Czy chcemy być oczyszczeni? PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 15 lutego 2015 15:28

VI Niedziela zwykła, Rok B

 

CZYTANIA: Kpł 13, 1-2. 45-46; Ps 32 (31), 1-2. 5 i 11; 1 Kor 10, 31 – 11, 1; Mk 1, 40-45

 

Jezus czyni to, o co prosi trędowaty, ale trędowaty nie czyni tego, o co prosi Jezus. Dzieło Jezusa przerasta racjonalną percepcję człowieka. Doświadczając ogromu łaski, uzdrowiony człowiek nie potrafi ograniczyć siebie nakazami i restrykcjami Prawa. On doznał miłości od konkretnej Osoby. Bóg dla niego nie jest ideą dobroci, miłości, sprawiedliwości czy prawa. To Osoba, która pochyla się nad jego cierpieniem, dotyka jego ropiejących ran, okazuje mu czułość, której nigdy wcześniej nie doświadczył. Obliczem Boga nie jest świątynny kult, rytuały, kadzenia i ofiary, nie są nim także ani kapłani, ani znawcy Prawa, potrafiący wyjaśnić każdą kwestię grzechu i zasługi przed Bogiem. Bóg dla niego jest pełnym miłosierdzia lekarzem, który nie pozostaje obojętny wobec cierpienia. Bóg jest Ojcem, który swoim dzieciom ukazuje miłosierne oblicze.

 

 

 

Dzisiejszego trądu nie szukajmy w katalogu zakaźnych i nieuleczalnych chorób. Jego symboliczny charakter kieruje nas raczej w stronę tych zjawisk, które uśmiercają człowieczeństwo. Ja odnajduję jego niszczący charakter w indywidualizmie i materializmie współczesności. Prawdziwy gorzki korzeń, który zatruwa relacje społeczne i szansę na szczęście. Ale różnica pomiędzy trędowatym a współczesnym społeczeństwem jest jednak ogromna. Chory, spotykając Jezusa pragnie, aby On przywrócił mu zdolność życia w społeczeństwie. Choroba, która byłą przyczyną odrzucenia, izolacji i powolnego umierania nie jest zasymilowana przez trędowatego. On szuka każdej nadarzającej się okazji, aby się od niej uwolnić. A kiedy słyszy o Jezusie, idzie do Niego i pokornie poddaje się Jego woli. „Jeśli chcesz, …” jest wyrazem najwyższego zaufania dobroci Jezusa i Jego miłosierdziu. Jezus „nie może” nie chcieć dobra dla człowieka.

Współczesny trąd, czyli przyczyna izolacji, zniszczenia relacji i powolnego obumierania człowieczeństwa w każdym z nas, raczej rzadko jest denuncjowany, jako śmiertelne zagrożenie. Trąd współczesności zachwyca i pociąga kolejne pokolenia. Żyć dla siebie, skupić na sobie uwagę innych, nie mieć zobowiązań ani wobec rodziny, ani wobec społeczeństwa, być autonomicznym i niezależnym wobec wszelkich systemów wartości, cieszyć się wolnością czynienia tego, co mi się podoba. Paradoks polega na tym, że ci, którzy takimi postawami i poglądami negują potrzebę międzyludzkich więzi, współdzielenia wartości i życia dla innych, sami są zakładnikami pragnienia uznania i podziwu ze strony innych. Oni nie potrafią żyć nie skupiając na sobie uwagi innych.

Jaką wartość mają wszelkie „wyczyny” nie tylko na granicy rozsądku, ale często przekraczające te granice, jeśli nie byłoby mediów, które to nagłośnią? Dlaczego ci, którzy dokonują ekstremalnych osiągnięć zawsze szczegółowo sprawdzają czy kamera dokładnie zarejestruje to, co, jak mniemają, czynią wyłącznie dla siebie, kpiąc z fundamentów życia w społeczeństwie? Zawiłość uzależnienia poziomu adrenaliny od ilości osób, które staną się świadkami „nadzwyczajności” sprawiają, iż wielu poszukiwaczy silnych doznań neguje zupełnie te zależność, a ogłupiałe tłumy „oglądaczy” z nabożnym podziwem adorują swoich idoli sportu, kultury, polityki, biznesu, etc, nie rozumiejąc, że właśnie przyczyniają się do utrwalania kłamstwa, że w indywidualizmie i materialnym zabezpieczeniu kryje się źródło szczęścia człowieka.

Trąd dzisiejszego świata jest tak trudny do uleczenia, bowiem jest upragniony przez wielkie rzesze. We współczesnym trądzie, w indywidualistycznym materializmie, współczesny człowiek upatruje szansę na zaspokojenie najwyższych potrzeb uznania i samorealizacji. Zniszczenie rodziny, kryzys szkolnictwa, kryzys polityki a w szczególności polityków, to owoce indywidualistycznej i egoistycznej wizji życia. Życia, które nie służy budowaniu przyszłości, ale wyłącznie aktualnej, jak największej konsumpcji wszelkiego rodzaju dóbr. Istnienie dla siebie samego i dla zaspokojenia swoich aspiracji sprawia, że znajdujemy się w więzieniu, którego nie chcemy opuścić.

Dlatego potrzebujemy, aby Jezus przyszedł do nas. Aby nas odzyskał. Aby mocnym słowem demaskował kłamstwa, które głęboko zagnieździły się w naszym sercu. Aby powiedział nam, „Chcę, bądź oczyszczony z twojego indywidualistycznego i materialistycznego spojrzenia na świat i na człowieka!” I chociaż prawo religii przewidywało możliwość uzdrowienia z trądu, posiadając specjalny, świątynny rytuał na tę okoliczność, to ten, który doświadczył uzdrowienia nie potrafi ograniczyć się do religijnej ceremonii. On zaufał Osobie, dlatego nie odnosi się do Prawa, ale ogłasza, że Jezus go ocalił. Prawo religii możemy łatwo nagiąć do naszych wizji zaspokajanie potrzeb. Osoba staje na drodze takiemu rozumieniu Prawa. Osoba domaga się relacji, odpowiedzi. Osoba prowokuje wyjście z naszego egoistycznego kręgu samozadowolenia.

Jezus jest tą Osobą, która ma moc wyzwolenia nas z naszego zamknięcia. On Jedyny może i chce uwolnić nas z izolacji, stworzonej lękiem przed drugim, nad którym nie potrafimy zapanować i podporządkować go sobie. Poddając się woli Jezusa, przyjmując Jego „Chcę!”, dokonuje się w nas największe uzdrowienie. Ale czy my rzeczywiście wierzymy, że przyjmując indywidualistyczny sposób życia współczesnego świata, stając się niewolnikiem materialistycznego sposobu zaspokajania swoich potrzeb, jesteśmy trędowatymi współczesnego świta, którzy potrzebują uleczenia, którego tylko Jezus może dokonać?

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: poniedziałek, 16 lutego 2015 01:08