Uzdrowiciel, który nie chce być znaleziony? PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 08 lutego 2015 13:21

V Niedziela Zwykła, Rok B

 

 

CZYTANIA: Job 7, 1-4. 6-7; Ps 147A (146), 1-2. 3-4. 5-6; 1 Kor 9, 16-19. 22-23; Mk 1, 29-39

 

 

Szabat Jezusa jest pracowity. Najpierw nauczanie i egzorcyzmy w synagodze, następnie uzdrowienie w domu Szymona. Ale taki jest sens szabatu. To Bóg działa, a człowiek może w Nim odpocząć: „To będzie znak wiekuisty między Mną a Izraelitami, bo w sześciu dniach Pan stworzył niebo i ziemię, a w siódmym dniu odpoczął i wytchnął.”; „Przez sześć dni będzie się wykonywać pracę, ale dzień siódmy będzie szabatem odpoczynku, poświęconym Panu, i dlatego ktokolwiek by wykonywał pracę w dniu szabatu, winien być ukarany śmiercią.” Odpoczynek szabatu jest znakiem ufności pokładanej w Bogu. Tego dnia człowiek nie musi pracować, bowiem Bóg troszczy się o niego. „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu.” Dzień szabatu jest potwierdzeniem przymierza, które jest źródłem najwyższego poczucia bezpieczeństwa: „Trwaj w przymierzu twoim i bądź mu oddany, a wypełniając je zestarzej się!”

 

Jezus „wymyka się” z domu Szymona i Andrzeja, aby być w komunii z Ojcem i kontynuować swoją misję, co w konkretnej sytuacji oznacza pozostawienie tłumu chorych i opętanych bez uzdrowienia. Odejście Jezus ma wyraźny cel: nauczać, „bo na to wyszedłem”. Bóg pragnie naszej wolnej odpowiedzi na Jego powołanie, a nieuleczalna choroba to przymus. Czasownik przetłumaczony „nauczać” to greckie „kerysso”, głosić, obwieszczać naukę, głosić kerygmat. Nie jest to objaśnianie rzeczywistości, ale głoszenie z mocą. „Kerysso” jest ulubionym czasownikiem Marka i pojawia się w jego ewangelii częściej niż u pozostałych synoptyków. Dla drugiego Ewangelisty jest niezmiernie ważne pokazanie, że Jezus mierzy się z chorobą człowieka i jego zależnością od demonów mocą głoszonego słowa. I nie są to działania prowincjonalnego rabina, ale dzieło oficjalnego wysłannika, herolda ogłaszającego rzeczy najwyższej wagi, z autorytetem i mocą. Wobec „kerysso”, głoszenia kerygmatu, nie można pozostać obojętnym. To przyjęcie lub odrzucenie tego, co władca obwieszcza swoim poddanym. Jeśli odrzucam skierowany do mnie kerygmat staje się nieprzyjacielem Tego, który wysłał swojego Herolda.

 

Moc Jezusowego kerygmatu przywraca właściwy porządek rzeczy w świecie. Chorzy wracają do zdrowia, demony są demaskowane i wyrzucane. Ale kerygmat głoszony przez apostołów jest czymś więcej. To dopełnienie stworzenia. Piotr głosił: „Nawróćcie się (…) i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego.” Nie wolno zapominać, że chrzest oznacza zanurzenie w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Bez śmierci i zmartwychwstania Jezusa stworzenie nie może odnaleźć swej pełni. Bez głoszenia kerygmatu i prowadzenia do wód chrztu wszechświat cierpi, „bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych.” Dzieło Chrystusa jest tak wielkie, tak nieodzowne dla nas, że Kościół ma odwagę, celebrując najważniejszą noc w dziejach świata, śpiewać pochwałę grzechu: „O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!”

 

Tłumy przychodzące po zmierzchu pod dom Szymona i Andrzeja oczekują od Jezusa rozwiązania konkretnych problemów. Oni zachowują nakaz spoczynku w szabat i przynoszą swych chorych po zmierzchu, po zakończeniu szabatu, kiedy już wolno podjąć pracę. Zupełnie jak w tekście z musicalu Jesus Christ Superstar: „Spójrz na nasze oczy, byśmy mogli widzieć, spójrz na nasze strupy, byśmy mogli chodzić. Wierzymy, że możesz nas uzdrowić. Popatrz na język, byśmy mogli mówić.” Dzieło Jezus jest odbierana tylko w jednym wymiarze. Dlatego Jezus oddala się, aby nie dopuścić do takiego spłaszczenia Jego misji. Uzdrowienia i egzorcyzmy to znaki mocy głoszonego kerygmatu, a nie cel sam w sobie. Wobec napływającej rzeki chorych Jezus oddala się, aby na modlitwie do Ojca powrócić do istoty swego dzieła. W intymności nocy, w godzinach porannego kryzysu, kiedy jesteśmy gotowi wszystko obiecać, byle zostawiono nas w spokoju, Jezus wychodzi na modlitwę i już nie powraca do domu Szymona i Andrzeja. Idzie dalej, aby głosić Dobrą Nowinę.

 

Jakie miejsce wyznacza dzisiejszy świat Jezusowi? Ma zajmować się najbiedniejszymi materialnie, którzy nie mogą liczyć na opiekę żadnych instytucji społecznych i państwowych? Troszczyć się o tych, którzy nie dają żadnej nadziei na zysk, ani materialny, ani w budowaniu swej popularności medialnej? Przyjąć na siebie ciężar odpowiedzialności za tych, którzy są nieużyteczni, ani dla polityków, ani związkowców, ani samorządowców i dlatego nikt się nimi nie zajmuje? Czy przypadkiem sami nie chcemy wtłoczyć Jezusa w ramy „ostatniej deski ratunku”, kiedy zawiodą nas wszystkie znane i dostępne nam środki? Co nas trzyma przy wierze w Jezusa? Strach, przyzwyczajenie, tradycja, nieuświadomione lęki ukryte pod pobożnymi rytuałami? Właśnie takich ludzi Jezus pozostawia przed domem Szymona i Andrzeja, i idzie dalej, aby ogłaszać moc Boga nad życiem każdego człowieka. Idzie, aby wzywać do nawrócenia chorych i zdrowych, biednych i bogatych, pobożnych i grzeszników, głosić Ewangelię, „jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego”.

 

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO: