Nie myj rąk, obmyj serce! PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 30 sierpnia 2015 02:27

XXII Niedziela zwykła, Rok B

 

CZYTANIA: Pwt 4, 1-2. 6-8; Ps 15 (14), 1b-3a. 3bc-4ab. 4c-5; Jk 1, 17-18. 21b-22. 27; Mk 7, 1-8. 14-15. 21-23

 

 

Marek Ewangelista położył wielki nacisk na Jezusowe objaśnienie przyczyn prawdziwej nieczystości. Kierując swoją Ewangelię do mieszkańców Rzymu szczegółowo wyjaśnia problem, który słuchaczom pogańskiego pochodzenia nie tylko był zupełnie obcy, ale także nie mógł mieć w ich odczuciu większego znaczenia. Lecz Marek konsekwentnie tłumaczy sens opozycji pomiędzy Jezusem a faryzeuszami i wyprowadza z tego wydarzenia uniwersalne przesłanie. W ten sposób zagadnienie interpretacji Prawa, które wydaje się wyłącznie żydowskim doświadczeniem, nabiera powszechnego znaczenia. Nie tylko potomkowie Abrahama i Mojżesza mają problem, aby zrozumieć pragnienie Boga. Każdy człowiek podlega pokusie wybranie tego, co łatwiejsze, szybsze, niewymagające wielkiego zagłębiania się w istotę relacji do Boga. Każdy chce być panem swej sytuacji, także w odniesieniu do „sił wyższych”, dlatego faryzejska „metoda” zagraża nie tylko Hebrajczykom.

 

Pomijając znaczenie sanitarne prawa o obmyciach rytualnych, jego celem jest wskazanie na konieczność zachowania tożsamości, która zrodziła się z Bożego wybrania. Obce kultury, religie i zwyczaje zagrażają swoją uwodzącą egzotycznością lub pozorną łatwością dostosowania się do nich. Naród Wybrany musi ochronić się przed „zanieczyszczeniem” niesionym przez świat. Dlatego aby móc modlić się, nawiedzać świątynię, składać ofiary, czyli być „miłym Bogu”, trzeba być „czystym”. Jest to nieustanna walka o utrzymanie świadomości przynależności do ludu, który jest inny, niż wszystkie inne ludy. Zgorszenie, które budzi Jezus nie korygując swoich uczniów, to prosty efekt takiego myślenia. Prorok i nauczyciel nie może nie respektować Prawa, bowiem niszczy w ten sposób esencję wybrania i wyjątkowości, wyrzeka się przywileju przynależności do Narodu Wybranego, zapiera się Boga.

 

Dzisiejsze „obmycia”, czyli wszelkie rytualne gesty, mają w swej istocie te same korzenie, co praktyki żydowskie. Człowiek chce zasłużyć na przychylność Nieba mocą swoich uczynków i „pobożnych” zachowań. Ale nie dostrzega, że w centrum swego życia umieścił siebie samego. Skoncentrowany na sobie, obsesyjnie dokładny lub lękliwie niepewny swoich kolejnych kroków, jest tak bardzo zapatrzony we własny pępek, i tak bardzo pragnie znaleźć w sobie pewność, iż zasługuje na miłość i zbawienie, że nie dostrzega wokół siebie nikogo, a zwłaszcza tych, którzy mogliby czegoś od niego oczekiwać. I wcale nie ma znaczenia czy chodzi o ojca rodziny, babcię, wikarego, kanonika, etc. Każdy w swoim otoczeniu rozwija ten sam egocentryczny model świata. Ojciec rodziny w poczuciu swej sprawiedliwości i poświęcenia tak samo może nie dostrzegać potrzeb swoich dzieci, jak proboszcz zapatrzony w piękno łacińskiej kaligrafii lub marmury wznoszonego kościoła, nie zauważa, że parafianie zupełnie nie rozumieją, o co mu chodzi.

 

Jezus odkrywa przed nami zupełnie inne kryterium przynależności do Ludu Wybranego. Nie ma ono wiele wspólnego z obmyciami kubków i dzbanów. Tylko odrzucenie prawdziwej nieczystości, czyli grzechu, jest znakiem wybrania i przynależności do Boga. Konfrontacja pomiędzy ludzką tradycją, a Bożymi przykazaniami stanowi problem nie tylko judaizmu. Jest to problem obecny także w naszym życiu. Z niemniejszym oburzeniem niż faryzeusze, musimy doświadczy, jak bardzo nieużyteczne są nasze pobożne praktyki. Powtarzanie kolejny raz rytualnych modlitw, gestów, pielgrzymek, błogosławieństw, nie na wiele się zda, jeśli nie dotkniemy otchłani, z której zionie śmiercionośny zapach. Nasze serce jest tą przerażającą bramą śmierci, do której boimy się zbliżyć. Stamtąd wychodzi to, co uśmierca nas i naszych bliźnich. A za bramą śmierci jest skrzętnie chroniony idol. Bożek, który nazywa się JA, któremu składamy hołdy każdym kolejnym grzechem, każdą kolejną przemocą, zaplanowaną lub spontaniczną.

 

Bardzo lubię w Markowej liście grzechów to, że pojawia się w niej na ostatnim miejscu głupota. Nie jest to niewinny grzech, ale umieszczając go w bezpośredniej bliskości pychy, moim zdaniem Marek czyni to celowo. Głupota przerasta pychę, która jest pierwsza na liście siedmiu grzechów głównych. Nie mam pretensji do wyczerpania zagadnienia, ale już pobieżny opis głupoty w Biblii powinien nas przerazić: Głupi nie pozwala się korygować, on nie wie, a mimo to zawsze „wie lepiej”. Głupi nie zna woli Boga, on czyni zawsze to, co on uznaje za ważne. Głupi nie rozumie, że dzisiejszy sukces nie zapewnia „nieśmiertelności” na dzień jutrzejszy. Głupi spowiada się z jedzenia w piątek kiełbasy, ale każdego wieczoru kładąc się spać marzy, jak to pewnego dnia zemści się na tych, co się z niego śmieją lub zrobili mu jakąś krzywdę. Głupi twierdzi, że zna swoje serce i doskonale rozumie swoje motywacje, dlatego jego najczęstszym pytaniem jest pytanie o to, jak i kiedy odmawiać tę czy inną modlitwę, a owocem Mszy jest zadowolenie lub też nie z tembru głosu kapłana, jego gestów i jakości śpiewów.

 

Faryzejski problem przestrzegania Prawa jest nieustannie aktualny. Łatwiej jest obmywać kubki i przestrzegać zasad koszerności niż uczyć się pokory przyjmując korekty i demaskując najgłębsze pragnienia serca, często zrodzone ze zranień i niedostatków, których nie chcemy uznać. Już Jeremiasz doskonale to rozumiał: „Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne - któż je zgłębi? Ja, Pan, badam serce i doświadczam nerki, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków.” Tylko Jezus ma moc oraz dość miłości i cierpliwości, aby demaskować formalizm naszych religijnych aktów. Nie tylko faryzeusze lubili „zewnętrzną” pobożność. Nam także łatwiej przychodzi recytować koronki, niż przyjąć wezwanie do nawrócenia i ruszyć w stronę pojednania ze skrzywdzonym lub krzywdzącym bliźnim. Faryzeizm to jeden z bardziej przebiegłych sposobów, w jaki ukrywa się w nas stary człowiek, który nie chce obumrzeć w wodach chrztu, aby żyć nowością życia z Chrystusem i w Chrystusie.

 

 

AUTOR: Ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO: