Opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
czwartek, 01 stycznia 2015 21:36

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi

 

Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.

(Łukasz 2,16-21)

 

Macierzyństwo Maryi odsłania nam tajemnicę życia Jezusa. Miała Ona odwagę zgodzić się na to, by w Jej życiu to, co dotyczy spraw intymnych, pięknych, kobiecych – łączyło się z Bogiem. Gdy człowiek wchodzi w taką bliskość Oblubieńczą z Bogiem, otrzymuje łaskę pokazania Jezusa.

 

Macierzyństwo Maryi zmienia Jej życie, życie Józefa, mężczyzn, którzy stali się apostołami i uczniami Jej Syna, zmienia życie kobiet, które Jezusowi towarzyszyły w drodze. Maryja wyzwala potrzebę bycia pielgrzymem. Pasterze, których spotkaliśmy w świętą noc Bożego Narodzenia, zdążali z pośpiechem, szukali i znaleźli Świętą Rodzinę. Maryja zdążała z pośpiechem w góry, po zwiastowaniu. Macierzyństwo, jest udzielaniem tego, co człowiek sam praktykuje, czym żyje i jak żyje. Tak żyć, aby inni chcieli szukać Jezusa, a gdy Go znajdą, pozostać przy Nim.

 

Co czynimy z dobrym pośpiechem, takim, który nas i innych czyni "błogosławionymi? Taki pośpiech, który uczy wiary w spełnienie się słów Pana. Taki pośpiech, którego zwieńczeniem jest wielbienie: "Wielbi dusza moja Pana". Kogo chcemy szukać lub, co szukać? Dlaczego szukamy? Co znaleźliśmy w minionym Roku Pańskim, co zrozumieliśmy, na jakie tajemnice otworzyły się nam oczy, które słowa Pisma wprawiły nas w zdumienie Bogiem? To, co szukam i znajduję może zmienić moje życie. To nie powinno być cokolwiek. Spotykamy pasterzy, którzy wiedzą dokąd idą, czego chcą, co mówią o "tym Dziecięciu".

 

Maryja jest Matką dla Jezusa, dla pasterzy, dla uczniów Syna, również dla nas. Matka to ktoś, kto odsłania sprawy najważniejsze w życiu dziecka. Maryja odsłania wielką Tajemnicę naszej wiary – Osobę Jezusa Chrystusa. Czyż macierzyństwo nie polega na tym, aby życie, nowe życie przechodziło przez człowieka? To, co pozwalam odsłonić przed moim sercem, to, co przechodzi przez serce, staje się moim doświadczeniem, moją mocą.

 

Zachowuj w sercu to wszystko, co Bóg czyni w tobie i wokół ciebie. Rozważaj w sercu, choćby życie wydawało się krzywdzące, niesprawiedliwe, a ludzie nieuczciwi. O czym mówię? O macierzyństwie, o życiu tajemnicą duchowego macierzyństwa. Trudno jest być Matką od nędznej stajni do poniżającej Golgoty. Lecz Maryja nosiła w sobie pokój. To wszystko jest możliwe, gdy dar pokoju, dar Ducha Świętego ożywia moje serce.

 

Maryja chłonie sercem wszystkie wydarzenia towarzyszące przyjściu na świat Jezusa. Gdy Jezus będzie już mówił, będzie słuchała, rozważała i zachowywała w sercu Jego słowa. Tymczasem rozważa i zachowuje to wszystko, co łączy się z Jego przyjściem na Ziemię. Słucha świadków tego wydarzenia i wpatruje się w nich, ich radość, hojność wobec Jej Syna, otwartość serca. Jej serce słucha, rozważa i zachowuje, to znaczy poczyna się w nim słowo, rozwija i rodzi. To proces siania słowa, czułej jego pielęgnacji w sercu i rodzenia się.

 

Serce Maryi żyje i oddycha otwartością. Jest w nim umiejętność przyjmowania, nasłuchiwania, skupienia, uwagi na tym, co ktoś mówi. Tak wyraża się Jej miłość, Jej macierzyństwo. Otwarte serce, słuchające jest podatne na ból, na zranienie, na usłyszenie tego, co może przeniknąć cierpieniem na wiele lat. Być człowiekiem o sercu otwartym, to zaufać również wtedy, kiedy nie ma do tego żadnych przesłanek. Kochając sercem, stajemy się w nim bezbronni. Łatwo nas zranić. Miłość jest bezbronna, ufna, otwarta, szczera, piękna. Zranienie nie może zniszczyć miłości, a jedynie ją pogłębić, spotęgować, ożywić na drodze bolesnego oczyszczania. To jest rodzenie tego, który nas zranił.

 

Ci, którzy nas ranią, doprowadzają innych do odczuwania bólu serca, oni też, często nie wiedząc o tym proszą o zajęcie się nimi, okazanie im ojcowskiej czy macierzyńskiej troski. Ci, którzy bolą potrzebują duchowego odrodzenia. Dokonuje się to wtedy, gdy przyjmujemy ból od człowieka, który nam zaufał, poczuł się przy nas bezpiecznie, a przez to nas zranił. Zranić, to podzielić się tym, co jest nadmiarem naszego serca. Możemy zranić radością, miłością, osobistą pasją, ale też rozczarowaniem, złością, nienawiścią. Chcąc uczestniczyć w procesie rodzenia się duchowe, czy odrodzenia człowieka, trzeba otworzyć się na to, co on nosi w swoim sercu. Tak bardzo przemawiają dzisiaj do mnie te słowa: "Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu".

 

Maryja jest kobietą czułą, mocną i dającą schronienie w swoim sercu. Przeżywa innych, przeżywa to, co słyszy i widzi w człowieku. Pozwala się zranić, aby człowiek z nią pozostał. Pozostajemy z tymi, których zraniliśmy, ale i z tymi, którzy nas zranili. Przez ból i rany duchowo dojrzewamy. To jest rodzenie się i rozwój pod czułym spojrzeniem Maryi. Ona daje czas na przemianę. Niczego nie przyspiesza, nie żąda, abyśmy byli doskonali. Zgadza się na braki, które w nas są. Jej miłość wprowadza w wolność, dając czas na dorastanie.

 

 

AUTOR: ks. Józef Pierzchalski SAC

 

 

ŹRÓDŁO: