GDY ANIOŁ PRZYCHODZI PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 21 grudnia 2014 15:39

IV Niedziela Adwentu, Rok B

 

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

 

(Łukasz 1,26-38)

 

 

 

Gdy słyszymy jeden z najbardziej znanych fragmentów Ewangelii, grozi nam rutyna tak wielka, że możemy spokojnie pod nosem dopowiadać zaczęte zdania. Znajomość czysto werbalna, a więc powierzchowna, nie musi ułatwiać głębszego poznawania tekstu. Może nawet utrudniać. Generalnie, powierzchowna znajomość niczego nie ułatwia, raczej wszystko komplikuje. Powierzchowność niesie ze sobą lęki i ryzyko. Czyni wszystko niepewnym. Powierzchowność przypomina łańcuch, który ma pęknięte ogniwa. Nikt nie wie, ile i które. To jest kwestia „gdybania” i domysłów. Sprawdzenie tego bywa bolesne i niebezpieczne podobnie jak spacer po zaminowanym polu.

 

Powierzchowność oznacza brak zmysłu głębi! Ma to swoje trudne do przyjęcia konsekwencje. Na przykład powierzchowna znajomość ludzi zawsze prowadzi do płytkich relacji i rozczarowań. Powierzchowna znajomość prawa skutkuje życiem na granicy prawa albo wręcz bezprawiem. Powierzchowna znajomość języka sprawia, że trudno się porozumieć. Powierzchowna znajomość faktów powoduje, że opierając swój sąd na pogłoskach, stajemy się podatni na manipulacje. Powierzchowna znajomość historii nie pozwala zrozumieć natury i przebiegu procesów, którym chcąc nie chcąc podlegamy. Powierzchowna znajomość Słowa Bożego sprawia, że niemożliwe jest odkrycie woli Bożej i głębi wiary.

 

Prawdziwe poznanie wymaga radykalnej pokory. Jedną z najgorszych rzeczy, jaką możemy zrobić z tekstem biblijnym, to go oswoić, obłaskawić, polukrować, zabrać mu całą dosłowność i radykalizm. Powierzchowna interpretacja spłyca tekst, czyli odmawia mu tkwiącej w nim głębi. A jeśli uświadomimy sobie, że chodzi o Słowo Boże, to znaczy, że samemu Bogu arbitralnie możemy przypisać lub odmówić pewnych myśli i aktów woli. To rodzaj „intelektualnej rozpusty”. Przed tym poważnym ryzykiem, przed fałszywymi prorokami zarówno wśród ludu, jak i wśród pasterzy ostrzega nas św. Piotr:

 

"Wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami."

(2 P 2,3)

 

Niektórzy mylnie sądzą, że dogłębne poznawanie polega na odkrywaniu kolejnych szczegółów. Szczegóły potrafią przysłonić istotę. Tymczasem chodzi o poznanie samej istoty. Jest taki moment, gdy Jezus stawia zarzut faryzeuszom:

 

"Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda."

(Mt 23,24)

 

Scena zwiastowania pokazuje niczym niezmąconą świeżość i spontaniczność Maryi. Nie ma w niej żadnej rutyny. To nie tylko młodość. Wszystko dzieje się po raz pierwszy i jedyny nie tylko w jej życiu, ale w dziejach świata. Bóg w ten sposób nigdy nie interweniował. Owszem, dokonywał wielu imponujących znaków i cudów, ale w taki sposób przemówił po raz pierwszy. Wcielenie jest wydarzeniem unikalnym, nie mającym żadnych analogii.

 

Archanioł Gabriel był posłańcem do wielu ludzi i przynosił różne wiadomości, ale z takim „newsem” jeszcze nie szedł do nikogo. Nic nie wiemy, czy Maryja kiedykolwiek wcześniej rozmawiała z Archaniołem. Ledwie zdążyła się zaręczyć z Józefem, a już słyszy o zbliżającym się macierzyństwie, nie będąc formalnie prawowitą żoną. Co za kolejność zdarzeń! Co za pośpiech! Pośpiech Boga już skądś znamy. Kiedy wyprowadzał Izraela z domu niewoli, nie czekał nawet do rana, ale w nocy, bez żadnej zwłoki, dokonał paschy. Nawet nie zdążyło się zakwasić ciasto w dzieżach. Zadziwia ten pośpiech Kogoś, komu nie brakuje czasu! A czasem Bóg każe długo czekać, by czegokolwiek dokonać.

 

Dla Maryi już sam fakt macierzyństwa był zaskoczeniem. Ale to nie koniec niespodzianek. Również droga, która ma do macierzyństwa prowadzić, była niespodzianką! Poczęcie bez udziału mężczyzny, a więc inne od wszystkich. Poczęcie na drodze cudu, mocą Ducha Świętego!

 

Miriam oczekiwała na Mesjasza jak każdy pobożny Izraelita; żyła duchem proroctw, które rozpalały nadzieję, im bardziej codzienność stawała się nieznośna. Ale zwiastowanie przerosło Jej oczekiwania. Spośród wszystkich niewiast zostaje wybrana właśnie ona. Dla nas, z perspektywy Kościoła, kultu maryjnego, niezliczonych sanktuariów, prywatnych objawień wybór wydaje się oczywisty, ale wtedy, w maleńkim Nazarecie ten wybór rodził zdziwienie u samej Miriam i pewnie nie tylko. Doświadczenie wszystkich proroków i świętych pokazuje, że w obliczu wybrania, w obliczu wielkich planów Bożych wszyscy pytali tak samo: „Dlaczego?”. Żaden nie czuł się dostatecznie godnym, by być ich adresatem, uczestnikiem lub choćby świadkiem. Onieśmielenie deprymuje pokornych.

 

A poza tym w pewnym momencie macierzyństwo przestaje być intymną tajemnicą, czymś wyłącznie prywatnym, staje się faktem, do którego odnoszą się inni, bliscy i obcy. Brzemienność ma ten dodatkowy ciężar cudzych opinii i emocji. Maryja w chwili zwiastowania jest sama. Nie ma przy sobie żadnej bliskiej osoby. Jej rodzice nie przeżyli zwiastowania. O ile łatwiej i bezpieczniej byłoby, gdyby anioł przyszedł do ich trojga, gdy byli razem.

 

Tymczasem Bóg chce samotności Maryi i samotności każdego z nas, byśmy w decydującej chwili nie szukali w ludziach żadnych zabezpieczeń, byśmy byli ogołoceni, prości, przejrzyści, wręcz bezbronni, bez możliwości ucieczki, uniku czy choćby konsultacji. Jeden list nie może mieć dwóch adresatów.

 

Ciekawe byłoby poznać reakcję Joachima i Anny na zwiastowanie. Przecież w wybraństwie każdego dziecka zostają wybrani także jego rodzice. Szkoda, że ewangelie nie dają nam tej szansy! Bóg w ten sposób pokazuje, że z każdym z osobna robi odrębną historię. Każda historia jest unikalna, nie do powtórzenia. Bóg pokazuje, że trzeba mieć przecięte wszystkie pępowiny, by stawać się człowiekiem dorosłym.

 

Może było nawet tak, że krewni, Elżbieta i Zachariasz, dowiedzieli się o wszystkim wcześniej niż rodzice Miriam? Ewangelia mówi, że pośpiech Boga wyzwolił pośpiech w Maryi. Może spotkanie z krewną było ważniejsze dla Maryi, w końcu anioł jako argumentu użył tego, co przeżyła Elżbieta:

 

"A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną."

 

Widzimy więc, że pokrewieństwo duchowe ważniejsze jest niż więzy krwi. Ktoś rozkochany w Bogu i całkowicie posłuszny, staje się bliższy od innych. Utwierdzać w pełnieniu woli Bożej mogą ci, którzy sami pełnią wolę Bożą. Naoczne stwierdzenie cudu w życiu Elżbiety było potrzebą duszy Miriam. Fakt, że trzy miesiące pozostała u Elżbiety, zdaje się potwierdzać tę sugestię. Ten wspólny czas był dla nich błogosławiony. Sądzę, że treścią wielu rozmów obu niewiast stało się macierzyństwo. Spotkały się nie po to, by razem ponarzekać, jak bardzo wszystko teraz się zmieni, ale po to, by razem uwielbić Boga za te życiowe zmiany! Wejdą w nowe, nieznane dotąd role. Jedna wydaje się za młoda, druga za stara. To kolejne paradoksy!

 

Dalsze losy niewiast oraz ich synów potwierdzą, że Bóg się nie pomylił w swoich wyborach. Nigdy się nie myli, a to oznacza, że warto być Mu posłusznym.

 

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl

Poprawiony: niedziela, 21 grudnia 2014 17:08