Chrzest, który zabrudził PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 11 stycznia 2015 09:22

Chrzest Pański

 

Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

(Marek 1,6b-11)

 

Chrzest Janowy jest znakiem uznania prawdy o swoim grzechu. Jan demaskuje czyny, które sprzeciwiają się Prawu, a radykalizm jego życia i działalności sprawia, że większość nie potrafi przejść obojętnie wobec tego, co głosi. Ale Jan nie wprowadza nic nowego do tradycji Izraela. On wyłącznie demaskuje nieprzestrzeganie Prawa i hipokryzję religijnych elit. Ale już to wystarcza, aby jego osoba i jego nauczanie stały się przyczyną opozycji i nastawania na jego życia. A przecież ci, którzy zlekceważyli Janowe wołanie codziennie używali Prawa jako uzasadnienia wszystkich swoich decyzji i czynów. Jan nie mówił nic nowego. On przypominał swoim kompatriotom to, co winno stanowić fundament ich codziennego życia: Bóg nie znosi grzechu, ale kocha nawracającego się grzesznika. Taki jest sens głoszonego i sprawowanego przez Jana obmycia w wodach Jordanu.

 

Ale Jan jest świadom, że treść jego wezwania do nawrócenia, nie jest ostatecznym celem Bożego działania. Poznanie grzechu, zdolność oskarżenia samego siebie za popełnione zło, pokorne poddanie się rytuałowi proroka, który nie należy do mainstreamu religijnego, nie wystarczają, aby być zbawionym. Czyż zrozumienie tego nie będzie powodem skandalu dla wszystkich, którzy recytują „Spowiadam się” i szczerze biją się w piersi, przypominając sobie kłamstwa, kłótnie, kradzieże i niesprawiedliwości popełnione „myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem” w mijającym tygodniu? Chrzest wodą, dosłownie „zanurzenie w wodzie”, nie daje zbawienia. Jan Chrzciciel pozostaje prorokiem konwenansów, nawet jeśli ich poziom jest mocno wyśrubowany. Jego przesłanie nie wychodzi poza ramy znanego faryzeuszom przesłania: czyń dobro, które Bóg ci nakazuje, a w nagrodę otrzymasz zbawienie; czyniąc zło, potępisz siebie.

 

Naiwnie rozumując misję Jana możemy zredukować do wytykania grzechów swoim rodakom, a zwłaszcza elitom. Któż z nas nie odczuwa satysfakcji widząc, iż w końcu ktoś publicznie wypomina niesprawiedliwości i grzechy, które są w swych konsekwencjach uciążliwe dla nas. Ale Jan wie, że jego misja, czyli ukazanie grzechu i wezwanie do pokuty, to dopiero wstęp do tego, co Bóg przygotował dla swego ludu. Jan nie ma wątpliwości, że zbawienie nie jest zasługą samo-oskarżycieli. Sztuka przyznawania się do swoich nieprawości, tudzież publiczna samokrytyka, nie otwierają bram Nieba, nawet jeśli wielu pobożnych i zaangażowanych chrześcijan znajduje szczególne upodobanie w piętnowaniu własnych nieprawości. Dla wielu z nich takie akty są wyłącznie uprawomocnieniem do oskarżania i potępiania swoich bliźnich, z którymi są w stanie permanentnej rywalizacji.

 

Jan zapowiada dar Duch Świętego, chrzest w Duchu, zanurzenie w Ducha. Jego sprawcą jest wyłącznie Chrystus. To On zanurza w Ducha Świętego. A Jego dziełem nie jest potępienie, ale sprawienie, że „celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego”. Czy w takim razie deklarowana przez Jana niegodność rozwiązania rzemyka u sandałów jest z jego strony brakiem zasług przed Bogiem? Czy Janowi nie dostaje postów, wyrzeczeń, samotności, radykalizmu lub wierności Bożym przykazaniom? A może jednak Jan odkrywa w sobie brak siły, aby przemieniać życie grzeszników, aby „ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłać wolnymi”? Znajomość grzechu nie czyni nas sprawiedliwymi. Umiejętność oskarżania siebie i bliźnich, szczegółowe wypominanie popełnionego zła, nie jest znakiem Bożej sprawiedliwości.

 

Jan zapowiada Jezusa, który przychodzi zanurzyć się w wodach brudnych naszym grzechem. To Jezus bierze na siebie nasz grzech wchodząc do Jordanu. Jezus zanieczyszcza się grzechem swego ludu, który obmywał się w wodach Jordanu. I wówczas, kiedy wychodzi obarczony jarzmem niedopełnionego przez nas Prawa i ciężarem naszych niesprawiedliwości, Ojciec ogłasza, że to On jest Jego Synem, a Duch Święty zstępuje, aby objawić jedności z tym, który przyjął na siebie grzechy każdego człowieka. Jestem zbawiony, ale nie dzięki zdolności mówienia o moim grzechu, lecz dzięki Chrystusowi, który zanurza się w mój grzech. Ojciec, który nas kocha, pragnie nas uratować od śmierci zrodzonej z grzechu: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.”

 

Medytując chrzest Jezusa możemy „dopuścić się” parafrazy najpiękniejszej i najgłębszej katechezy o naszym chrzcie. My bowiem przez chrzest „zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć, (…) zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. (…) zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, (…) dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu.” Chrystus przez swój chrzest zanurzył się w nasz grzech, pogrzebał się w naszej niesprawiedliwości, obarczył się … dalej już nie trzeba parafrazy, bowiem On „obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.” Poprze chrzest Jezusa wkracza w tragiczną rzeczywistość naszego grzechu, aby bez naszych zasług dać nam w darze życie, zdolność do miłowania.

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO: