IV Niedziela Zwykła PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
piątek, 29 stycznia 2016 23:01

Dzisiejszy człowiek jest tak zapatrzony w siebie, że nie zauważa już, albo może nie chce zauważyć również i Boga. Dla wielu ludzi Bóg umarł, jak to twierdził w swoich filozoficznych wywodach Nietzsche. Nie brakuje w dzisiejszym świecie też i takich, którzy w kulcie własnej osoby wystawiają sobie pomniki.


„Porwali się z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się” (Łk 4, 30).

 

Jedną z charakterystyk dzisiejszego zsekularyzowanego świata jest egoizm. Współczesny człowiek zapatrzony jest tak w siebie, że bardzo łatwo zapomina o innych, albo przypomina o nich sobie, jeśli oni są mu do czegoś potrzebni. Papież Franciszek w adhortacji Evangelii gaudium o głoszeniu Ewangelii we współczesnym świecie stwierdza, że:

 

„Samego człowieka uważa się za dobro konsumpcyjne, które można użyć, a potem wyrzucić. Daliśmy początek kulturze «odrzucenia», którą wręcz się promuje. (...) Aby utrzymać styl życia wykluczający innych albo żeby móc entuzjazmować się tym egoistycznym ideałem, rozwinęła się globalizacja obojętności” (zob. EG, nr 53-54).


Dzisiejszy człowiek jest tak zapatrzony w siebie, że nie zauważa już, albo może nie chce zauważyć również i Boga. Dla wielu ludzi Bóg umarł, jak to twierdził w swoich filozoficznych wywodach Nietzsche. Nie brakuje w dzisiejszym świecie też i takich, którzy w kulcie własnej osoby wystawiają sobie pomniki. Nie brakowało ich szczególnie w czasach komunizmu i stalinizmu, ale i nie brakuje ich również dziś, jak choćby na przykład w Korei Północnej. Dla tak wielu to nie Bóg stał się człowiekiem, ale człowiek stał się bogiem dla siebie i dla innych.

 

Kilka tygodni temu w brazylijskim serwisie mediów społecznościowych został pokazany krótki film, który miał przekonać społeczeństwo o legalizacji aborcji. Zasadniczym argumentem było hasło: „Moje ciało, moje reguły, moje prawa”. Oczywiście spotkał się on z ogromną krytyką, ale jasno wyrażał to, czym chce się nafaszerować współczesnego człowieka. To już nie Bóg, to nie przykazania, to nie naturalne prawo, to nie Chrystus, tym bardziej nie Kościół Katolicki i nie tradycja pokoleń, ale to ty, człowieku (i polityku), jesteś panem siebie, twórcą i nośnikiem współczesnego, a nie „archaicznego”, „przestarzałego” czy „homofobicznego” prawa. Sam chrześcijanin nie jest wolny od tej pokusy, jak zauważa ojciec święty Franciszek w Evangelii gaudium, gdy egoistycznie ufa tylko we własne siły i uważa się za kogoś ważniejszego od innych (zob. EG, nr 94).

 

Dzisiejsza liturgia słowa staje się dla nas, dla Kościoła i dla każdego ochrzczonego wyzwaniem do zastanowienia się nad sensem własnego chrześcijańskiego życia i misji, jakie mamy do spełnienia w Kościele, w rodzinie i w społeczeństwie.

 

Pozwala nam ona uświadomić sobie, że nasze życie, nasze powołanie, nasza egzystencja należą do Boga, bo:


„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, poświęciłem cię, nim przyszedłeś na świat, ustanowiłem cię prorokiem dla narodów” (Jr 1, 5).

 

Nie jesteśmy pępkami świata, ale jego integralną częścią. I jeśli już mówimy i domagamy się godności, to ona właśnie znajduje swe uzasadnienie w powołaniu do istnienia i do misji, które otrzymaliśmy od Pana. I jej ostatecznym wykładnikiem jest chrześcijańska miłość, która „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma, [...] nigdy nie ustaje”, jak to pięknie napisał do chrześcijan z Koryntu, tak i dziś do nas pisze św. Paweł Apostoł.

 

Dzisiejszą niedzielną Eucharystią rozpoczynamy nowy tydzień, który naznaczony będzie wczesnym wstawaniem do codziennych obowiązków, codzienną gonitwą za chlebem na powszedni dzień. Będzie on naznaczony również codziennym zmaganiem się z sobą, z sąsiadami, z szefem albo kolegami z pracy czy biura. Dla tak wielu będzie naznaczony niekończącym się czasem spędzonym na szpitalnym łóżku. Czym będzie dla naszych polityków?

 

Dzisiejsza Ewangelia i cała liturgia słowa uświadamiają nam, że istnieją, można by powiedzieć, dwie drogi, którymi możemy podążać tego tygodnia.

 

Jedna to droga, z której możemy zepchnąć na pobocza życia i bycia Jezusowe słowa i prawa naznaczone przykazaniem miłości i miłosierdzia, jak to chcieli uczynić niektórzy mieszkańcy Nazaretu.

 

Druga droga, to ta doskonalsza, jak mówi św. Paweł w Liście do Koryntian, naznaczona miłością i ufnym pójściem krokami Chrystusa między ludzi, we współczesny świat, głosząc i świadcząc o Jego wielkości – droga chrześcijańskiego posłania.

 

Niedzielna Eucharystia udziela nam do tego sił:Przepasz swe biodra, wstań i mów... ja jestem z tobą”. Ale czy naprawdę korzystamy z tej łaski? Nie tak dawno opublikowane w Polsce wyniki badań, między innymi na temat uczestnictwa Polaków w niedzielnej Eucharystii, daje dużo do myślenia. Są regiony, gdzie to uczestnictwo jest naprawdę minimalne i dla większości niedzielna Eucharystia nie jest już tak konieczna. Czym więc posilać będą swoją wiarę, swoje życie i swoje chrześcijańskie posłanie?

 

Dla nas tu zgromadzonych, aby wysławiać pomoc Pana, jak to śpiewaliśmy w Psalmie 71, niech będzie ona tym urzeczywistnieniem się Pisma w codzienności naszej egzystencji, bowiem „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4, 21). Amen.

 

 

Autor: o. Krzysztof Dworak CSsR – Misjonarz pracujący w Wiceprowincji Redemptorystów w Bahia (Itabuna, Brasil) – Brazylia

 

źródło: