POWOŁANIE OWCY I PASTERZA ZARAZEM PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 25 stycznia 2015 08:09

III Niedziela zwykła, Rok B

 

CZYTANIA: Jon 3, 1-5. 10; Ps 25 (24), 4-5. 6-7bc. 8-9; 1 Kor 7, 29-31; Mk 1, 14-20

 

Ankieta, przeprowadzona na temat postrzegania kapłaństwa przez licealistów i studentów na przestrzeni lat 1983 – 2005, pokazuje kilka niepokojących tendencji. Po pierwsze, coraz mniej młodych ludzi widzi konieczność Bożego wezwania. W roku 1983 konieczność tę dostrzegało 79,8% ankietowanych, ale w 2008 r. już tylko 47,2%. Zastraszająco szybko rośnie odsetek tych, którzy uważają wezwanie Boże za zbędne (9,8% w 1983 r., 33,8% w 2008 r.) oraz niezdecydowanych (8,7 % w 1993 r., 15 % w 2008 r.). Młodzi twierdzą, że wystarczy, jeśli księża będą bardziej religijni i uczciwsi moralnie od swoich kolegów i koleżanek. Maleje również zapotrzebowanie na księży. W 1983r. obecności i posługi księdza zdecydowanie potrzebowało 53% badanych (31,8% w 2008 r.); raczej potrzebowało odpowiednio 15,9 % w 1983 r., 10,8% w 2008 r. Nie miało zdania odpowiednio: 10,4% w 1983 r. i 16,4% w 2008 r. Niestety, coraz więcej młodzieży nie chce mieć księdza w rodzinie: 22,4% w 1993 r., 36,8% w 2005 r. Widać jasno, że klimat, który panuje wokół powołań, mocno się zmienił i dalej będzie się zmieniał. To integralna część zmian religijnych, kulturowych i społeczno-obyczajowych Polaków. Czy i jakie wnioski Kościół w Polsce wyciąga z tych badań? Jest to niewątpliwe wyzwanie dla wszystkich ochrzczonych, choć w pierwszym rzędzie – dla powołanych!

 

Nie ma lepszych i gorszych powołań. Są natomiast powołania prawdziwe i pozorne; powołania przeżywane autentycznie i takie, w które wkradł się fałsz i udawanie. Powołanie to bardzo złożony proces. Po pierwsze, człowiek musi się w ogóle urodzić, co w dobie antykoncepcji, środków wczesnoporonnych i niżu demograficznego nie jest takie oczywiste! Po drugie, musi być wychowywany w wierze i przyjąć sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego. Tutaj też Bóg musi pokonywać wiele trudności, leczyć rany zadane przez rodzinę, podwórko, rówieśników, sąsiadów, towarzystwo, pozornych chrześcijan, prawdziwych wrogów, publicznych gorszycieli, a nierzadko uleczyć duchowe samookaleczenia. Po trzecie, kandydat musi poczuć wezwanie, rozeznać głos Boga w chórze wszystkich dochodzących do niego głosów. W końcu Bóg nie jest jedynym, który do niego mówi. Święty Paweł twierdzi:

 

"Sam demon podaje się za anioła światłości!"

(2 Kor 11,14)

 

Po czwarte, kandydat musi zrobić sensowny użytek z wolności i tak jak został przez Boga wybrany, również musi wybrać Boga. Często wiąże się to z koniecznością osobistego nawrócenia. To nie przypadek, że zanim Jezus powołał apostołów, najpierw wezwał ich do nawrócenia. Najpierw mówi: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, potem: „Pójdźcie za mną!”. Nawrócenie jest ważniejsze niż wszelkie charyzmaty, dary języków, uzdrawianie, a nawet cuda. To prawda, niewielu odkrywa swoje powołanie, ale boję się, że jeszcze mniej osób odkrywa konieczność i możliwość nawrócenia. Niewielu ludzi interesuje się na poważnie własnym nawróceniem. Wszyscy są gotowi zmieniać wszystko i wszystkich wokół i nawet wiedzą, dlaczego powinni się zmieniać. O wiele gorzej jest z naszym, osobistym nawróceniem!

 

Wreszcie kandydat musi się przygotować do życia w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie, do codziennej dyspozycyjności dla wspólnoty Kościoła, do oddania całego potencjału swojej osoby, do codziennego szukania świętości. Kandydat ma poniekąd udowodnić władzom seminaryjnym i biskupowi, że trzy argumenty przemawiają za dopuszczeniem go do święceń: autentyczna wiara porównywalna z doświadczeniem postaci biblijnych, autentyczne powołanie, czyli że został wezwany mimo wad, lęków i nierzadko grzesznej przeszłości oraz czyste intencje, czyli nie traktuje powołania jak trampoliny, która ma go wynieść na szczyty kariery, bogactwa czy popularności. To kandydat ma udowodnić swoją zdolność do święceń, Kościół natomiast tylko rozeznać i potwierdzić. A ponieważ nikt nie jest sędzią w swojej sprawie (łac.: nemo iudex in sua causa), dlatego nieodzowne jest podwójne spojrzenie na wszelkie poczynania kandydata: od strony wewnętrznej (spowiednik) i tzw. przełożony zewnętrzny (wychowawca seminaryjny). Zgodność świadectwa dwóch świadków sprawia, że człowiek zyskuje niezbędny pokój wewnętrzny i z radością realizuje swoje powołanie — nawet w najcięższych sytuacjach życiowych.

 

Jeszcze trzeba wykluczyć przeszkody, których nie widać gołym okiem w Ewangelii, bo są opowiedziane implicite, czyli między wierszami. Kościół przez wieki je definiował jak np. wszelkie formy amencji lub choroby psychiczne; przestępstwo apostazji, herezji, schizmy; usiłowanie zawarcia małżeństwa; dobrowolne zabójstwo, spędzenie płodu i współdziałanie w tym czynie; zranienie siebie lub innych, próba odebrania sobie życia; sprawowanie urzędu lub zarządu zakazanego duchownym. Kościół dopuszcza do święceń ludzi słabych i świadomych swoich słabości, bo tylko tacy chodzą po tej ziemi, ale oczekuje, że słabość uczynią przestrzenią, w której zwyciężać będzie łaska Boża. W przeciwnym razie powołani dygotać będą między cynizmem, strachem, a rozpaczą.

 

Intrygującą kwestią pozostaje fakt, że Jezus nie powołał nikogo z lewitów ani z grona kapłańskiego. Ci, którzy uchodzili za wybranych, nie zostali wzięci pod uwagę. Pominięci na oczach wszystkich musieli odebrać to jak swoisty policzek wymierzony salonowi, elitom religijnym i ówczesnej klasie politycznej! To nie jedyny kontrowersyjny wybór, jakiego dokonał Pan Bóg w dziejach zbawienia. Bóg potrafi zaskakiwać i czasem więcej powie przez usta jednego pokornego laika niż przez wielkie gremia wielebnych prałatów.

 

Niedawno pewien katolik relacjonował mi zachowanie swojego proboszcza, któremu w grzeczny sposób przeciwstawił się w jakiejś dyskusji o Kościele. Mówiąc wprost, owca nie przyznała racji pasterzowi. Odważyła się mieć inny, własny pogląd. Proboszcz wtedy wstał od stołu ze słowami: „Nasz kościół jest za mały dla nas dwóch!” i wyszedł. Owca zdążyła tylko nieśmiało powiedzieć: „Wystarczy w nim miejsca dla wielu takich jak ksiądz i wielu takich jak ja”. Nietrudno zgadnąć, kto ma rację! Oby więcej było takich owiec!

 

 

PS. Ankietę możemy znaleźć w Przeglądzie Religioznawczym nr 2(248) 2013.

 

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl