Nie lamentuj wobec śmierci! PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 28 czerwca 2015 08:57

XIII Niedziela Zwykła, Rok B

 

CZYTANIA: Mdr 1, 13-15; 2, 23-24; Ps 30(29), 2 i 4. 5-6. 11 i 12a i 13b; 2 Kor 8, 7. 9. 13-15; Mk 5, 21-43

 

 

Za dobro trzeba zapłacić, a każdą otrzymaną łaskę, jeśli wcześniej się na nią nie zapracowało pobożnym życiem i cierpliwym znoszeniem przeciwności, trzeba okupić cierpieniem. Wdowa z Sarepty doświadczyła łaski niczym niezasłużonej. Jej dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się przez cały czas głodu. Ale kiedy później choruje jej syn, ona odczytuje tę chorobę, jako karę za swoje grzechy. W tym momencie prorok Eliasz jest dla niej jak strażnik więzienny, który troszczy się o powierzonego więźnia, aby w dobrej formie dotrwał do dnia, kiedy będzie publicznie ukarany. Ale to nie jest wina Eliasza. Wdowa tak patrzy na Boga. On jest dla niej wierzycielem, który każe sobie sowicie odpracować wszelkie dobro, a jeśli bak nam „zasług” to cierpieniem odbiera „należną zapłatę”. W takim kontekście jasnym jest, dlaczego do Eliasza, który przecież przyniósł jej ocalenie w czasie głodu, mówi pełna pretensji: „Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna?”

 

Sytuacja wewnętrzna proroka Eliasza jest niewiele lepsza. On także czuje się ściganym przez Boga. Dlatego kiedy zabiera chłopca do swej izby początkiem jego modlitwy są słowa pełne pretensji: „Panie, Boże mój! Czy nawet na wdowę, u której zamieszkałem, sprowadzasz nieszczęście, dopuszczając śmierć jej syna?” Prorok nosi w sobie przekonanie, że jest prześladowany przez Boga. Każda chwila odpoczynku i spokoju jest w jego rozumieniu „wykradziona” Bogu. Dlatego śmiertelną chorobę syna wdowy interpretuje, jakby to on ciągnął za sobą nieszczęścia. Nie tylko on sam, ale także ci, z którymi prorok się spotka są „karani” nieszczęściami. Ale to nie jest brak wiary. Przecież Eliasz modli się, aby chłopiec powrócił do życia. Czyni to z wiarą i gorliwością. I zdrowego chłopca oddaje matce. Eliasz jest prorokiem, któremu się zdaje, że Bóg dla niego przygotował wyłącznie cierpienia, ucieczki i prześladowania. Dlatego za każdą chwilę „spokoju” trzeba sowicie zapłacić.

 

Obraz Boga, a stąd także mentalność wiary w czasach Jezusa, są formowana poprzez skrajności. Z jednej strony mamy faryzejskie głoszenie sprawiedliwości opartej na wypełnianiu Prawa, którą Bóg wynagradza liczną rodziną, bogactwem, zdrowiem i społecznym uznaniem, a z drugiej strony jest obraz proroków wiernych Bogu, sprawiedliwych, prawdziwie świętych Starego Testamentu, którzy są nieustannie prześladowani: „Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego.” Jezus znajduje się także w centrum konfrontacji faryzejskiego wyobrażenia o doskonałości wiary z ludzką słabością, która każe wątpić w skuteczność modlitwy grzeszników. Dlatego każde uzdrowienie, każdy egzorcyzm, każda wysłuchana prośba są w Ewangeliach znakiem Bożego miłosierdzia, które nie jest „nagrodą dla sprawiedliwych”, ale mocą Boga składaną w ręce ludzi słabych i ułomnych.

 

Wiara w moc Jezusowej modlitwy oraz szacunek dla Nauczyciela, którego bez potrzeby nie należy trudzić, są skonfrontowane w wyśmiewaniem się z Niego, kiedy stawia diagnozę o śnie dziecka. W Ewangelii Jana, kiedy Jezus mówi: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić”, ma na myśli jego śmierć. Ale dla Jezusa śmierć to nie powód, aby płakać. Zresztą już Jeremiasz w obliczu kolejnego wygnania głosił: „Nie płaczcie nad zmarłym ani nie lamentujcie nad nim! Płaczcie gorzko nad tym, który odchodzi, bo nie wróci już ani nie ujrzy swej ziemi ojczystej.” Apostoł Jakub podkreśla, że istotą płaczu ma być uznanie swego grzechu: „Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie serca, ludzie chwiejni! Uznajcie waszą nędzę, smućcie się i płaczcie! (…) Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was.” Męka Jezusa jest najważniejszym momentem, który odsłania istotę ludzkiego płaczu: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi.”

 

Jezus wchodząc do domu zapowiada swoim gestem to, co będzie głosił i czynił Kościół: „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.” „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana.” To, co czyni Jezus jest znakiem spełnienia obietnic Boga: „(…) umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.” Wiara w Jego moc i miłość do człowieka jest jedynym lekarstwem na nasz strach. Strach przed utratą, przed chorobą, przed biedą, przed śmiercią. On Jedyny wskazuje nam drogę, która prowadzi do rozumienia bólu i do takiego przeżywania cierpienia, iż staje się ono miejscem spotkania z Bogiem-Miłością. „Nie bój się, tylko wierz!” nie jest zapowiedzią rychłego wysłuchania naszej prośby, ale zwiastowaniem życia tam, gdzie my dostrzegamy śmierć i zniszczenie. To ogłoszenie triumfu przebaczającej miłości nad przemocą zła, gniewu i zemsty. To zapowiedź darmowego daru, kiedy nam się wydaje, iż potrzeba nieskończenie wielu zasług.

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

BANER