Jak zachwycić się Słowem? PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
czwartek, 24 grudnia 2015 20:10

Narodzenie Pańskie

 

 

CZYTANIA: Iz 52, 7-10; Ps 98 (97), 1. 2-3ab. 3Cd-d. 5-6; Hbr 1, 1-6; J 1, 1-18

 

 

Narodzenie Pańskie, „bezpieczne” święta, bowiem nie mówią o krzyżu, a malowniczością szopek i światełkami choinek zasłaniają Getsemani i Kalwarię. Wspomnienie historii, bolesnej dla Świętej Rodziny, ale pełnej radości i nadziei dla pastuszków,i dla kolejnych pokoleń wierzących.  Nowonarodzony odrzucony przez bogatych egoistów, aby stać się radością ubogich i prostych. Śpiewanie Bożej Dziecinie czułych kolęd i smucenie się z powodu ludzkiej złości, która każe rodzić się Bogu w stajni, pomiędzy zwierzętami. Wielokrotne zachęty, aby nie pozostawić samego Nowonarodzonego, ale aby czuwać przy Nim razem z Jego Matką. Wspomnienie cudownej przeszłości, w której Bóg stał się człowiekiem, przyjął naszą słabą naturę. Spełnienie mesjańskich proroctw, które wieszczą radość odkupienia win. „Słowo stało się ciałem”, ale czy rzeczywiście zamieszkało pomiędzy nami? Czy przyjęło ciało w naszym życiu?

 

 

 

Słowo: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.” Ale ja wcale nie mam zamiaru szukać Królestwa w ubóstwie. Wizja braków i niezaspokojonych potrzeb napawa mnie lękiem. Słowo: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.” Mam kilku nieprzyjaciół, którzy obnażają moje słabości, denuncjują ukrywane skrzętnie grzechy. I wcale ich za to nie kocham, chociaż okazują najłagodniejszą formę nieprzyjaźni. Słowo: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.” Każda porażka to okazja do rozpamiętywania źle dokonanych wyborów i poddawania w wątpliwość tych, które wydają się dobre. Każde poczucie sukcesu naznaczone jest pragnieniem, aby kilka ważnych dla mnie osób to dostrzegło. Słowo: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie.” Przerażająco prosta metoda na zdemaskowanie idolatrii i przywiązań wrogich Bogu. Ale ktoś we mnie powtarza, że można kochać Boga i bez takiego skrajnego radykalizmu. Czy aby rzeczywiście Słowo stało się ciałem? A przecież to tylko cztery zdania z Ewangelii, która cała jest Słowem Boga.

 

 

Słowo dziś nie stało się ciałem. Nie stało się ciałem mojego życia. Słowo pozostało wspomnieniem dawnego Ciała ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, Ciała obecnego w Eucharystii, któremu można się przyglądać i które można adorować z bezpiecznej odległości, zawsze z pewną obawą, aby przypadkiem nie zaczęło stawać się ciałem mojego życia. Takie Narodzenie Pańskie filmowo-wspomnieniowe: „Jakie to piękne i wzruszające, co Bóg uczynił dla ludzkości.” Albo historyczno-ideologiczne: „Bez Chrystusa nie byłoby naszej cywilizacji!” Stajemy na zewnątrz szopki i cieszymy się, że to ktoś inny był Maryją i Józefem, że to życie innych było całkowicie wywrócone poprzez Słowo, które stało się ciałem. Nawet radość pasterzy jest wirtualna, odległa, nie nasza i służy temu, aby uspokoić sumienia, bowiem nawet najbiedniejsi otrzymali swoją porcję radości. Wyizolowaliśmy te święta z historii zbawienia i zrobiliśmy z nich ikonę radości, nadziei, wzruszeń i rodzinnego, suto zastawionego stołu. A przecież Narodzenie Pańskie to dopiero początek historii Słowa, które stało się Ciałem.

 

 

Jan Ewangelista pokazuje bardzo szeroko kontekst wcielenia. Słowo wkracza w naszą historię. Ono przyszło na świat po to, byśmy oświeceni, uwierzywszy w Nie, stali się dziećmi Bożymi, byśmy narodzili się z Boga i oglądali Jego chwałę. Taki rozległy program to nie jest jedno święto, ale to prawdziwa i kompletna droga wtajemniczenia. Słowo stało się ciałem, aby poprzez mękę i śmierć wejść do chwały zmartwychwstania. Słowo zamieszkało między nami, byśmy razem z Nim umarli dla grzechu, zostali współukrzyżowani i pogrzebani, i razem z Nim powstawszy z martwych, zaczęli żyć dla Boga. Radość Narodzenia Pańskiego to radość zagubionych wędrowców, którzy postawili pierwszy krok na drodze, która teraz zaprowadzi ich do celu. To radość pierwszego kamienia wrzuconego pod fundament rozpoczynającej się budowy rodzinnego domu. To radość jeńca, który ususzał o pierwszej przegranej bitwie swoich wrogów. To początek drogi na Golgotę i na Górę Wniebowstąpienia.

 

 

Tajemnica Słowa, które stało się ciałem, to „wysiłek” Boga, aby człowiek chciał Go rozpoznać, przyjąć, odpowiedzieć miłością na Jego miłość. Od pierwszego rajskiego pytania skierowanego do Adama po grzechu, aż po dzień dzisiejszy, Bóg nie przestaje powtarzać pytania o naszą rzeczywistość, nieustannie woła do każdego: „Gdzie jesteś?”

 

 

I nie dlatego, że On tego nie wie, ale z delikatnością ojca, który kocha swe dzieci, próbuje uświadomić nam nasze położenie. A każde pytanie o to, gdzie jesteśmy, potrzebuje jakiegoś punktu odniesienia. Naszą tragedią jest to, że tym punktem odniesienia uczyniliśmy nasze ambicje, oczekiwania, bzdurne marzenia czy też niemożliwe do nasycenia pragnienia. Dlatego kiedy słyszymy pytanie, „Gdzie jesteś?”, wskazujemy na nasze osiągnięcia oraz ile nam jeszcze brakuje do realizacji kolejnych planów, kogo pokonaliśmy w rywalizacji, a kto jest daleko przed nami i nie potrafimy mu tego nie zazdrościć. A Bóg pragnie byśmy dostrzegając naszą niezdolność kochania zapragnęli Jego Słowa, które stanie się ciałem w naszym życiu i wypełni przestrzeń naszego życia swoją miłością i swoja mocą.

 

 

 

AUTOR: ks. Maciej Warowny, Francja

 

 

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: piątek, 25 grudnia 2015 14:06