Baranek, który jest Pasterzem PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 18 stycznia 2015 08:15

II Niedziela Zwykła, Rok B

 

CZYTANIA: 1 Sm 3, 3b-10. 19; Ps 40 (39), 2 i 4ab. 7-8a. 8b-10; 1 Kor 6, 13c-15a. 17-20; J 1, 35-42

 

Już należenie do grona uczniów Jana musiało być aktem dość ekstrawaganckim, ale kiedy Jan wskazuje na Jezus i mówi o Nim, że jest umiłowaną przez Boga ofiarą, której składanie sprawia Bogu przyjemność, to uczniowie nie mogą się powstrzymać i podążają za Jezusem, aby mu postawić pytanie, które w języku dzisiejszych emocji brzmiałoby jakoś tak: „Człowieku, skąd tyś się wziął?” Ale nie ma w tym pytaniu najmniejszej złośliwości, lecz niesamowita fascynacja. Uczniowie Jana są oczarowani Nauczycielem, który przekracza religijne konwenanse i budzi zgorszenie swoją miłością do grzesznych bogaczy i bliskością z nieobyczajnymi kobietami. Dlatego pytanie uczniów pozwolę sobie „przetłumaczyć” jeszcze inaczej: „Coś ty za jeden? Powiedz nam! Nigdy w życiu nie spotkaliśmy kogoś takiego, jak Ty!”

 

 

 

Jezus nie odpowiada na pytanie dwóch uczniów Jana, ale pozwala im doświadczyć tego, kim jest. Jest to pedagogia, która nie liczy na siłę się perswazji i argumentów, ale otwiera swoje życie przed drugim człowiekiem. „Chcesz mnie znać? Chodź i zobacz, kim jestem i jak żyję!” Doświadczenie zastępuje długie godziny wykładów i dyskusji. Dom Jezusa nie jest miejscem ucieczki i schronienia, to nawet nie jest jakieś ściśle określone miejsce posiadające adres: «Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć». Ojcowie Kościoła dopowiedzą, że dopiero na krzyżu Jezus znajdzie oparcie dla swej głowy. Ale zanim to nastąpi Jego dom to przestrzeń obecności dla innych, gdzie Jezus daje się swoim uczniom. To miejsce, które przyciąga, które sprawia, że chcemy o nim mówić innym, że chcemy tam zaciągnąć najbliższych.

 

Otwórz twój dom, pozwól innym wejść do „tajemnych komnat” twojego życia. Niech zobaczą i doświadczą, gdzie mieszkasz. W obłokach pięknej pobożności, która czyni z ciebie tak nieznośną osobę, że tylko zarozumiałe przekonanie o mocy twej wiary pozwala ci znosić uporczywą samotność? A może zamieszkujesz nieznośną pychę własnej doskonałości i nieomylności? I dlatego ani współmałżonek, ani dzieci, ani parafianie nigdy nie zbliżają się do ciebie. A ty to sobie rekompensujesz przekonaniem, że „głupcy się mylą, ale ja do nich nie należę, a ceną posiadania racji i niezależności jest niezrozumienie ze strony innych”. A może mieszkasz w otchłaniach samopotępienia i własnego nieudacznictwa? I nikt nie jest w stanie przebywać u ciebie, bowiem wylewasz na jego głowę wiadra własnej goryczy, za którą obwiniasz każdego, kto trafi w orbitę twych znajomości. I nieważny powód. Bo „wszyscy faceci tacy są”, bo „baby są głupie”, bo „to wszystko nie ma sensu”, bo „i tak nic się nie zmieni”, bo „świat gardzi słabymi”, etc., etc.?

 

Ale sercem dzisiejszej Ewangelii nie jest zrodzenie przekonania, że mamy być jak Jezus, że jak ktoś się do nas zbliży, to ma być zafascynowany naszą wiarą i miłością Boga, tak, aby zaczął wprowadzać innych w krąg naszych bliskich. Jezus każdego z nas zaprasza, abyśmy przyszli do Niego. On nas powołuje do bycia razem z Nim. To nie nasz dom: świat, ojczyzna, miasto, mieszkanie, ludzkość, naród, wspólnota i rodzina. To Jego dom, w którym On zamieszkuje. To On nas zaprasza, abyśmy odkryli, gdzie On mieszka. Byśmy doświadczyli życia we własnej rodzinie, jako życia w Jego rodzinie. Aby nasze wspólnoty stawały się miejscem, gdzie On przebywa i gdzie On zaprasza. My nic nie tworzymy, to On jest Panem domu i pragnie byśmy przyszli i zobaczyli, gdzie On mieszka.

 

Doświadczenie, które Jezus chce nam dać, to odkrycie w Nim Zbawiciela, który jest odpowiedzią na najgłębsze i najtrudniejsze pytania. A z drugiej strony to Jego wejrzenie na nas, na naszą naturę. Słowa: „ty jesteś Szymon, a teraz będziesz zwał się Piotr” nie są literacką kosmetyką życia apostoła. To jest nowy początek, powtórne narodziny, których ojcem i położnikiem jest sam Bóg. On rozpoznaje i akceptuje naszą naturę, nasze imiona obarczone słabościami, grzechami, buntami, niepewnością i nieporadnością. I każdemu z nas nadaje imię nowe. Nie trzeba czekać na koniec świata. Apokalipsa jest naszą księgą, księgą Kościoła, a tam jest obietnica, że „dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto je otrzymuje.” Owocem spotkania i zamieszkania z Jezusem jest intymność, której już niczym nie da się zastąpić. Relacja, która nadaje sens wszystkim innym relacjom. Dlatego każdemu z nas Jezus powtarza: „chodź, a zobaczysz!” Ale czy my chcemy? Czy rzeczywiście w natłoku idei i propozycji tego świata, jesteśmy zafascynowani Jezusem na sposób uczniów Jana, by Go zapytać: „Panie, gdzie mieszkasz?”

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: poniedziałek, 19 stycznia 2015 11:40