ŚWIĘTO, KTÓRE ZACZĘŁO SIĘ W GROBIE PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 04 kwietnia 2015 15:09

Święta Paschalne 2015

 

Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa. Wczesnym rankiem, w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?» Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży. Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca, siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły. Lecz on rzekł do nich: «Nie bójcie się. Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: „Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział”». One wyszły i uciekły od grobu; ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały.

(Mk 16,1-8)

 

Rodowody świąt i uroczystości są niezwykle ważne i pouczające. Wiele świąt roku liturgicznego Kościoła ma swój rodowód w objawieniach, w decyzjach biskupów, synodów, soborów czy papieży, podejmowanych pod wpływem zmysłu wiary Ludu Bożego (sensus fidei). Boże Narodzenie ma swoje źródło w radosnym fakcie narodzin, ale zmartwychwstanie – największe święto chrześcijan – swój rodowód wyprowadza z grobu, ze śmierci, a konkretnie z pokonanej śmierci, z Paschy! W taki dziwny sposób zaczynała wspólnota Wieczernika świętowanie największych tajemnic swojej wiary.

 

Musimy pamiętać, że dla Żydów pierwszy dzień po szabacie to dzień powszedni. To my, chrześcijanie, zrobiliśmy z niego święto, które jest matką wszystkich świąt, uroczystości i niedziel. Tak jest do dzisiaj – gdy jedni świętują najgłębsze treści swojej wiary, inni mają co najwyżej wolne w pracy, dłuższe spanko i przedłużony weekend. Pierwszy dzień po szabacie, czyli dzień ósmy albo pierwszy dzień nowego tygodnia, który otwiera wszystko. Niestety, w świadomości wielu ludzi niedziela nie tyle zaczyna nowy, co kończy stary tydzień. Stąd już blisko do stwierdzenia, że niedziela to zwieńczenie weekendu. Wolne soboty w dużej mierze niszczą przeżywanie niedzieli. Są czysto ludzkim pomysłem. Boży zamysł był i wciąż jest inny!

 

Wiele zawdzięczamy Marii Magdalenie i innym pobożnym niewiastom. Ich niepokój, bezsenność i prawdziwie kobiece zniecierpliwienie nie pozwalają spoczywać. Kiedy inni smacznie śpią, one nie mogą doczekać się świtu. Zwłaszcza dla Magdaleny ciemność, która spowiła Jerozolimę, jest nie do zniesienia. Ma dość ciemności w swoim życiu. Chce się z niej wyzwolić ostatecznie. Szuka więc światła dla samej siebie, ale też dla uczniów Jezusa i dla każdego z nas. Jednak najdziwniejsze jest to, gdzie szuka światła! Nie w świątyni, nie w synagodze i nie w wieczerniku, lecz w grobie. Czy to nie paradoks, że kobiety szukają światła w najbardziej mrocznym miejscu z możliwych? Czy to nie paradoks, że szukają samotnie, jakby to światło było potrzebne tylko im? Czy inni, choćby Piotr, nie powinni szukać jako pierwsi? W ich poszukiwaniach światła piękne jest to, że one nie mając obowiązku, żyją niepohamowaną potrzebą odnajdywania światła. One jako pierwsze odkrywają, że największe święto ludzkiej historii zaczyna się w grobie, a dzień powszedni staje się świętem.

 

Nikt z nas nie świętuje Wielkanocy na cmentarzu. Dla nas od tego jest świątynia i dom, ołtarz i stół. Maria Magdalena i jej towarzyszki wracają na miejsce pogrzebu pośpiesznie przeżytego pod presją nadchodzącego święta. Może myślą o jakichś drobnych śladach i pamiątkach, tak jak my myślimy o relikwiach. Ale o wiele ważniejsze jest to, że ich niespokojne serca chcą się przekonać, czy miłość, której się oddały, jest silniejsza niż śmierć.

 

Pierwsze, co widzą, to nie tyle światło, ile odsunięty kamień. Najwyraźniej, jeśli człowiek ma szczere pragnienia, Bóg usuwa mu kolejne przeszkody na drogach wiary. Bóg usuwa wszystko to, co wydaje się niepokonywalnym problemem, ponieważ chce być poznawany przez człowieka. Bóg każdego prowadzi do wiary dojrzałej, mądrej i wytrwałej. Maria Magdalena i jej towarzyszki szukają światła jak mało kto. Wielu mogłoby się od nich uczyć. Szukają gorączkowo i może trochę chaotycznie. Zapewne ich poszukiwaniom brakuje „metodologii” poznania. W swoich poszukiwaniach na pewno są bliższe prostym ludziom niż wytrawnym teologom. Nie poznają Boga z ksiąg czy traktatów, ale z miejsc i zdarzeń.

 

Ciekawe jest i to, że anioł posyła ich do wspólnoty apostołów. Czemu do wieczernika, a nie do świątyni? Czemu nie do Kajfasza? Czemu nie do sanhedrynu? Czemu nie do uczonych w Piśmie i Prawie? Czy ci, którzy najgłośniej, najbardziej skutecznie kwestionowali osobę, nauczanie i czyny Jezusa, nie potrzebują świadectwa i świadków zmartwychwstania? Grozi im, że na zawsze zostaną zakładnikami swoich koncepcji Boga, mesjasza i zbawienia, a przy tym Bogu ducha winnych ludzi uczynią współwięźniami swoich poglądów i wierzeń.

 

Adresaci są konkretni: „uczniowie, a zwłaszcza Piotr”. Najwyraźniej Bóg w ten sposób mówi, że arcykapłani, sanhedryn i uczeni w Piśmie nie są już pasterzami, za którymi warto i należy iść. Bóg nigdy nie żartuje! Jezus mówi:

 

"Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie."

(Mt 20,32-33)

 

Oto teraz dochodzi do odrzucenia ślepych przewodników ślepych (por. Mt 15,14). Ta historia powinna być przestrogą dla wszystkich, zwłaszcza dla tych, którzy chcą lub muszą prowadzić innych drogami wiary. U proroka Ezechiela znajdujemy jeszcze bardziej dramatyczną i porażającą wypowiedź Boga, który mówi, że pasterze zostaną pozbawieni owiec. To szczególny rodzaj samotności:

 

"Zażądam z rąk pasterzy moich owiec, położę kres ich pasterzowaniu."

(Ez 34, 10n)

 

Kobiety jednak dały się pokonać zdumieniu (dosł. dezorientacji). Nikt wcześniej czegoś takiego nie przeżywał. One są pierwsze, w dodatku nieprzygotowane na takie odkrycie. Radość miesza się w nich z lękiem. Nie ma żadnej analogii do żadnego wydarzenia w historii biblijnej. O ile łatwiej byłoby, gdyby pusty grób odkrył ktoś inny! Tymczasem to one zostały przez Boga wezwane na pierwszych świadków i to w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

 

Po jakimś czasie Piotr i Jan, poruszeni świadectwem kobiet, otworzą wieczernik i sami staną się otwartymi ludźmi. Nie będą już dłużej trwać w bezruchu i milczeniu. Nie po to zostali powołani, by się zamknąć lub zejść do podziemia. Oni widzą, co się stało z duchowymi przywódcami judaizmu. Jeśli nie chcą podzielić ich losu, muszą być zawsze otwarci. Ile czasu upłynęło od odkrycia pustego grobu przez kobiety do odkrycia tego samego faktu przez mężczyzn? Nie wiemy. Każdy człowiek ma swój czas i jak mówił pewien rekolekcjonista:

 

"Miej cierpliwość, Bóg ze mną jeszcze nie skończył!"

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl