PIĘKNO SZCZERYCH PYTAŃ PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 17 stycznia 2015 23:09

II Niedziela zwykła, Rok B

 

Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr.

(Jan 1,35-42)

 

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam moment szczególny. Oto uczniowie Jana stają się uczniami Jezusa. Ile wolności muszą w sobie mieć wszyscy, by rozstać się bez pretensji i żalu. Zmiana szkoły, mentora, mistrza duchowego, wychowawcy jest czymś naturalnym i uprawnionym, gdy uczeń odkrywa, że jego dotychczasowy nauczyciel już mu nie wystarcza; że już nie stawia nowych pytań lub nie odnajduje wystarczających odpowiedzi. Człowiek ma nie tylko prawo to zrobić, ale wręcz moralny obowiązek, ponieważ uczciwość poznawcza nie pozwala zatrzymać się w połowie drogi.

Jedna mądrość zostaje zastąpiona inną. Mądrość się nie obraża tylko dlatego, że ktoś ma odwagę iść dalej i szukać głębiej. Jednym z wielu przykładów może być odejście Arystotelesa ze szkoły platońskiej i stworzenie własnej, w IV wieku przed Chrystusem. Wiele prawd zostało obalonych siłą poznania. Najpierw mylnie sądzono, że ziemia jest płaska. Gdy odkryto, że nie tylko jest kulista, ale również wykonuje dwa ruchy równocześnie (obrotowy i obiegowy), nikt nie powtarza wcześniejszych poglądów, jeśli nie chce okazać się dyletantem i narazić na śmieszność. Pierwotnie uważano, że Ziemia jest nieruchomym centrum wszechświata, potem, że jest nim Słońce. Powszechnie obowiązująca teoria względności neguje wcześniej przyjmowane modele poznawcze. Tak, jak nie można sporządzić mapy obejmującej całą powierzchnię Ziemi bez deformacji, tak nie można stworzyć jednego punktu odniesienia dla całego wszechświata, a jedynie dla skończonych przedziałów czasu i ograniczonych obszarów przestrzeni. A to oznacza, że nikt, poza Bogiem, nie jest w stanie określić wielkości kosmosu.

 

Krzysztof Kolumb odważył się płynąć w kierunku przeciwnym do powszechnie przyjmowanego. Odważył się kwestionować przyjęty porządek w imię intuicyjnie wyczuwanej prawdy. Życie potwierdziło, że miał rację. Dzięki odwadze myślenia wiemy, że to nie krew, lecz geny są siedliskiem życia i że świat będzie miał swój koniec, podobnie jak miał swój początek. Jean-Francois Champollion zakwestionował naukowy dogmat, że hieroglify na zawsze pozostaną nieczytelne. Stał się pierwszym badaczem, który sprawił, że to tajemnicze pismo przemówiło. Przykłady można mnożyć, ale nie o to chodzi. Jeśli odwaga myślenia połączy się z pokorą myślenia, niemożliwe, by człowiek rozminął się z prawdą. Po prostu, mądrość ludzka każe pytać, niekiedy wchodzić w spór, a przede wszystkim każe szukać argumentów. „Tylko mania wielkości może nasz niesłychanie słaby umysł czynić sędzią dzieł Bożych i wszystko we wszechświecie, co nie służy naszemu pożytkowi, uważać za próżne i zbędne”. Tak mówił Galileusz, człowiek, który stanął na rozdrożu wiary i nauki. Osądzony, skazany i po prawie 400 latach zrehabilitowany.

 

Jan Chrzciciel oddaje swoich uczniów Jezusowi w całkowitej wolności i pokorze. Nieco dalej mówi wprost, że człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba; że on sam jest jedynie przyjacielem Oblubieńca; że jego radość doszła do szczytu; że on ma się umniejszać, by Chrystus mógł wzrastać (por. J 3, 27n). Jan widzi, że został wezwany do całkowitej kenozy. Nikogo i niczego nie powinien i nie chce zatrzymać dla siebie. Nie mówi, że to jego uczniowie i nikt nie ma prawa mu ich zabierać. Tak jak od Boga ich otrzymał, tak Bogu ich oddaje. Zapewne rozbudził ich duchowo, wzbogacił intelektualnie, przygotował, skupił na istocie wiary, ale w końcu oddaje ich Jezusowi Chrystusowi.

 

Wszystko, podobnie jak nic, to są słowa, do których niczego nie można dodać. Wszystko oddać Bogu, to znaczy niczego nie zostawiać dla siebie! Co za radykalizm! Ta metodycznie przeprowadzana kenoza służy jednemu: wyzwoleniu Jana, by mógł na końcu oddać życie jak męczennik. Gdzie my jesteśmy z naszą połowicznością, tysiącami kompromisów, chodzeniem na skróty i ciągłymi unikami przed jednoznacznością? Jezus pyta nas: „Czego szukacie?”. Mogli odpowiedzieć różnie, że szukają: wiary, sensu życia, prawdziwej miłości, nadziei, prawdy itp. Oni tymczasem chcą się przekonać, gdzie mieszka On, wielki Bezdomny! Niebawem staną się świadkami scen, kiedy nie do końca świadomi swoich pragnień ludzie, którym wydaje się, że gotowi są pójść za Jezusem wszędzie, usłyszą coś, co ich rozczaruje i skutecznie zniechęci: „Lisy mają nory, ptaki powietrzne gniazda, a Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie mógłby głowę oprzeć” (Mt 8,20).

 

Człowiek nie może nie wiedzieć, jakie są jego najgłębsze pragnienia; co jest tym ogniem, który go rozpala, oczyszcza lub spopiela. Wielu ludzi nie zna i boi się poznawać swoje pragnienia. Woli je raczej tłumić, wmawiać sobie, że ich nie ma lub że są nieważne, gdy tymczasem głośno w nim krzyczą, dopominając się zaspokojenia.

 

Już wiemy, czego uczniowie Jana szukali u Jezusa. A czego my szukamy? Tak szczerze, bez owijania w bawełnę! Czy mamy odwagę mówić wprost do Boga o swoich najgłębszych, najbardziej wstydliwych i trudnych do akceptacji pragnieniach? Można odnieść wrażenie, że pytanie Jezusa trochę apostołów zaskoczyło i zdezorientowało. Pewnie w synagodze żaden rabin nigdy ich w ten sposób nie pytał. Może ich relacja z Bogiem to dwa wielkie monologi. Pierwszy – monolog Wszechmocnego wyrażony w Słowie Bożym, drugi monolog to modlitwa każdego z nich. Pan Bóg swoje, człowiek swoje. Nawet nie dochodzi do żadnych spięć, wszystko dzieje się grzecznie i poprawnie. „Ugrzeczniona” wiara to problem bardzo wielu ludzi, nie tylko świeckich. Wielu pasterzy chce mieć grzeczne, potulne owieczki, które nie zadają żadnych, a przynajmniej trudnych, pytań. Można odnieść wrażenie, że w tak rozumianej i przeżywanej wierze chodzi o to, by nikt nikogo o nic nie pytał. Ale czy możliwa jest wobec tego jakakolwiek więź? Wiem, że wielu ludzi szokuje niezwykle bezpośredni sposób przepowiadania Słowa Bożego. Mówienie wprost, stawianie pytań wprost, dosłowność wydaje się czymś niestosownym, poniekąd rodzajem religijnej przemocy. Jakie jest najczęstsze, najbardziej natrętne pytanie, które zadajesz Bogu? Jakie pytanie jest, twoim zdaniem, najtrudniejsze lub najważniejsze w procesie wiary? Pan Bóg naprawdę nie boi się naszych pytań. On wie, że one w nas są i dają się nam we znaki.

 

Jan mówi o Jezusie: „Oto Baranek Boży”. W długiej tradycji biblijnej baranek jest najważniejszym zwierzęciem ofiarnym. Trzy księgi biblijne mówią szczególnie mocno o baranku: Księga Wyjścia, gdy przedstawia nam wydarzenie Paschy, Księga Izajasza, gdy wskazuje Cierpiącego Sługę Jahwe i Apokalipsa, gdy ukazuje nam liturgię i chwałę Baranka paschalnego. Jan Chrzciciel w oczywisty sposób mógł nawiązywać jedynie do tekstów starotestamentalnych, ale sam fakt, że spośród tylu możliwych tytułów właśnie tytuł Baranka został przez niego wybrany, świadczy o pełnym rozpoznaniu tożsamości Jezusa.

 

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje jeszcze jedną ważną rzecz, a mianowicie to, że drugi człowiek może odegrać ważną rolę w procesie czyjejś wiary. Ewangelia św. Jana jako jedyna pokazuje, że powołanie Piotra poprzedzone jest świadectwem jego brata Andrzeja. Przywykliśmy, że następcy św. Piotra jakby nie potrzebują niczyjego pośrednictwa; że kto jak kto, ale papież nie musi brać pod uwagę opinii i świadectwa innych; że niejako jest samowystarczalny na drogach wiary. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że jest inaczej. Świadectwo innych jest potrzebne następcy Piotra, by jego wiara nie była oderwana od wiary wspólnoty. Tak jak Piotr, tak i jego następcy nie mogą pozwolić sobie na żaden indywidualizm. My także nie!

 

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl