanurzenie w Jordanie. Nurt tej rzeki miał zabrać wyznawane przez ludzi grzechy i zanieść do Morza Martwego. Tam, gdzie nie ma żadnej istoty, której mogłyby zaszkodzić. W Morzu Martwym poza trzema rodzajami bakterii i jednym alg, nie ma żadnych organizmów. Dlatego zanurzenie w tej rzece, było symbolicznym katharsis dla wszystkich, którzy z pokorą szukali ocalenia. Jeden z biblistów tłumaczy akty pokutne nad Jordanem jako ‘chrzest opamiętania”. Dla nas ocaleniem jest źródło chrzcielne i ożywczy strumień sakramentu spowiedzi, który ciągle przepływa przez nasze życie.

 

Jan Chrzciciel motywował i przygotowywał ludzi do nawrócenia. Przemawiały za nim niewątpliwe argumenty: prawdziwe ubóstwo, codzienna asceza, radykalizm i jednoznaczność. Jego postawa sprawiała, że niektórzy widzieli w nim mesjasza. Musiał wyjaśniać i dementować krążące o nim plotki. Myślał o sobie i mówił z wielką pokorą: „Nie jestem godzien”. Greckie słowo hikanos znaczy „nie jestem wart”, „nie zasługuję”. Dzisiaj Jan Chrzciciel mógłby powiedzieć, cytując klasyka:

 

"Zapomnieć snadniej. Przebacz, Panie:

za duży wiatr na moją wełnę;

ach, odsuń swoją straszną pełnię;

powstrzymaj flukty w oceanie…"

 

K. I. Gałczyński, Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich

 

Jakże wielu ludziom brakuje cywilnej odwagi, by w obliczu zawinionej przez siebie pomyłki, klęski, bankructwa, afery, kompromitacji itp., podać się do dymisji, odejść z honorem lub choćby przeprosić. Niedawno mieliśmy prawdziwy festiwal próżności. Ludzie wychodzili na afisz, by przypisywać sobie zasługi zarówno dokonane, jak i przyszłe. Przekonywali nas, jak są dobrzy, uczciwi, kompetentni, prawi itp. Żaden z kandydatów nie mówił: „Nie jestem godzien”, „Nie jestem wart”, „Nie zasługuję”. W obliczu rywali i wyborców wszyscy pokazali zaburzone, momentami megalomańskie, wyobrażenia o sobie. Mam ogromne wątpliwości, czy Jan wygrałby dzisiaj wybory samorządowe albo parlamentarne? Natychmiast pojawiłyby się lęki, czy przypadkiem nie każe ludziom jeść szarańczy i leśnego miodu; czy nie wezwie do skromności i opanowania; czy nie zaaplikuje wszystkim terapii szokowej, widząc, jak jesteśmy marni, nijacy, rozkapryszeni, przywykli do wygody i świętego spokoju. Coś mi to przypomina… jakieś bardzo współczesne lęki połowy Polaków przed partią drugiej połowy Polaków.

 

Nauczanie proroka to był zaledwie wstęp. Po nim przyszedł Mocniejszy, który przyniósł prawdziwy ogień, także dla samego Jana Chrzciciela, który został wypróbowany jako jeden z pierwszych. Teraz kolej na nas.

 

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl

Poprawiony: niedziela, 07 grudnia 2014 16:41