NIE BÓJ SIĘ, TYLKO WIERZ PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 28 czerwca 2015 08:59

XIII Niedziela zwykła Rok „B”

 

CZYTANIA: Mdr 1, 13-15; 2, 23-24; Ps 30(29), 2 i 4. 5-6. 11 i 12a i 13b; 2 Kor 8, 7. 9. 13-15; Mk 5, 21-43

 

 

W świecie judaizmu przełożony synagogi jest tym, kim w świecie prawa jest notariusz albo w katolicyzmie – proboszcz. Ma organizować życie duchowe wspólnoty. Czuwa nad zachowaniem litery i ducha wszelkich praw. Jair (dosłownie znaczy: Bóg oświeca) jest więc osobą publiczną. A życie takich osób toczy się na oczach wszystkich. Ich osobiste i rodzinne dramaty stają się tematem rozmów, polemik i ocen opinii publicznej. Tracą prywatność. Ich życie, wbrew ich woli, zostaje zawłaszczone np. przez media niczym młyńskie żarna Wszystko, co robią i mówią, zostaje wprowadzone w krwioobieg zarówno salonu, jak i targowiska. Tutaj jednak Jair występuje jako osoba prywatna, pogrążona w bólu i strachu.

 

Zdesperowany, klęczący przed Jezusem przełożony synagogi to nie tylko obraz ojca przerażonego chorobą dziecka. To obraz ludzkiej niemocy w obliczu cierpienia i rzeczy ostatecznych. Wszystko, co nie jest nadzieją, jest po prostu złudzeniem. To jest trudniejsze niż byśmy chcieli. A eschatologia w przypadku dziecka to całkiem osobny przypadek, nieporównywalny z niczym. Wiedzą to rodzice, którzy usłyszeli diagnozę będącą wyrokiem dla ich dzieci. Nie da się zawczasu przygotować na umieranie dziecka. Rodzice dojrzewają razem z nim, w rytm choroby i pustoszących organizm objawów.

 

Dramat Jaira pogłębia fakt, że córka jest jedynaczką. Rodzice jedynaków lokują w dziecku wszystkie swoje nadzieje, pragnienia i aspiracje. Jedynak jest wręcz objuczony gigantycznym ładunkiem uczuć, ponieważ nie musi konkurować z rodzeństwem. Nie musi nigdy bronić pozycji ukochanego dziecka rodziców i walczyć o ich uwagę, ponieważ jest pewny, że jego miejsca nie zajmie inny potomek. Nie musi dzielić się rodzicami. Ma poczucie, że jego pozycja jest pewna i niezagrożona. Staje się przysłowiowym „oczkiem w głowie”. Jair, jak każdy kochający ojciec, nie wyobrażał sobie, że może stracić córkę. Być może przeżył śmierć innych dzieci i to wyostrzyło w nim lęki o to jedno, które mu zostało. Niezwykle sugestywnym obrazem „osieroconego ojca” jest Anhelli Juliusza Słowackiego. Oto wędrowiec przeżywa kwarantannę u bram miasta, bo umiera mu kolejno żona i wszystkie dzieci. Z każdą śmiercią staje się coraz bardziej samotny i okaleczony. Żałoba goni i wypiera żałobę.

 

Ewangeliści różnie przedstawiają dramat Jaira. Najspokojniej problem relacjonuje św. Łukasz:

 

"Przyszedł człowiek, imieniem Jair, który był przełożonym synagogi. Upadł Jezusowi do nóg i prosił Go, żeby zaszedł do jego domu. Miał bowiem córkę jedynaczkę, mającą około dwunastu lat, która byłą bliska śmierci."

(8, 41-42)

 

U św. Marka Jair mówi:

"Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła."

 

Najbardziej dramatycznie wygląda to u św. Mateusza:

 

"Pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Jezusa i, oddając Mu pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie."

(9, 18-19)

 

Według każdej relacji przełożony synagogi klęka przed Jezusem. To uniżenie jest wymowne. To jeden z nielicznych obrazów, gdy rabin przed kimś klęka. Warto ten obraz zapamiętać, bowiem Żydzi przed nikim nie klękają, nawet przed Bogiem. Modlą się na stojąco. Tymczasem przełożony synagogi błagalnie klęka.

 

Po drodze jeszcze spotkają kobietę cierpiącą na tajemniczy krwotok, ale w naszych rozważaniach pominiemy to wydarzenie, by skoncentrować się na córce Jaira. Gdy Pan Jezus zdecydował się wejść pod dach przełożonego synagogi, słudzy donoszą mu: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Żeby nie było żadnych wątpliwości, Bóg pozwala, by śmierć rzeczywiście, choć na krótko, zatriumfowała. Sytuacja musi być jednoznaczna. Wtedy cud zyskuje moc i zasięg oddziaływania. To samo wydarzenie wywołuje reakcje skrajne. Gdy ludzie zawodzą i płaczą, Jezus wlewa w człowieka pokój. Jair jest pomiędzy rozpaczą krewnych, których jest wielu a nadzieją, którą próbuje mu przekazać osamotniony Jezus: „Nie bój się, tylko wierz”.

 

Jair ma dylemat, komu ufać: zapłakanym żałobnikom i posłańcom czy Jezusowi. Kto ma rację: Bóg czy człowiek? Ten dylemat pojawia się z różną częstotliwością w życiu każdego człowieka. Jairem jesteś ty i ja, także ci, którzy nie mają dzieci. Czasem czujemy się ojcami lub matkami w innym sensie niż tylko genetycznie, np. czujemy się ojcem jakiegoś sukcesu albo matką jakiejś troski. Wiele rzeczy ujawnia czy wręcz zdradza nasze ojcostwo i macierzyństwo. Przyznajemy się do niego lub nie. Ale jeśli się przyznajemy i jeśli jest ono cenne, to nie chcemy, by umarło to, co wyszło z naszego wnętrza. To „coś” ma wiele z dziecka, z ukochanego jedynaka. Jest tak cenne, jak cenna dla Jaira była jego córka. Im większe związanie, tym większe poczucie straty.

 

Ciekawe, że po wskrzeszeniu córki przełożony synagogi znika definitywnie. Już nigdy się nie pojawi na kartach Ewangelii. Jego córeczka również. Oboje w tym dramacie odegrali role epizodyczne. Choroba dziecka i modlitwa ojca stanowiły przestrzeń, niejako „materię” cudu. Także dzisiaj dowiadujemy się o cudach u ludzi, dla których drogą do uzdrawiającej łaski stała się choroba. Tak będzie do końca świata. Jeszcze wiele razy okaże się, że choroba jest najprawdziwszym lekarstwem! Gorzkim, ale skutecznym. Najpierw budzi odruch wymiotny, ale przełknięte zaczyna leczyć. Odrzucone nie działa.

 

Suplement:

"Jak pomóc osobie opłakującej stratę dziecka?

Skontaktuj się z osobą osieroconą lub z kimś jej bliskim i spytaj, w jaki sposób mógłbyś być użyteczny. Nawet jeśli upłynęło już sporo czasu, nigdy nie jest za późno, aby dać wyraz swojej trosce i zainteresowaniu.

Podczas pierwszego spotkania bądź oszczędny w słowach. W początkowym okresie przed pogrzebem serdeczny gest i kilka czułych słów może być właśnie tym, co będzie najbardziej potrzebne.

Unikaj banalnych stwierdzeń i oklepanych odpowiedzi. Nie próbuj minimalizować tej straty.

Bądź sobą. Okazuj troskę i żal na swój własny, naturalny sposób oraz swoimi słowami.

Pozostawaj w stałym kontakcie. Bądź osiągalny. Jeśli jesteś bliskim przyjacielem lub krewnym, twoja obecność może być wskazana od samego początku. Później, gdy odwiedziny najbliższych nie będą już tak częste, każdy telefon oraz wizyta staną się źródłem pociechy.

Zajmij się sprawami praktycznymi.

Zachęcaj innych do pomocy i odwiedzin.

Uszanuj milczenie. Milczenie jest lepsze niż przedmiotowa rozmowa.

Po prostu słuchaj. Gdy cierpienie uzewnętrznia się w słowach, jedyne, czym możesz przysłużyć się osieroconemu człowiekowi, to go wysłuchać.

Nie usiłuj opowiadać osobie osieroconej o jej uczuciach.

Nie wnikaj w szczegóły śmierci.

Unikaj błahych tematów w obecności osoby przeżywającej stratę.

Powstrzymuj przed podejmowaniem ważkich decyzji, dopóki nie skończy się okres ciężkiej żałoby.

Po pewnym czasie zacznij zachęcać osobę opłakującą do aktywniejszego życia poza domem. Jej samej może brakować inicjatywy, aby zacząć działać.

Pomoc to coś więcej, niż postępowanie zgodne z kilkoma przykazaniami. Szczególnie, gdy strata jest przytłaczająca, a my jesteśmy blisko tych, których dotknęła, może się zdarzyć, że będziemy musieli poświęcić znacznie więcej czasu, troski i uwagi – więcej samego siebie- aniżeli mogliśmy przypuszczać. Niewykluczone, że do nas będzie należeć odgadywanie specjalnych potrzeb naszego pogrążonego w smutku przyjaciela oraz podejmowanie prób ich zaspakajania."

 

Nie wiem, kto jest autorem tego suplementu. Być może powstał jako suma doświadczeń wspólnych: tych, których śmierć dziecka oblekła w żałobę i tych, którzy próbowali pomóc, ale wiem, że nie każdy jest w stanie unieść ciężar niesionej pomocy. Wielu przecenia swoje możliwości w tym względzie sądząc, że jest dostatecznie silnym, by towarzyszyć komuś po utracie bliskiej osoby.

 

Zawsze z pokorą oceniajmy swoje możliwości. Tak jest lepiej dla wszystkich.

 

 

AUTOR: Ks. Ryszard K. Winiarski

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.nepomucen-dorohusk.pl