Bóg też patrzy na nogi PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
środa, 24 grudnia 2014 04:59

Narodzenie Pańskie

 

Mężczyźni podobno zwracają uwagę na kobiece nogi. Podobno, ja tam nie wiem, czytałem tylko o tym. I kobiety chyba o tym wiedzą, bo częste ich kompleksy (też o tym czytałem) dotyczą właśnie nóg – że, niby, za grube. Muszą kobiety o tym męskim podglądaniu wiedzieć, bo mordują się bez litości chodząc w szpilkach – że, niby, nóżka wtedy zgrabniej wygląda.

 

Może to nietypowy początek bożonarodzeniowego kazania, ale tę myśl dyktuje mi Boże Słowo – Bóg też patrzy na nogi.

 

Zobaczmy jak natchniony przez Ducha Świętego prorok Izajasz woła: "O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: Twój Bóg zaczął królować." (Iz 52,7)

 

 

 

Pełne wdzięku nogi a w innych tłumaczeniach po prostu piękne nogi. Co Bóg nam chce dzisiaj powiedzieć?

 

Po prostu to, że nogi służą do chodzenia i niezwykle ważne jest to gdzie one człowieka zawiodą i co idący człowiek tam zaniesie.

 

Śpiewamy w tych dniach: "Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki". Zachęcamy się tym samym do tego, by pójść do źródła bożonarodzeniowej radości. Poszli pasterze, poszli mędrcy, niech i nas nie zabraknie. Idźmy do Betlejem, do nowonarodzonego, po to, byśmy wrócili odmienieni.

 

Spotkanie z Bogiem zawsze odmienia, ale trzeba pójść. Jeśli człowiek nie pójdzie spotkać się z Bogiem to nie wejdzie na drogę przemiany.

 

I czasem tak bywa. Śpiewamy w innej piosence, już nie kolędzie: "Szedłem kiedyś inną drogą". Są zatem ci, którzy chodzą drogami, które do Boga nie należą.

 

I coś w tym jest. Ilu ludzi zawsze potrafi przyjść do kościoła a ilu błąka się po świecie i ciągle nie mogą trafić do Bożego domu? Nawet jak matka ścierą pogna do kościoła to zmyli drogę i nie trafi.

 

Przy tej okazji słowo do tych, z którymi widzę się pierwszy raz od Wielkanocy. Proszę zaopatrzyć się w mapki, wziąć dobrych ludzi za przewodników albo proszę sobie wklepać w GPS kościół w Winnicy, by nie błąkać się po świecie i móc co tydzień (to minimum) tu trafić.

 

To nie jest moje "widzimisię". To przykazanie Boże: "Pamiętaj abyś dzień święty święcił" i kościelne: "W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej".

 

Wróćmy jednak do chodzenia. Czasem chodząc inną drogą można sobie z tego zdawać sprawę, wiedzieć o tym, a jednak nie zmieniać bezdroży na drogę właściwą. I znowu piosenka, popularna w czasach mojej młodości. Tym razem o staniu a nie o chodzeniu: "Stoję przed Tobą, Boże / jak pomnik z rozbitą twarzą. / Człowiek o jednym sercu, / człowiek pod mocną strażą. / Stoję u wrót milczenia, / stoję na księdze prawa, / i ciągle nie robię kroku, / i Ciebie się wciąż obawiam."

 

Ilu z nas tkwi w takiej bezradności? Jasno i dokładnie ocenia rzeczywistość, widzi swoje błędy, widzi właściwą drogę a jednak… "ciągle nie robi kroku".

 

Czy uda się zrobić ten krok? Inna kolęda nas zachęca: "Rzućmy budy, warty, stada, / niechaj nimi Pan Bóg włada. / A my do Betlejem, do Betlejem. / (…) Krokiem śmiałym i wesołym / śpieszmy i uderzmy czołem; / przed Panem w Betlejem."

 

Co zrobić, by ruszyć? W Liście do Hebrajczyków znajdujemy przepis na ruch. Więcej, to przepis na bieg: "odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach." (Hbr 12,1bc)

 

By ruszyć do Boga trzeba rozstać się ze swoim grzechem. Nigdy nie ruszy więzień przykuty kajdanami. Nigdy nie popłynie statek z rzuconą kotwicą.

 

Zostaw to, zostaw swój grzech, cokolwiek to jest.

 

Gdy jednak uda nam się ruszyć i dojdziemy na swoich nogach do Betlejem to nie po to, by tam zostać. Ewangelista Łukasz pisze: "A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane." (Łk 2,20)

 

I tu wracamy do nóg zwiastuna radosnej nowiny. Tymi pierwszymi zwiastunami byli pasterze a potem, w każdym pokoleniu, ci, którzy spotykając się ze zbawiającym Bogiem nie zatrzymywali tego dla siebie, ale przekazywali dalej.

 

Tymi zwiastunami mamy być dzisiaj my. Mamy spotkać Boga i zanieść go (na własnych nogach) innym. Mamy zwiastować orędzie pokoju, szczęścia i zbawienia.

 

Idźmy zatem i zwiastujmy dobroć i miłość Boga w naszych rodzinach. Zanieśmy dobroć i miłość tym, których spotkamy. I niech nie będzie to coś co mamy i dajemy, i co jest poza nami. Niech ta dobroć i miłość będzie po prostu w nas. Wtedy idąc do ludzi i dając siebie będziemy tym samym dawać to czego oni najbardziej oczekują i czego najbardziej potrzebują. Będziemy to dawać w najbardziej naturalny sposób – dając im po prostu siebie.

 

A Panu Bogu bardzo się wtedy będą podobać nasze nogi. Nawet jeśli będą grube i nie na szpilkach.

 

 

Narodzenie Pańskie – Msza Święta w dzień, C; Iz 52,7-10; Ps 98,1-6; Hbr 1,1-6; J 1,1-18; Winnica, 25 GRUDNIA 2010 roku

 

 

AUTOR: ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

 

 

ŹRÓDŁO: http://zpm.natan.pl

Poprawiony: środa, 24 grudnia 2014 23:51