Uroczystość Zesłania Ducha Świętego PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
piątek, 22 maja 2015 21:59

Wraz z udzieleniem się Ducha Świętego, Kościół – ciało otoczonego chwałą Jezusa, który powrócił na łono Ojca – zaczyna wyrażać i ogarniać ludzkość, realizując w jej historii pragnienie Boga, by zamieszkać na stałe pośród ludzi, jak we własnym domu.

 

 

 

 

 

 

 

Niedziela Zesłania Ducha Świętego jest poniekąd naturalnym zakończeniem okresu wielkanocnego. Ostatnie tchnienie Jezusa na krzyżu zakończyło Jego misję objawienia ludziom Miłości jaśniejszej niż chaos ludzkiego odrzucenia. Wracając, jako Pan życia, swym zmartwychwstałym tchnieniem na zatrwożoną gromadkę, Jezus osądza miłosierdziem stary świat i stwarza wszystko na nowo, jako relację wiecznego już, radosnego pokoju pomiędzy Stwórcą i Stworzeniem.

 

 

Płodność Paschy: ludzkość domem dla Boga

 

 

Wraz z udzieleniem się Ducha Świętego, Kościół – ciało otoczonego chwałą Jezusa, który powrócił na łono Ojca – zaczyna wyrażać i ogarniać ludzkość, realizując w jej historii pragnienie Boga, by zamieszkać na stałe pośród ludzi, jak we własnym domu.

 

 

Jest to pragnienie odwieczne i tak mocne, że nikt i nic nie jest w stanie go zniweczyć. Nawet wtedy, gdy ludzkość na różne sposoby próbowała wyswobodzić się jakoś z uścisku ojcowskich ramion Boga, On znajdował zawsze skuteczne i nowe sposoby na to, aby tam, gdzie rozlał się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska.

 

 

Wiele razy i na wiele sposobów, odwieczne „marzenie” Trójcy św. by dać swoją szczęśliwość stworzeniom, krok po kroku zmierzało do swego urzeczywistnienia. Już w siódmym dniu, odpoczywając po najwyższym akcie miłości, jakim było stworzenie wszystkiego, Bóg i człowiek zaczęli poniekąd „marzyć” o nieskończonej relacji przyjaźni, która wszystko uszlachetnia we wzajemnej gościnności: my w Nim, On w nas i pośród nas. Powtórzmy: Bóg zawsze na swój sposób marzył o ludzkości, w której mógłby się odzwierciedlić, dzieląc się swoim pięknem, dobrem i prawdą, uszczęśliwiając Sobą stworzenie i odnajdując w stworzeniu swój Raj. Te Boże „marzenia” były i do końca świata będą ukrytą siłą napędową rzeczywistej historii ludzkości.

 

 

Najwyższy dowód miłości

 

 

Istotnie, historia zbawienia jest fascynującą dokumentacją tego odnajdywania się Boga i człowieka, tych szczególnych Partnerów na skrzyżowaniach ich odmiennych dróg. Wcielenie Syna Bożego jest punktem kulminacyjnym tego procesu. W ludzkim ciele i w ludzkiej krwi osadza się Boża pełnia, a plan wiekuistej więzi nie był jeszcze nigdy tak intensywnie bliski całkowitej realizacji, jak w Jezusie z Nazaretu – wcielonym Słowie. Ostatecznie, co w paschalnym uniesieniu celebrowaliśmy pięćdziesiąt dni temu w Wielką Noc, potrzebna będzie jeszcze najwyższa próba miłości: krzyż Jezusa, nowego Adama, z którego boku, w zaśnięciu śmierci, pojawi się nowa Ewa, odnowiona łaską ludzkość, zdolna do kompletnego zjednoczenia się ze swoim Bogiem w osobie Zmartwychwstałego.

 

 

Dzisiejsze zesłanie Ducha św. jest tu istotnym elementem, ponieważ to właśnie Duch rozlewa w sercu ludzkości i w każdym ludzkim wnętrzu odwieczną Miłość Trójcy, a ona pozwala ludzkiej wspólnocie, tej właśnie nowej Ewie, mieć te same pragnienia, te same myśli, tę samą moc i płodność życia, jakie są radością Nieba.

 

 

To właśnie udzielający się Boży Duch daje tę zdolność, że każda osoba ludzka może stać się nośnikiem i przekazicielem miłości całkowicie nowej, dotąd po prostu „niemożliwej”, a obecnie „udowodnionej” w Ukrzyżowanym. Każdy człowiek, bez wyjątku, może przystąpić do otwartego już Raju i razem z innymi współtworzyć w historii marzenie Boga i jego narastającą pełnię w świecie.

 

 

Potrzeba tylko jednego: gotowego serca

 

Duch, zatem przychodzi i stwarza wszystko na nowo. Odnawia się oblicze ziemi… Ze strony człowieka potrzebna jest jedna jedyna rzecz: uczciwe, przejrzyste serce. To jest „punkt kontaktowy”, to jest „miejsce spotkania” jedyne uzdolnione do tego, aby przyjąć „Najmilszego z Gości”, jak go przyzywa Sekwencja na dzień Pięćdziesiątnicy, którą przed chwilą modliliśmy się wszyscy. To tam, w sercu wierzącego, i jedynie tam, może być rozlana w nieogarnionej mierze Miłość wiecznie żywa i wiecznie twórcza, jak przekonuje Apostoł Paweł. Na gruncie serca wyrosną też owoce Ducha: miłość, pokój, radość, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. To dzięki tym owocom Ducha, Kościół, czyli żywa rodzina uczniów i przyjaciół Jezusa, może zajaśnieć, także w naszych czasach, jako sakrament, czyli znak i narzędzie wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego (Lumen gentium, 1).

 

 

Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy serce człowieka pozwala się ogarnąć duchem ośmiu błogosławieństw i tak usposobić, aby z wielu sumień powstał „jeden duch i jedno serce wierzących”, animowane przez obiecanego Pocieszyciela. Wówczas dzieje się to, co w innych systemach, jest po prostu niemożliwe: różnice nie ranią i nie zagrażają, lecz ubogacają i pomnażają wspólny potencjał odkupionego człowieczeństwa. Jeśli wśród ludzi, także wierzących, pojawiają się barykady przeciwstawnych wierności tym samym wartościom, to okaże się, że „Ojciec ubogich” będzie stał po każdej stronie rany, czekając cierpliwie, aczkolwiek zawsze aktywnie (oschłym wlewając zachętę), aż sumienia się obudzą i wzrosną przez znalezienie nowych „wspólnych mianowników” braterstwa w Jezusie.

 

 

Zrozumieć się gościnnością

 

 

Uderzenie gwałtownego wichru na wieczernik spowodowało powszechne zrozumienie się różnych „języków ojczystych” tych pobożnych żydów z całego ówczesnego świata, którzy stali się świadkami zrealizowania się „Obietnicy Ojca” w Jerozolimie. Ognisty płomień, który spoczął na każdym z Apostołów i pozwalał im opowiadać wielkie dzieła Boże w sposób zrozumiały dla odmiennych kodów językowych, działa także i dziś w sakramentach wiary i w nieprzeliczonych okolicznościach bardziej „świeckiego” życia. Mówienie obcymi językami jest spektakularne, ale Duch wybrał dla siebie bardziej „powszednią” drogę na szarą codzienność życia. Można być pewnym, że „Pan i Ożywiciel” jest i działa, kiedy pojawia się dobrze ukryta, wewnętrzna zdolność wierzącego do gościnności.

 

 

Przyjęcie tego, kim jest w swej odmienności każdy mówiący o „swoich” sprawach i wizjach rzeczywistości człowiek, jest, bowiem arcydziełem codziennego zapracowania Ducha św. Nie o przyjęcie tylko słów tu chodzi, ale o ugoszczenie całej „mówiącej osoby” drugiego człowieka, poprzez autentyczne wejście w jego przysłowiowe „buty”, by wreszcie uchwycić każdy ból zranionej stopy, kroczącego po wielorakich wybojach brata. Często okazuje się, że jest to szczególna umiejętność słuchania jego zrezygnowanego milczenia…

 

 

Witajmy, więc z radością Tego, który rozświetla nam serca. On potrafi być w tym samym czasie „żywą wodą w skwarze” i „rozgrzaniem serc twardych”. Niech, zatem powieje nad naszym wyborami swym łagodnym tchnieniem. Niech pochyli się nad cierniem i nędzą także naszych obecnych spustoszeń, nagnie, co w nas harde, ukierunkuje zabłąkane, ale nade wszystko niech zbuduje z nas dla siebie piękne zamieszkanie, także z tego, co w nas, Polakach, najlepsze.

 

 

Autor: o. Andrzej Stefan Wodka CSsR – Prezes (preside) Akademii Alfonsjańskiej oraz profesor nadzwyczajny Istituto Superiore di Teologia Morale (biblijne podstawy teologii moralnej), Accademia Alfonsiana – Rzym


źródło: