Wielka moc małego ziarna PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 14 czerwca 2015 09:46

XI Niedziela zwykła, Rok B

 

CZYTANIA: Ez 17,22-24; Ps 92,2-3.13-16; 2 Kor 5,6-10; Mk 4,26-34

 

 

Bóg wrzuca nasienie Swojego Słowa w serce człowieka. Ale jeśli nie rozumiemy tego Słowa, wówczas przychodzi Zły i wyrwa je z naszego serca. Kolejnym zagrożeniem dla wzrostu nasienia są uciski i prześladowania z powodu Słowa Bożego, które niszczą nasienie w niestałym sercu. Z kolei troski doczesne i ułuda bogactw powodują, że Słowo jest zagłuszone i nie może wydać owocu. Przypowieść o siewcy jest kluczem do rozumienia obrazów związanych z zasiewem ziarna Słowa w sercu człowieka. I chociaż rozważana dziś przypowieść koncentruje się na wewnętrznej sile Słowa, dzięki której dokonuje się wzrost Królestwa Bożego, to nie wolno nam zapominać, iż aby ta siła mogła się objawić potrzeba odpowiednich warunków. Ziarno Słowa musi być przyjęte przez żyzną ziemię serca, które „słucha i rozumie”.

 

Pierwszym problemem w przyjęciu Słowa jest nierozumienie go, czyli osadzenie go poza kontekstem swego życia. Słowo staje się pewną teorią, która ma tłumaczyć świat, jest pewnym „boskim ozdobnikiem” naszych wizji i pragnień. Traktujemy Słowo, jako dekorację, która ma za cel podkreślić nasze zalety, zdolności i osiągnięcia oraz skrzętnie ukryć nasze porażki, grzechy, słabości i ograniczenia. Tak niezrozumiane Słowo Zły wyrywa z naszego serca, a kiedy Słowo jest na zewnątrz, wówczas nie dotyka podstawowego problemu człowieka: „z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota.” Dopóki nie odkryjemy i nie uwierzymy, że Słowo jest zasiewane w naszym sercu, aby dać odpowiedź na tragiczną sytuację spowodowaną grzechem, jesteśmy „ziemią skalistą”.

 

Stałość to ta cecha, którą widzimy w postawie trzech młodzieńców z Księgi Daniela: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś.” A co my uznajemy za wiarę? Krótkotrwałą radość z powierzchownej pociechy? Doświadczenie uniesienia czy stany transowe wywołane silnym napięciem emocjonalnym w czasie pobożnych śpiewów, czy podniosłych celebracji? Płytkie międzyludzkie relacje, które tworzą iluzję, iż znaleźliśmy w końcu „przyjaciół na dobre i na złe”? Powierzchowne przyjęcie Słowa rodzi iluzję wiary i miałkie, emocjonalne doświadczenia. To, jak głęboko Słowa zakorzenia się w naszym życiu zależy od tego, na ile jest ono dla nas światłem, które pozwala poznać i uznać prawdę naszego życia oraz być wiernym tej prawdzie. Uciski i prześladowania weryfikują naszą wiarę wówczas, kiedy silne emocje opadną, a po doświadczeniu transu zostaje wyłącznie histeryczne pytanie, co sobie inni pomyśleli o mnie?

 

Trzecią przeszkodą, aby wewnętrzna moc Słowa objawiła się wzrostem Królestwa Bożego w naszym życiu, jest „zaklinanie rzeczywistości” i wmawianie sobie, iż w końcu „los musi się odmienić, bowiem nie można zawsze przegrywać”. Przecież pieniądze, jakaś pozycja społeczna, poczucie sukcesu, zwykła, codzienna radość, nie są zarezerwowane dla grzeszników, „trzeba tylko trochę pomóc losowi”. Bóg nie może mieć nam za złe, że zabiegamy o kupienie większego mieszkania, lepszy samochód, lepiej płatną pracę, egzotyczne wakacje, itd. Ale konsekwencją takich przekonań jest serce, które nie jest szlachetne i dobre, i zamiast zatrzymywać w sobie Słowo, jak Matka Jezusa, która „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”, stajemy się kopalnią wiedzy o aktualnych problemach ekonomicznych, niuansach „tanich i dobrych samochodów”, a po zamknięciu oczu jedyne obrazy, które udaje nam się medytować, to te z folderów biur podróży.

 

Słowo przyjęte czystym sercem wzrasta powoli, przyjmując dojrzałą postać kłosa i wydaje owoc. Słowo przyjęte i wzrastające staje się pokarmem dla innych. Królestwo Boże jest obecnością Boga pomiędzy nami. Ono w swej naturze nie może być zarezerwowane dla nielicznych i w niczym nie przypomina ekskluzywnych klubów dla „wybranych i uprzywilejowanych”. I chociaż to Królestwo w niczym nie upodabnia się do demokracji upatrującej prawdę w opinii i woli większości, jest ono skierowane do wszystkich, nawet jeśli ci, którzy zechcą je przyjąć są nieliczni. Istotą Królestwa, czyli Słowa, które wzrasta w nas, ale nie naszą mocą, jest odkrycie radości życia dla innych, kochania bez oczekiwania na wdzięczność i odpłatę: „A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.”

 

Ziarno Słowa domaga się od nas przezornego szacunku, bowiem jako najmniejsze może być łatwo przez nas zlekceważone i pominięte. Nieistotny wysiłek codziennej lektury Pisma Świętego, lekceważone znaczenie wiernego uczestnictwa w niedzielnej Mszy, zachowywanie postów i wstrzemięźliwości wbrew modom i opiniom, naiwne unikanie obrazów nieprzyzwoitych lub pełnych przemocy, niegrzeczne wychodzenie ze spotkań, kiedy pragną nas pochwalić i docenić, marnowanie pieniędzy na jałmużnę, która przecież nie rozwiąże żadnego problemu społecznego, głupia radość z tego, że to innym się powiodło, nikomu niepotrzebne poczucie winy i chęć naprawienia nawet drobnych wyrządzonych krzywd, idiotyczne ograniczanie się w słusznie zasłużonych przyjemnościach i należnym odpoczynku, to wszystko tworzy niepozorność ziarna, które Bóg wkłada w nasze serca. Ziarna, którego owocem jest schronienie dawane innym, ziarna, które wzgardzone przez „wielkich tego świata” staje się najbardziej ludzką i najbardziej pożądaną miłością, która obdarowuje nic nie oczekując w zamian.

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

BANER