RANY NICZYM ŹRÓDŁA PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 11 kwietnia 2015 22:48

Druga Niedziela Wielkanocna - Niedziela Miłosierdzia Bożego

 

CZYTANIA: Dz 4, 32-35; Ps 118 (117), 1 i 4. 13-14. 22 i 24; 1 J 5, 1-6; J 20, 19-31

 

 

Bóg chce, byśmy nieustannie doświadczali Jego czułej i pokornej miłości. Jako żywo przypominamy wspólnotę uczniów poturbowanych wewnętrznie, zamkniętych z obawy przed Żydami lub …..! Wielokropek jest po to, by każdy z nas konkretnie nazwał źródło, przyczynę własnych obaw i lęków. Choć wiem, że można bać się nazywać źródło swojego strachu. Strach odbiera człowiekowi kilka rzeczy: poczucie bezpieczeństwa, pokój wewnętrzny, radość i nadzieję. Strach potrafi dosłownie zabijać.

 

W 1980 roku czasopismo naukowe „Science Digest” opisało przypadek nagłej śmierci piętnastu osób, które zginęły w wyniku przypuszczonego na nich ataku. Jednak sekcja zwłok wykazała, że niektórzy z tych ludzi nie musieli zginąć, gdyż uszkodzenia fizyczne ich ciał nie były śmiertelne. Komórki serc zostały zniszczone przez reakcję serca na uczucie strachu. Udowodniono, że stres, powstały w wyniku strachu, może spowodować śmiercionośne zmiany w mięśniu serca. Jest prawdą naukową, że strach ma wpływ na pracę podstawowych segmentów organizmu: serca i całego układu krążenia, gruczołów, a zwłaszcza na system nerwowy.

 

Jedna z kronik, dokumentując fakt epidemii cholery w Konstantynopolu, wykazuje śmierć 125 osób. Gdy badano zwłoki, okazało się, że tylko pięć osób umarło na cholerę, pozostałe zabił strach przed chorobą.

 

Pierwsza Księga Samuela (25, 37-38) ukazuje Nabala, który odmówił Dawidowi pomocy, gdy ten o nią prosił. Chociaż żona Nabala, Abigail, później spełniła prośbę Dawida i tym powstrzymała jego gniew, to jednak, kiedy Nabal dowiedział się, że Dawid miał zamiar go zabić, umarł ze strachu, mimo że niebezpieczeństwo już obiektywnie nie istniało:

 

"Rano, gdy Nabal wytrzeźwiał, opowiedziała mu jego żona o tym, co zaszło; a w nim serce zamarło i zdrętwiał jak kamień. A po mniej więcej dziesięciu dniach Pan dotknął Nabala i ten umarł"

 

Strach to podstępny morderca, któremu przeciwstawić się może jedynie cnota męstwa napędzana siłą wiary.

 

Chrystus zmartwychwstały pojawia się w Wieczerniku, by wydobyć uczniów z lęków, których sami nie są w stanie pokonać. Chrystus przychodzi ze śladami ukrzyżowania. Nie ukrywa zadanych Mu ran, ale też nie przychodzi oskarżać za nie kogokolwiek. Zjawia się, by powiedzieć, że prawdziwa Miłość nie przestaje kochać, także wtedy, gdy jest osądzona, odrzucona, pohańbiona na krzyżu i śmiertelnie przebita. Prawdziwa miłość mówi językiem zadanych jej ran, które są niczym źródła nieskończonych łask. Pozwolić komuś na dotykanie ran oznacza szczególną bliskość. Nie każdemu pokazuje się rany. Tymczasem Bóg przychodzi do nas drogą największych zranień, zadanych Mu naszym zwątpieniem, arogancją i nieposłuszeństwem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to my jesteśmy raną Boga. Chrystus przychodzi powiedzieć, że tej Miłości nie można unicestwić. Ta Miłość kocha mimo wszystko!

 

Izajasz na kilka wieków przed Chrystusem prorokował:

 

"W Jego ranach jest nasze zdrowie."

 

(53,5)

 

Potwierdzone to zostało w objawieniach siostry Faustyny. Chwalebne rany Zbawiciela, gesty, a nawet spojrzenie są niczym synapsy, którymi doświadcza się w głębin miłosierdzia:

Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie – odpowiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana.

W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: Te dwa promienie oznaczają krew i wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz…

- Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.

 

- Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia.

 

(Dz 299)

 

"W pewnej chwili powiedział mi Jezus: Spojrzenie moje z tego obrazu jest takie, jako spojrzenie z krzyża."

 

(Dz 326)

 

Na przestrzeni XX wieków w sztuce sakralnej pojawiło się wiele przedstawień Zmartwychwstałego, ale dopiero obraz z wezwaniem „Jezu ufam Tobie” wydaje się oddawać istotę chrystofanii między porankiem paschalnym a wniebowstąpieniem. Wszystkie przedstawienia w jakimś sensie były prawdziwe, a zarazem dalekie od prawdy. Ale obraz Jezusa Miłosiernego, o czym wiemy z całą moralną pewnością, był chciany przez Zmartwychwstałego i został natchniony, by już w chwili pierwszego kontaktu wzbudzać w nas akt nadziei i zaufania. Mówił Jezus do św. Faustyny:

 

"Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie."

 

(Dz 327)

 

Bóg jest źródłem tej miłosiernej energii, my mamy być jej przewodnikami. Uczniowie słyszą:

 

"Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane."

 

Jest poważnym grzechem zatrzymywać Miłosierdzie dla siebie i nie oddawać go innym. Przypowieść o niemiłosiernym dłużniku (Mt 18, 23-35) powinna nam nieustannie pozostawać w pamięci i wzywać do miłosierdzia wobec naszych winowajców. Nigdy nie wiemy, kto z nas jest większym dłużnikiem, czyli kto bardziej potrzebuje Bożego miłosierdzia. Na szczęście w Koronce wołamy:

 

"Miej miłosierdzie dla nas i świata całego."

 

Jeśli modlimy się świadomie, to nie wykluczamy nikogo. Wstawiamy się dosłownie za wszystkich, jak Jezus na krzyżu.

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl