Inicjacja do bycia bogatym PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 10 października 2015 22:48

XXVIII Niedziela zwykła, Rok B

 

 

CZYTANIA: Mdr 7, 7-11; Ps 90 (89), 12-13. 14-15. 16-17; Hbr 4, 12-13; Mk 10, 17-30

 

 

Przybiega w ostatnim momencie, jakby mocno zastanawiał się, czy warto to zrobić. Wdaje się zadawać najważniejsze pytanie w swoim życiu, wypełnionym ciężką pracą pomnażania swego majątku, co nie jest łatwe, jeśli w interesach chce się przestrzegać przykazań Wszechmogącego. I w takim momencie, pełnym napięcia i oczekiwań, poszukiwania potwierdzenia dla słuszności dokonanych wyborów oraz oczekiwania na poradę, co można ulepszyć na raz obranej drodze życia, okazuje się, że Jezus nie wyraził nawet najmniejszego podziwu dla trudu włożonego w uczciwe i ciężkie zarabianie na życie. Potrafił pochwalić rzymskiego żołnierza i pogańską kobietę, a dla pobożnego i ciężko pracującego współrodaka nie znajduje żadnego słowa uznania. A przecież Pismo mówi: „A był Abram już bardzo zasobny w trzody, srebro i złoto.” „Przebywając w tym kraju, zasiał Izaak ziarno i doczekał się w owym roku stokrotnego plonu, gdyż Pan mu pobłogosławił. I tak stawał się on coraz bardziej zasobny, aż dorobił się wielkiej majętności.” „Tak to stał się Jakub człowiekiem bardzo zamożnym; miał bowiem liczne trzody, a ponadto niewolnice, sługi, wielbłądy i osły.” Czyż nie wolno mi pomyśleć: „Skoro Patriarchowie mogli być bogaci, dlaczego nie ja?”

 

 

 

Historia jednego z królów Izraelskich: „Ezechiasz posiadał bogactwa i bardzo wielką sławę. Nabył sobie skarby w srebrze, w złocie, w drogich kamieniach, w wonnościach, w tarczach i innych wartościowych przedmiotach. Przygotował także składy na plony zboża, na moszcz i oliwę, stajnie dla różnych gatunków bydła i owczarnie dla trzód. (…) Kiedy jednak przybyło poselstwo książąt babilońskich, wysłanych do niego po to, by się dowiedzieć o cudzie, jaki zdarzył się w kraju, Bóg opuścił go, wystawiając go w ten sposób na próbę, aby ujawniły się w pełni zamiary jego serca.” Oraz Księga Hioba, która jest dziełem dydaktycznym i skupia się raczej na problemem cierpienia, ale jednym z jego wymiarów jest utrata wszystkich dóbr: „Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła. (...) Mówi Pan do szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on». (...) Rzekł Pan do szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki».” Lecz koniec historii Hioba to typowy happy-end: „I Pan przywrócił Hioba do dawnego stanu, gdyż modlił się on za swych przyjaciół. Pan oddał mu całą majętność w dwójnasób.” Takie zakończenie obniżą wartość dramatyczną dzieła, a nas niestety utwierdza w przekonaniu, iż aby nie stracić posiadanych dóbr, trzeba znaleźć sprawiedliwość … większą, niż sprawiedliwość Hioba. Czysta iluzja.

 

Ewangelia o Bożej relacji do pieniądza jest dla nas o tyle trudna, że dotyka największej i najniebezpieczniejszej idolatrii tego świata. „Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” Realizm problemu nie jest w odrzuceniu władzy pieniądza nad światem. To potrafimy zrobić, dostrzegając jak dyktat zysku skutecznie uśmierca człowieczeństwo jednostek i społeczeństw. Sytuacja naprawdę się komplikuje wówczas, kiedy postawimy konkretne pytanie o naszą relację do dóbr, które w rzeczywistości posiadamy. I wcale nie chodzi wyłącznie o to, co materialnie jest wymienialne na pieniądze. Tak samo bywamy przywiązani do samej wartości pieniądza, jak i do tego, co dzięki niemu otrzymujemy: standard życia, rozrywki, pozycję społeczną, uznanie, zazdrość ze strony innych, która potwierdza wartość posiadanych dóbr. I ta najgorsza iluzja, że ja jestem wolny, że inni owszem, są niewolnikami swoich pieniędzy, ale ja nie. Dziesiątki sytuacji z mojego życia służą mi w utwierdzaniu się, że to ja posiadam pieniądze, a nie pieniądze mnie posiadają. Ale właśnie w takich iluzjach tkwi siła Mamony.

 

Przychodzi mi na myśl człowiek, którego spotkałem wiele lat temu, a który przekonany o swej Ewangelicznej motywacji opowiadał, jak to wszystko oddał żonie, która go opuściła. Rzeczywiście nie miał gdzie mieszkać, a po rozwodzie także formalnie stracił wszystko, co posiadał. Ale w tym samym czasie procesował się zawzięcie z kimś, kto go pomówił o niepopełnione zło. Strasznie trudna była to rozmowa, aby dotrzeć do prawdy, że porzucenie wszystkiego dla Jezusa to także gotowość na niesprawiedliwe oskarżenia ze względu na Niego. Pozbycie się dóbr materialnych jest tym jedynym środkiem, aby dostrzec, jak wiele posiadamy innych dóbr, których nie jesteśmy w stanie pozbyć się ze względu na Chrystusa. Dlatego stokrotna odpłata obiecana uczniom zawiera konieczny element formacyjny – otrzymujemy ją „wśród prześladowań”. Stokrotnie więcej, ale z fundamentalnym doświadczeniem, że moje życie, wyznawane poglądy, przekonania polityczne, plany zawodowe, sposoby spędzania wolnego czasu, wszystko, co do najmniejszego detalu, jest zależne od przynależności do Jezusa, jest owocem kroczenia za Nim.

 

Jezus proponuje każdemu człowiekowi, który pragnie życia wiecznego, drogę inicjacji do autentycznej wiary. Takiej wiary, która nie rodzi się ze strachu przed cierpieniem i śmiercią, ale z poznania miłości Boga, i nie jest nakierowana na „powodzenie w interesach”. Na drodze inicjacji chrześcijańskiej chrzest, zanurzenie w śmierć Chrystusa, pogrzebanie z Nim, jest jedyną odpowiedzią na ludzki lęk przed śmiercią, bowiem jest wyborem i antycypacją własnej śmierci. Wybieram śmierć dla grzechu, śmierć egoisty, który jest we mnie, śmierć starego człowieka, którym jestem, aby żyć dla Boga. Tego, kto doświadczył w ten sposób chrztu, nie da się zastraszyć śmiercią. Męczennicy to potwierdzają, święty Maksymilian Kolbe to pokazuje. Ten, kto wyrzeczeniem dóbr dał się zainicjować do prawdziwego życia bogactwem Królestwa Bożego, zyskuje stokrotnie, wkracza na drogę wiary i jest dziedzicem życia wiecznego: „Co ci daje wiara? – Życie wieczne!” Dlatego przyjęcie Jezusowego wezwania do sprzedania dóbr nie ma nic wspólnego z rozważaniem na temat uczciwości, powołania do pracy, dzielenia się z potrzebującymi, czy umiejętności ograniczenia swoich potrzeb. Jezus wzywa każdego z nas do dojrzałości wiary, do świadomego wkroczenia na drogę życia wiecznego. „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.”

 

 

AUTOR: ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: niedziela, 11 października 2015 09:23