II Niedziela po Bożym Narodzeniu PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
sobota, 02 stycznia 2016 02:25

Ewangelia, czytania pozostałyby zabawą w słowa, jeśli nie staną się ciałem, czyli nie przybiorą kształtu w moim, naszym człowieczeństwie.


Nie chodzi o to, abyśmy wiedzieli, o co w nich chodzi, ale o co chodzi Bogu w moim życiu, aby stało się ono bardziej tajemnicą „wcielenia Słowa”.

Dzisiejszy tekst Ewangelii, jej Prolog, był czytany w trzeciej, ostatniej Mszy Bożego Narodzenia, był czytany w siódmy dzień oktawy, jest czytany w drugą niedzielę po Bożym Narodzeniu. Przypadkowo, przez niespójność lekcjonarza czy w określonym celu? Mimo, że długi i dla wielu przez całe życie „nudny”, jeśli jest słuchany bez poczucia związku z wydarzeniami z życia Jezusa, bez związku z własnym życiem! Odmawiany po każdej Mszy sprzed Soboru Watykańskiego II.

 

Tymczasem Ewangelista w formie hymnu chce tak wiele powiedzieć tym, którzy chcą spotkać się z Ewangelią Jezusa, a nie są pochodzenia żydowskiego. Prolog zaprasza nas do pytań i odpowiedzi o sens świata i życia. Zaprasza do głębokiej refleksji nad tym, Kim jest Jezus w relacji do Boga, świata, ludzi znanych z opisów Bożego Narodzenia u innych Ewangelistów (Betlejem, aniołowie, pasterze, królowie). Ewangelista zachęca adresata do dawania odpowiedzi Bogu żywemu, który mówi do człowieka i objawia mu siebie samego. To nie jest jakaś zabawa pojęciami „słowo” i „Bóg”. Sens tej wypowiedzi objaśnialiśmy sobie w dzień Bożego Narodzenia. „Prolog” oznacza wstęp, tutaj do Ewangelii o Jezusie Chrystusie. „Dobry początek, to połowa roboty”. Jan „na starcie” chce nam ułatwić zrozumienie tego, co przedstawi dalej jako radosną nowinę! Ten Prolog wiąże się z naszym życiem poprzez pozostałe czytania i poprzez sprawowaną Eucharystię.

 

„Pośród was stoi ten, którego nie znacie” – słyszeliśmy wczoraj i usłyszymy wkrótce od Jana Chrzciciela. Wielu z nas chętnie myśli o Jezusie zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia jako o dziecku narodzonym w żłóbku. Lecz Jezus dawno przestał być jedynie Dzieciątkiem. Tyle nieporozumień odnośnie Jezusa nosimy w sobie, że i w stosunku do nas te słowa Jana mogą być prawdą. Kiedy usiłujemy opisać Wcielenie, to trudno nam jest wypowiadać się zrozumiale. Bo w jaki sposób wyjaśnić, że Syn Boży zrezygnował z objawienia się na boski sposób, aby stać się człowiekiem na tak krótki czas? Nawet teologowie chwytają się wszystkich rodzajów języka do wyjaśnienia tajemnic naszej wiary. Paul Tillich powiedział, że Bóg jest podstawą naszego istnienia. A Rudolf Otto użył określeń „misterium tremendum”, misterium wzbudzające drżenie (lęk). Nie potrafimy znaleźć wystarczająco dobrych słów, wystarczająco wielkich i potężnych, aby opisać misterium zawarte w radosnej nowinie Bożego Narodzenia.

 

 

„Słowo stało się ciałem”. Gdybyśmy mieli jedynie Ewangelię Jana, to byłoby to wszystko, co wiedzielibyśmy o narodzeniu Jezusa: zanim został nazwany imieniem Jezus, Jego imieniem było Słowo, było ono z Bogiem („u Boga”) od samego początku, powołując wszystko do istnienia, sprawiając że rzeczywistość istnieje, wprowadzając światłość i mądrość w ciemności.

 

 

Ono było siłą życia Bożego w świecie. Było oddechem we wszystkich żywych istotach. Było iskrą elektryczną, która naładowuje ludzkie serca, było ogniem wewnątrz słońca. Było przestrzenią między gwiazdami. Ono było osią, wokół której krążą galaktyki. Jan zamierza powiedzieć, że jednak nie każdy przyjął tę nowinę. Niektórzy zostali oślepieni przez to światło i wybrali ciemności, które znali, zamiast światła, którego nie znali. Słowo przybliżyło się do nich i zadźwięczało w ich uszach, lecz oni Go nie zrozumieli i odeszli. Wtedy Bóg zdecydował się przemówić w nowy sposób. Zdecydował się przemówić językiem ciała, językiem człowieczeństwa. „A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami pełne łaski i prawdy”. Jest to Janowa historia Bożego Narodzenia w łupinie (orzecha). Jan, podobnie jak Łukasz, mówi nam o spotkaniu ze Świętym.

 

 

Słowo Boga zostało przełożone na człowieka (istotę ludzką). Boże życie, duch i moc zostały skupione w śmiertelnym życiu na ziemi, w rezultacie czego nic już nie pozostanie takie samo. Dlatego, że wieczne Słowo Boga przyjęło postać człowieka.

 

 

Jedną z uderzających cech Ewangelii św. Jana jest sposób, w jaki obrazuje ona życie i posługę Jezusa Chrystusa. Pozostałe Ewangelie opowiadają nam historie o Jezusie. W nich niczym uczniowie jesteśmy stawiani wobec pytania: „Kim jest ten, któremu wiatr i jezioro są posłuszne? Kim jest ten, który żywi tysiące kilkoma chlebami i rybami?” Natomiast u Jana nie znajdujemy wątpliwości co do tego, kim jest Jezus, ponieważ on sam nam to mówi. Zwykle czyni to stwierdzeniem „Ja jestem”. Jan wprowadza Jezusa w sytuację, a sam Jezus osobiście będzie objaśniał, kim jest i co zamierza zrobić…

 

 

Możecie Go umieścić na pustyni, otoczonego przez chronicznie głodnych, i Jezus powie: „Ja jestem chlebem życia. Kto przychodzi do mnie, nigdy nie będzie głodować; kto wierzy we mnie, nigdy nie będzie pragnąć” (J 6, 35).


Możecie Go umieścić pośród ludzi zdezorientowanych, pytających: „Kim jesteś? Czym się różnisz od wszystkich innych przewodników, nauczycieli, religijnych liderów?” I Jezus odpowiada: „Ja jestem bramą dla owiec. Kto wchodzi przeze mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie i znajdzie paszę” (J 10, 7. 9). Jest to akt samookreślenia się.

 


Możecie Go umieścić nad grobem, wśród ludzi sparaliżowanych żałobą, a Jezus mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we mnie, nawet jeśli umrze, żyć będzie” (J 11, 25).

 

Albo umieście Go między ludźmi, którzy czują się wyobcowani przez trudności życiowe, a Jezus powie: „Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Kto pozostaje we mnie, a ja w nim, przyniesie owoc obfity, ponieważ beze mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5).


W Ewangelii Jana z jednej sytuacji na drugą Jezus siebie określa i mówi: „Jestem tym i tym”. W ósmym rozdziale Jezus mówi: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności” (J 8, 12). Zapowiedzią tych słów są słowa otwierające czwartą Ewangelię, w których autor definiuje osobę i dzieło Jezusa terminem światła: „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi” (J 1, 3-4. 9). Mamy „instrukcję”, że nie wolno nam się zatrzymać ani na Bożym Narodzeniu, ani na Prologu Ewangelii. Lecz obchodząc Boże Narodzenie jako „czas świateł” i życia, mamy wyruszyć w Drogę za tym, Który jest światłością i mądrością (Prawdą), i Życiem. Po to, żeby się to nie skończyło na oświetleniu żarówkami i świeczkami choinek, domów, kościołów, ołtarzy i twarzy.

 

 

Ewangelia, czytania pozostałyby zabawą w słowa, jeśli nie staną się ciałem, czyli nie przybiorą kształtu w moim, naszym człowieczeństwie. Nie chodzi o to, abyśmy wiedzieli, o co w nich chodzi, ale o co chodzi Bogu w moim życiu, aby stało się ono bardziej tajemnicą „wcielenia Słowa”. Chrystus nie odmówi swojej obecności w żadnej okoliczności życia, jeśli zdecydujemy się Go w nim „umieszczać”, zapraszać. Słowo Boże jest żywe, jeśli jest w stanie czynnym, w stronie czynnej, a nie biernej. Bóg odbiera chwałę w naszym życiu wtedy, gdy przekładamy na codzienny sposób życia nasze „współ-narodzenie” z Jezusem. Gdy nasze przyjęcie Jezusa w darze Jego narodzenia, uczyni widzialną i dotykalną Ewangelię, którą jest Wcielone Słowo. Amen.

 

 

Autor: o. Władysław Chaim CSsR – Misjonarz Warszawskiej Prowincji Redemptorystów – Zamość

 

źródło: