Pozwól Bogu, aby cię zadziwił PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 14 grudnia 2014 00:49

III Niedziela Adwentu, Rok B

 

CZYTANIA: Iz 61, 1-2a. 10-11; Łk 1, 46-48. 49-50. 53-54; 1 Tes 5, 16-24; J 1, 6-8. 19-28

 

Jan Chrzciciel jest prorokiem przygotowania na spotkanie z Mesjaszem. Autor czwartej Ewangelii wprowadza go na scenę w znamienny sposób, zaczynając od pokazania tego, kim Jan Chrzciciel nie jest. Warto wczytać się w Prolog. Skoro pojawia się Mesjasz, to natychmiast przychodzi myśl, iż „trzeba coś zrobić”. Planujemy, a następnie działamy. Każdy na swój sposób, według swoich wyobrażeń. Działamy w dość schematyczny, wyuczony sposób, który wynika z naszych przekonań, doświadczeń, zranień i oczekiwań. Ale problem polega na tym, że nasze przygotowania odwołują się wyłącznie do tego, co znamy, co rozumiemy, czego oczekujemy. I podobnie jak nie można wyobrazić sobie tego, co jest niewyobrażalne, tak samo nie można odwołując się do naszej wiedzy i naszych doświadczeń „właściwie” przygotować się, na to, co jest całkowitą nowością. Taką właśnie nowością, wydarzeniem bez precedensu jest nadejście Mesjasza, oczekiwanego Zbawiciela. Zamiast „szufladkować” osobę Jana Chrzciciela, trzeba go słuchać.

 

 

 

Problem odrzucenia Jezusa przez elity i przez zmanipulowany, ale posłuszny elitom lud, to właśnie oczekiwania. Oni wiedzieli, jakim powinien być Mesjasz, co powinien zrobić, jak się zachowywać, czego nauczać, kogo wybrać na swych przyjaciół, a kogo potępić i odrzucić. Oni wiedzieli, więc byli kompletnie nieprzygotowani na przyjęcie NOWOŚCI, którą przygotował dla nich i dla nas także, Bóg. Oni, czyli faryzeusze, uczeni w Piśmie, saduceusze, zeloci zamknęli Mesjasza w swoich oczekiwaniach. Oni w gruncie rzeczy nie oczekiwali żadnej nowości, nie dopuszczali do swej świadomości, że mogą zostać zaskoczeni nowością tego, co Bóg pragnie im dać. Wyznaczyli Bogu Jego miejsce, uwięźli Go w swoich pragnieniach i oczekiwaniach, ograniczyli Jego działania swoją wyobraźnią i możliwymi do przewidzenia scenariuszami. Jest to sytuacja bardzo podobna do naszej. Tak w większości wyglądają nasze modlitwy i pretensje wobec Boga.

 

Dlatego Jan Ewangelista przedstawia Jana Chrzciciela, jako tego, który „nie jest” ani światłem, ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani żadnym z proroków. Nawet jego chrzest nie jest tym, którego powinniśmy pragnąć i oczekiwać. Jan Chrzciciel swoim „nie jestem” otwiera przestrzeń dla Tego, „Który Jest”. Prosta filozofia, która nie może się przebić do naszych zarozumiałych wiedzą i pobożnością głów, którą Jan później streści w słowach: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał.” Jan pozbawia się obrazu proroka na rzecz głosu. Obraz bowiem jest skutkiem naszych wyobrażeń, które nakładamy na innych. To dlatego, między innymi, Stary Testament nie pozwala na czynienie „żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!” Jak możesz, myśląc o nieskończonym i przekraczającym wszystko Bogu, ograniczyć Go swoją wyobraźnią? Jak możesz zamknąć nieskończoną miłość Boga w pragnieniu iluś tysięcy złotych niezbędnych dla przeżycia twej rodziny? Jak możesz Chojnego Dawcę wszelkiego życia uwięzić oczekiwaniem uleczenia z tej czy innej, choćby najbardziej nieuleczalnej choroby? Czyż Bóg nie przekracza naszych wyobrażeń? A my oczekujemy wyłącznie tego, co potrafimy sobie w naszej głowie wymyśleć. Straszliwe więzienie starego człowieka.

 

Jan Chrzciciel zaprasza nas do przedziwnego doświadczenia. Chce, abyśmy spojrzeli na siebie wolni od naszych własnych uprzedzeń i oczekiwań. On chce nas uwolnić od całego „pozytywnego obrazowania”, które nas zniewala. Przyglądamy się sobie i medytujemy siebie jako proboszczów, księży, profesorów, ojców, matki, sprzątaczki, nauczycieli, zasłużonych, umęczonych, kochających, poświęcających się, niedocenionych, niesłusznie prześladowanych, etc. I nie pozwalamy Bogu na zrobienie czegokolwiek, co przekracza nasze własne wyobrażenia o naszej wartości i o naszych zasługach. Ale z drugiej strony Jan wyzwala nas z naszych negatywnych, zniewalających obrazów. On nie chce, abyśmy oceniali siebie z perspektywy poniesionych porażek, popełnionych grzechów, doświadczonej bezsilności. On nie chce, byśmy zamykali się w więzieniu istnienia jako ofiara losu, popychadło, stara panna, obiekt kpin, wieczny nieudacznik, etc. To dlatego Jan ukazuje się, jako ten, który „nie jest” tym, co możemy wyobrazić sobie, patrząc na niego.

 

Jan Chrzciciel przygotowuje nas na spotkanie z Bogiem i na doświadczenie Jego niepoznanej i nieograniczonej nowości. Bóg jest niezmienny. Ale to, co widzieliśmy wczoraj nie ogranicza Go w jego „dziś” tworzonym dla nas. On naprawdę przekracza rzeczywistość naszych wyobrażeń, oczekiwań i pragnień. Radość spotkania Go dziś jest w niczym nieporównywalna do radości wczorajszej, ale pod warunkiem, że pozwolimy Mu działać w naszym życiu, że nie ograniczymy Go w małością naszej wyobraźni. Obietnica spotkania z Mesjaszem to obietnica zanurzenia w Duchu Świętym. To obietnica tego, czego nie potrafimy sobie wyobrazić, nawet wówczas, kiedy przyglądamy się największym cudom, które znamy z historii, albo też gdy rozważamy świętość lub męczeństwo największy w Królestwie Niebieskim.

 

Jak bardzo nasza natura potrzebuje przemiany uwidacznia się w naszym „adwentowym programie”. Oczkujemy na Dzieciątko, na Jezuska, który przyniesie nam pokój, radość no i zwłaszcza dobrobyt. Ale boimy się, że przy świątecznym stole, jak co roku, odżyją stare, niezaleczone rany. Albo z lęku zamykamy się w czysto zewnętrznym celebrowaniu choinki, szopki, prezentów i karpia. Z przylepionym uśmiechem, próbując znosić tych, którzy od lat są nieznośni. I to nazywamy świętami! A Pan nam obiecuje zanurzenie w Ducha Świętego, uczestnictwo w swej naturze, kochanie Jego miłością i bycie kochanym do szaleństwa Krzyża, z którego zaspokaja wszelkie nasze pragnienia wodą płynącą z Jego boku, swoim Duchem. Dlatego Jan Chrzciciel mówi „jam głos”. Pozwól się prowadzić nie obrazom, nie oczekiwaniom, ale głosowi, który wzbudza pragnienie spotkania. Głos tworzy relację, obraz ją wyłącznie podtrzymuje. Głos mówiącego Boga daje wiarę, najważniejszą relację naszego życia.

 

Jan nawołuje nas do zanurzenia się w wodach pokuty, abyśmy wyzbywając się naszych oczekiwań i wyobrażeń mogli przyjąć Tego, którego nie znamy, a który jest pośród nas. On bowiem zanurzy nas w Ducha Świętego „po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca.” I chociaż tekst czytanej perykopy nie mówi o zanurzeniu w Duchu, to warto doczytać do końca paragraf Świadectwo Jana (J, 1, 19-34). Dostrzeżemy wówczas, jak Ewangelista stopniowo prowadzi nas do coraz pełniejszego poznania Tego, który przychodzi wyzwolić nas z natury starego człowieka, aby zaprowadzić nas do nowości życia, której obraz i wyobrażenie są owocem wsłuchania się w głos Tego, który nas kocha i zbawia.

 

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: niedziela, 14 grudnia 2014 09:40