Kerygmat Jezusa PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 19 kwietnia 2015 06:25

III Niedziela Wielkanocna, Rok B

 

CZYTANIA: Dz 3, 13-15. 17-19; Ps 4, 2. 4 i 9; 1 J 2, 1-5a; Łk 24, 35-48

 

Kościół czasów apostolskich nie rodzi się jako owoc odglądania Jezusa zmartwychwstałego, ani też ze wspólnego spożywania pieczonej ryby, ale jest owocem głoszenia kerygmatu. Apostołowie powtarzają swoje osobiste doświadczenie wiary: Jezus umarł za grzechy, został pogrzebany, trzeciego dnia zmartwychwstał i posyła Swego Ducha tym, którzy przyjmują wezwanie do nawrócenia. Ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii jest wzorem takiego apostolskiego kerygmatu. W Dziejach Apostolskich znajdziemy katechezy Piotra i Pawła, które podejmują dokładnie te same elementy. Owocem takiego głoszenia są tysiące ochrzczonych oraz narodziny pierwszych wspólnot chrześcijańskich.

 

 

 

Współczesna epoka nie chce jednak przyjąć takiego głoszenia. A pierwsza trudnością takiego doświadczenia wiary nie jest udowodnienie, że Jezus rzeczywiście umarł na krzyżu. Prawdziwym problemem jest dotarcie do świadomości grzechu współczesnego człowieka. Wielokrotnie, pomimo wychowania w kulturze chrześcijańskiej, pojęcie grzechu jest dla niego kompletnym anachronizmem. Bez uciekania się do opinii wojujących ateistów, iż grzech to wymysł kleru, aby utrzymywać w zależności nieświadomy lud, dzisiejsze rozumienie grzechu jest oderwane od prawdy o człowieku i konsekwencji wyboru zła w życiu. Ogłaszając się jedynym kryterium dobra i zła współczesny człowiek zaprzecza potrzebie zbawienia przez Tego, który przyszedł umrzeć za nasze grzechy.

 

Logiczną konsekwencją przyjęcia prawdy o grzechu jest pewność, że to on właśnie jest źródłem alienacji człowieka, przyczyną ucieczki od rzeczywistosci w wielorakie formy nałogów, które czesto skrywane są pod subletnymi nazwami takimi jak hobbbista, pasjonat, oryginał, etc. A nałogi to nic innego jak proteza, która pozwala za ogromną cenę niszczenia siebie, swej rodziny czy też relacji z bliskimi osobami, znosić ciężar codziennego życia, które w swej naturze nie jest wolne od trudności. Jeśli nie odkryję, że grzech jest korzeniem mojego cierpienia i wszelkich nieszczęść, to wezwanie do nawrócenia nigdy nie stanie sie moją wewnętrzną i najbardziej palącą potrzebą życia.

 

Kolejna trudność tkwi w tym, iż próbując ogłaszać zmartwychwstanie szukamy współczesnej „naukowości”, „historycyzmu” czy też „dowodów zmartwychwstania”. Zupełnie zapominamy, że wiara w zmartwychwstanie rodzi sie ze słuchania Słowa Bożego. A Słowo prowadzi nas do doświadczenia śmierci i zmartwychwstania w naszym życiu. Tym fundamentalnym doświadczeniem jest chrzest, sakrament inicjajcji, który pozwala w liturgicznych znakach przeżyć prawdę o swoim grzechu i o jedynym sposobie wyzwolenia się z jego niewoli poprzez dobrowolne przyjęcie śmierci dla grzechu, aby żyć dla Boga. Chrzest nie jest „ulepszaniem” człowieka, ale jest wydaniem na śmierć grzesznika, który nieustannie znajduje upodobanie w czynieniu wszystkiego na swój własny sposob, uznając siebie za ostateczne kryterium dobra i zła.

 

Jeszcze inną trudnością, aby przyjąć kerygmat jako fundament swojego życia jest fakt, że Kościół jest instytucją trwającą w czasie i konkretnej przestrzeni społecznej. Ja nie mogę stworzyć mojego kościoła, w którym bym doświadczył cudu nowego życia z Bogiem. Ten Kościół już historycznie istnieje. Jest święty, wspaniały i jednocześnie obciążony wszystkimi przywarami ludzkiej natury. Niesie poprzez wieki łaskę zbawienia i uświęcenia, i jest miejscem, w którym nieustannie odsłania się ludzka nieprawość . Często to właśnie misterium Kościoła, jego świetność i jednoczesne skalanie ziemskimi słabościami, jest skałą zgorszenia dla zafascynowanych Bogiem kochającym grzeszników. Jak to możliwe, że tak dobry i kochający Bóg pozwala na tak wielką grzeszność swojego Kościoła? Ale to właśnie ten wymiar realizmu prawdy o słabości wspólnoty dzieci Bożych jest ostatecznym sprawdzianem autentyczności wiary w odpuszczenie moich grzechów.

 

Zgorszenie grzesznością Kościoła jest niepodważalny znakiem, że ani prawda o śmierci za moje grzechy, ani wiara w zmartwychwstanie Jezusa nie są autentycznym doświadczeniem mojej wiary, ale pozostają teoretycznym przekonaniem. Prawdziwe doświadczenie grzechu odkupionego przedłuża sie w pragnieniu uczestniczenia w życiu i misji Kościoła, czyli wspólnoty tych, którzy podobnie jak ja, zostali zbawieni, wyrwani z mocy grzechu i śmierci. Doświadczenie zbawienia jest nieustannie powiązane z przeżywaniem „już i jeszcze nie” życia wiecznego, otrzymanego na chrzcie. To właśnie w tym doświadczeniu zwycięstwa nad grzechem, ale także ciągłego poddania własnej słabości, rodzi się miłość do Kościoła, świętej oblubienicy Boga niosącej na sobie wszelkie zranienia ludzką ułomnością.

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: niedziela, 19 kwietnia 2015 19:42