Dokąd dasz się zaprowadzić? PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 07 grudnia 2014 15:58

II Niedziela Adwentu, Rok B

 

CZYTANIA: Iz 40, 1-5. 9-11; Ps 85 (84), 9ab-10. 11-12. 13-14; 2 P 3, 8-14; Mk 1, 1-8

 

Celem adwentowej drogi nie jest wyprawa do szopki, aby tam doświadczyć kilku wzruszeń nad ubóstwem Dzieciątka Jezus. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje inny kierunek. Jest nim spotkanie z Jezusem, który zanurzy nas w Ducha Świętego. I chociaż wyrażenia takie jak Ewangelia czy Dobra Nowina stanowią dla nas nazwy własne nierozłącznie związane z chrześcijańskim orędziem, to pierwsze zdanie Markowego dzieła należałoby jednak przetłumaczyć jako „początek Dobrej Nowiny przyniesionej przez Jezusa.” To Chrystus przynosi nam orędzie, które ma moc przemienić nasze życie. To nie będzie opowiadanie o Jezusie, ale to jest słowo Jezusa do każdego z nas. Słowo, które On wypowiada z mocą, niezmiennie od dwudziestu wieków. Więcej nawet, to On sam jest Dobrą Nowiną dla każdego z nas. Odwołując się do proroka Izajasza, Marek podkreśla, że początkiem Jezusowej Dobrej Nowiny jest obecność Boga w historii naszego życia. Bóg nie tylko ukazuje się w pełni swej miłości w Chrystusie, ale jest obecny w całej historii, której jesteśmy uczestnikami. Od Abrahama do dnia dzisiejszego Bóg działa i prowadzi nas do zbawienia. A każde pokolenie na nowo jest wezwane, aby przygotować drogę Panu. Punktem kulminacyjnym historii jest Chrystus, który przyszedł, przyjdzie i nieustannie przychodzi do każdego z nas. W takim właśnie wymiarze Adwent prowadzi nas na spotkanie z Panem.

 

Jan działa na pustyni. Jest to miejsce szczególne, bowiem ono uczy życia w zaufaniu Bogu. Taki był sens czterdziestoletniej wędrówki przez pustynię: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana.” Ale nie myślmy o pustyni na sposób pseudo-mistyczny, oderwany od rzeczywistości. Pustynia to miejsce buntów i grzechów, to momenty, w których żałujemy, że posłuchaliśmy głosu Pana, że odpowiedzieliśmy na Jego wezwanie. To miejsce, w którym czujemy się uwiedzeni, gdzie nasze życie dotyka granic wytrzymałości. Pustynia to doświadczenie ocierania się o śmierć i wcale nie dlatego, że byliśmy posłuszni Bogu, ale z powodu naszych grzechów, które ujawniają swą śmiercionośną siłę. Pustynia to miejsce nauki, że nasz grzech sprowadza śmierć na nas i na naszych bliźnich, ale też miejsce doświadczenia, że Bóg nie opuszcza swego ludu.

 

Doświadczenie pustyni prowadzi nas do doświadczenia zanurzenia w wodę, która przemieniając nasze myślenie, oczyszcza nas z grzechów. Bardzo mylącym dla naszej mentalności jest czasownik „chrzcić”, bowiem sugeruje on jakieś polewania czy też pokropienie wodą. Natomiast dla ludzi przychodzących do Jana jest oczywiste, że trzeba się zanurzyć w wodę, pozwolić, aby ona obmyła całe ciało, aby na swoim ciele, każdej jego części, poczuć, że Bóg oczyszcza mnie z grzechów. Takie odczytanie Janowego chrztu uwidacznia, jak bardzo teologia sakramentu chrztu skoncentrowana na odpuszczeniu grzechów jest niewystarczająca dla rozumienia tego wydarzenia. Odpuszczenia grzechów można było doświadczyć w chrzcie Janowym. Natomiast chrzest Kościoła, to zanurzenie w Ducha Świętego. Jan zapowiada zupełnie nowy, nieznany przed Chrystusem wymiar zanurzenia w wodach chrztu. Niech nikogo nie gorszy to wyrażenie, ale chrzest to prawdziwa kąpiel w Duchu Świętym.

 

Dlatego początkiem Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa nie jest Janowe głoszenie odpuszczenia grzechów, ale zapowiedź kąpieli, która odmieni nasze myślenie (taki jest bowiem sens greckiego słowa tłumaczonego jako nawrócenie), aby przygotować nas do zanurzenia w Ducha Świętego. W Ewangelii Łukasza jest mowa o przyodzianiu w moc z wysoka, co sugeruje odniesienie do sakramentalnego momentu przywdziewania białej szaty, który nie może być interpretowany wyłącznie w kategoriach oczyszczenia i nieskazitelności neofity, ale ukazuje kompletnie nowy sposób życia „przyobleczonego” w Ducha Świętego. Wspaniały jest taki początek Dobrej Nowiny, który zapowiada i budzi pragnienia zupełnie nowego, nieznanego życia, w którym jesteśmy zanurzeni w Boga, przyobleczeni Bogiem i Jego mocą.

 

Adwent prowadzi nas na spotkanie z Jezusem. Ale podobnie jak na pustyni w czasie Janowej misji, ten radosny czas oczekiwania na przyjście z Panem nie może się spełnić w nas bez nawrócenia, bez zmiany naszego myślenia. Bowiem myślenie starego człowieka, który nie został poruszony słowem Jana, prowadzi do ukrywania i usprawiedliwiania grzechów, a nie do ich denuncjowania. Marek dosłownie pisze, że przychodzący do Jana, aby zanurzyć się w Jordanie, wygłaszali publicznie swoje grzechy. Dokonywali samo-oskarżenia, aby doświadczyć oczyszczenia. Dlatego czas oczekiwania na Pana jest stosownym momentem, aby na nowo przeżyć prawdę o naszych pustynnych buntach i nieprawościach oraz o nieustannej obecności Boga, który dzień po dniu karmi i ratuje z opresji swój zbuntowany lud. A to wszystko po to, aby zanurzyć nas w Ducha, aby w nas dopełniało się Słowo: „Trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.”

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO: