RELIKTY BAŁWOCHWALSTWA PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 07 czerwca 2015 03:14

X Niedziela zwykła, Rok B

 

Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów». Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego». Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.

(Mk 3, 20-35)

 

Pewnie dla najbliższych, zwłaszcza dla Maryi i Józefa, to, co robił Jezus, było dość nieoczekiwane, by nie powiedzieć – rewolucyjne. Zgromadził kilkunastu uczniów z najniższych sfer lub półświatka, ale nie w świątyni i nie pod auspicjami arcykapłanów, tylko poza świątynią w jawnej opozycji do ówczesnego establishmentu. Mógł nawet pojawić się lęk, czy nie dojdzie do wyłączenia Jezusa z synagogi, co dla bliskich byłoby prawdziwą klęską i cywilną śmiercią. Lęki bliskich o Jezusa były tak realne, jak realne było Jego zagrożenie. Czy można się dziwić, że bliscy chcieli Jezusa powstrzymać, mówiąc: „Odszedł od zmysłów”(dosł. rozum stracił, oszalał, zgłupiał).

 

 

Niezwykle ważny jest kontekst tych lęków. Sekwencję zdarzeń tworzy seria spektakularnych uzdrowień (m.in. trędowatego, paralityka, człowieka z uschłą ręką), potem powołanie celnika, ciągłe polemiki z faryzeuszami i aluzje do „starych bukłaków”. W tym momencie Jezus wydaje się być twórcą nowego ruchu albo apostatą, który kwestionuje dotychczasowy porządek rzeczy sankcjonowany przez religijnych przywódców. To wszystko jest nowe, radykalnie inne od tego, co wyznają Żydzi. Nic więc dziwnego, że postawione Jezusowi zarzuty są największego kalibru.

 

Faryzeusze powiedzą o Jezusie: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”. W tym momencie warto przytoczyć pewną historię, o której możemy przeczytać w Drugiej Księdze Królewskiej (2Krl 1,6). Król Ochozjasz, który po Achabie, swoim ojcu, odziedziczył skłonności bałwochwalcze, zachorował. Przestraszony wysyła posłańców do Belzebuba, bożka Ekronu, by zapytali jego wyroczni, czy wyzdrowieje. W mitologii ugaryckiej, właściwej ziemiom Kanaanu, w XV– XIII wieku przed Chr., czyli zanim Izrael wszedł do niej, właśnie to bóstwo miało odpędzać demony chorób. Relikty kultów pogańskich, w tym także kultu Belzebuba, były rodzajem infekcji, która pustoszyła duchowe życie Izraela. Łatwo i chętnie ulegały jej zwłaszcza żydowskie elity: królowie, ich eksperci, doradcy, dworzanie, a nawet niektórzy kapłani i prorocy. To, że król wysłał zaufanych ludzi do pogańskiej wyroczni, jest dowodem panoszącego się bałwochwalstwa.

 

Na szczęście swoją czujność zachował Eliasz, jak mówiono – prorok jak ogień. Stanął na drodze królewskich posłańców i zaczął grzmieć w swoim stylu:

 

"Tak mówi Pan: Czy nie ma Boga w Izraelu, że idziecie dowiadywać się u Belzebuba, boga Ekronu? Dlatego tak mówi Bóg: Z łoża, do którego wszedłeś, już nie zejdziesz, ponieważ umrzesz na pewno!"

 

Powiedział i odszedł. Zostawił królewskich wysłańców z Bożym wyrokiem, bez dobrej nowiny. Posłańcy wrócili do króla i opowiedzieli zdarzenie. Król rozpoznał, że to był Eliasz, więc postanowił go zgładzić. Trzykrotnie wysłał żołnierzy, by doprowadzili niepokornego proroka przed królewski majestat. Dwukrotnie Eliasz zesłał na nich ogień, który ich pochłonął. Za trzecim razem, posłuszny natchnieniu Bożemu, dał się poprowadzić do króla, ale niczego nie zmienił w nauczaniu. Nie złagodził i nie przemilczał Bożych wyroków. Nie słodził, bo wiedział, że Słowo Boże ma smak soli, a nie cukru! Eliasz był wierny, stając twarzą w twarz z królem, tak jak był wierny na odległość. I to jest prawdziwa wielkość proroka, który nie myśli koniunkturalnie ale jest poddany natchnieniom Bożym.

 

Wracając do zarzutu uczonych w Piśmie: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”, trzeba jasno powiedzieć, że to jest nieporównanie więcej niż zwykłe przezwisko, obelga, pomówienie czy oszczerstwo. To określenie nie tylko uderza w wiarygodność Jezusa, dyskredytuje i dyskwalifikuje Go nie tylko jako nauczyciela wiary, ale nawet jako zwykłego wyznawcę judaizmu. Bluźnierstwo (blasfemia) pochodzi z języka łacińskiego blasphemare, które z kolei wywodzi się z greckiego βλασφημέω (połączenie dwóch słów: βλάπτω = „atakować”, „targać się” i φήμη = „marka”, „imię”). Tak jak zabójstwo jest targnięciem się na życie, a gwałt targnięciem się na cudzą niewinność, tak bluźnierstwo oznacza targnięcie się na czyjeś dobre imię. Można powiedzieć, że bluźnierstwo zabija opinię o człowieku, uśmierca go w społeczności. Według judaizmu, także dzisiaj, Jezus jest nie tyle bohaterem negatywnym, czarnym charakterem, żydowskim heretykiem, ile w ogóle dla niego nie istnieje. W czasie jednego z Dni Judaizmu zapytany przez alumnów lubelskiego seminarium rabin, kim dla niego jest Jezus z Nazaretu, odpowiedział krótko: „Nikim!” Zwykła kultura i wykształcenie nakazywałyby uznać przynajmniej historyczność Jezusa.

 

Widzieć w Mesjaszu Belzebuba to nieporównanie więcej, niż widzieć w świętym Antychrysta! Skala tego bluźnierstwa jest aż trudna do wyobrażenia. Trudno, żeby wobec takich oskarżeń najbliżsi Jezusowi nie czuli o Niego lęku. Która matka chce słuchać bluźnierstw i złorzeczeń pod adresem swojego dziecka? Który ojciec pozwoli na opinie kłamliwe i krzywdzące jego syna? Którzy rodzice, będąc pewnym niewinności dziecka, nie staną w jego obronie? Którzy rodzice nie walczą o dziecko, nie przeżywają jego klęsk, problemów, dramatów, chwil grozy, które decydują o przyszłości?

 

Bluźnierstwa religijne w judaizmie były karane śmiercią. Księga Kapłańska mówi:

 

"Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go."

(24,16)

 

Wyraźnie widać, że obowiązek walki z bałwochwalstwem spoczywa na sumieniu każdego wierzącego. Współcześnie każdy Izraelita ma troszczyć się o dobre imię narodu wybranego. Żydzi, nauczeni doświadczeniami z przeszłości, od ponad stu lat mają Ligę Przeciwko Zniesławieniu (ADL) broniącą dobrego imienia Żydów i judaizmu na całym świecie. Niestety, od początku jedną z głównych metod ligi jest publiczne zniesławianie tych, których ona uznaje za wrogów, pomijam, że liga była też siłą napędową dla legalizacji sodomii i aborcji.

 

Magia, wróżbiarstwo, astrologia tak szybko i zuchwale się rozpowszechniają, że nawet ludzie, którzy się oddają tym praktykom, przestają się wstydzić zabobonu, gloryfikują go i uznają za ważny składnik ich tożsamości i pracy. Niedawno Elżbieta Bieńkowska, była wicepremier, była konstytucyjna minister, obecnie komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług Unii Europejskiej, przyznała się, że korzysta z usług wróżki:

 

"Bardzo lubię wróżby i horoskopy poprawiają mi humor. Zwłaszcza że ten numerologiczny usłyszałam, kiedy byłam w złym momencie. I on mnie podbudował (…) Numerolożka postawiła mi horoskop z daty urodzenia. Jestem Wodnikiem. Powiedziała, że wszystko w moim życiu dzieje się w sposób bardzo naturalny dzięki mojej dobrej pracy. Ta pani nic o mnie nie wiedziała, a wszystko się zgadzało, nawet daty."

 

Czy dzisiaj znajdzie się nowy Eliasz z Tiszbe, prorok jak ogień, który upomni panujących. Co by nie powiedzieć o starożytnych władcach, którzy miewali liczne wady, ale czuli jakiś respekt dla wyroków Bożych. Bali się przekroczyć tę niebezpieczną granicę zuchwalstwa. Dzisiejsi ludzie władzy bardzo często ulegają tak wielkiej arogancji, że nie chcą słuchać jakichkolwiek napomnień. Podkreślają swoją autonomię wobec wszystkiego i wszystkich, nie wyłączając Pana Boga. To praktyczny ateizm, z zachowaniem pozorów religijności. Szkoda, że społeczeństwo składające się w zdecydowanej większości z katolików tego nie widzi. Co więcej, chętnie kłania się współczesnym bożkom i słucha fałszywych wyroczni. To dlatego bezkarnie wygłasza się bluźnierstwa, obraża uczucia religijne i profanuje symbole wiary.

 

Według badań CBOS BS/74/2007 tylko 16% respondentów uważa, że: „Wolność słowa gwarantuje możliwość swobodnego wypowiadania opinii, nawet jeśli te opinie są odczuwane przez pewne osoby lub grupy jako obraźliwe, wyszydzające lub krzywdzące”, podczas gdy większość (73%) nie podziela tego poglądu. Nie może być pociechą fakt, że Amerykanie posunęli się o wiele dalej. Ich pierwsza poprawka do konstytucji z 15 XII 1791 r. chroni wolność słowa, nie wyłączając mowy nienawiści. A przecież Święta Księga mówi:

 

"Z głębokości serca mówią usta!"

(Mt 12, 34)

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl