X Niedziela Zwykła PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 05 czerwca 2016 04:07

Ewangelia, którą dzisiaj czytamy, pokazuje nam również niezwykle dramatyczny obraz.

 

Oto naprzeciw siebie idą dwie procesje: z jednej strony Jezus z uczniami, z drugiej strony idzie wielki tłum ludzi, żegnający zmarłego młodzieńca, jedynego syna wdowy z Nain.

 

Opis dramatyczny, ponieważ kobieta wraz ze śmiercią syna straciła wszelką nadzieję. Straciła nadzieję na spokojne życie, nadzieję na to, by godnie żyć. Nic więc dziwnego, że kobieta była zrozpaczona.

 

I to właśnie bezgraniczna rozpacz matki wywołała współczucie Jezusa. Współczucie, które skłoniło Mistrza z Nazaretu do działania. Czytamy: Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz».


W życiu spotykają nas różne dramatyczne sytuacje. Sytuacje, z którymi ciężko jest nam się pogodzić: zaginięcie bliskiej osoby, nieuleczalna choroba, ciężki wypadek, nagła śmierć kogoś bliskiego. Często nie potrafimy sobie z tymi sytuacjami poradzić i poszukujemy wsparcia, słów otuchy, nadziei na lepsze jutro.

 

Choćby taka sytuacja, z którą pewnie niejeden z nas musiał się zmierzyć w swoim życiu. Przyszła do mnie kilka dni temu kobieta. Powiedziała do mnie:

 

Proszę ojca, ojciec pamięta, że we wrześniu mieliśmy z mężem jubileusz małżeństwa. A teraz wróciłam z wycieczki zagranicznej, źle się poczułam. Myślałam, że to problemy z ciśnieniem. Poszłam do lekarza. Diagnoza straszna: nowotwór z przerzutami. I tak przyszłam się już chyba pożegnać. Jutro idę do szpitala. Jestem gotowa na wszystko i pojednana z Bogiem. Niech ojciec mnie pobłogosławi.

 

Ewangelia, którą dzisiaj czytamy, pokazuje nam również niezwykle dramatyczny obraz. Oto naprzeciw siebie idą dwie procesje: z jednej strony Jezus z uczniami, z drugiej strony idzie wielki tłum ludzi, żegnający zmarłego młodzieńca, jedynego syna wdowy z Nain. Opis dramatyczny, ponieważ kobieta wraz ze śmiercią syna straciła wszelką nadzieję. Straciła nadzieję na spokojne życie, nadzieję na to, by godnie żyć. Nic więc dziwnego, że kobieta była zrozpaczona. I to właśnie bezgraniczna rozpacz matki wywołała współczucie Jezusa. Współczucie, które skłoniło Mistrza z Nazaretu do działania. Czytamy:

 

Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz».

Jezus postanowił w tej beznadziejnej sytuacji zainterweniować. Wziął sprawy w swoje ręce, choć nie był o to przez nikogo proszony. Dotknął mar, po czym wskrzesił młodzieńca:

 

Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!

 

I procesja śmierci zamieniła się w procesję życia.

 

Co ewangelista Łukasz chciał nam pokazać przez to wydarzenie?

 

Ewangelista Łukasz chciał nam pokazać, że Jezus jest Bogiem miłosierdzia, zatroskanym o potrzeby każdego człowieka. Jest Bogiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Pragnie każdego z nas obdarzyć swoją miłością, swoim pokojem i przebaczeniem. Chce, abyśmy i my umieli stawać się miłosierni na Jego wzór dla naszych braci. Chce, abyśmy potrafili dostrzec i pomóc tym, którzy żyją obok nas. Chce, abyśmy zobaczyli chorą sąsiadkę potrzebującą osoby do zrobienia choćby drobnych zakupów; biedne dzieci sąsiadów, które nie mają za wiele do zjedzenia. Chce, abyśmy zobaczyli, może tych najbliżej nas: męża, żonę, swoje dzieci, którzy potrzebują czasem tylko − a może aż − dobrego, pokrzepiającego słowa, zwykłej ludzkiej życzliwości. Dlatego tak bardzo potrzeba, abyśmy kształtowali w sobie postawę miłosierdzia.

 

Ogłaszając Rok Miłosierdzia, ojciec święty wzywał każdego z nas:

W tym jubileuszu Kościół zostanie jeszcze bardziej wezwany do leczenia tych ran, do opatrywania ich oliwą pocieszenia, do przewiązywania miłosierdziem oraz do leczenia ich solidarnością i należną uwagą. Nie wpadajmy w obojętność, która upokarza; w przyzwyczajenie, które usypia ducha i nie pozwala odkryć nowości; w cynizm, który niszczy. Otwórzmy nasze oczy, aby dostrzec biedę świata, rany tak wielu braci i sióstr pozbawionych godności. Poczujmy się sprowokowani, słysząc ich wołanie o pomoc. Nasze ręce niech ścisną ich ręce, przyciągnijmy ich do siebie, aby poczuli ciepło naszej obecności, przyjaźni i braterstwa. Niech ich krzyk stanie się naszym, tak byśmy razem złamali barierę obojętności, która często króluje w sposób władczy, aby ukryć hipokryzje i egoizm („Misericordiae vultus”).


Żadna ludzka tragedia, żaden ludzki problem nie może być obojętny naszemu sercu. Jeśli będziemy patrzeć tylko na samych siebie, tylko na nasze szczęście, możemy zaskorupić się we własnym egoizmie. Chrystus, a przez Niego Kościół, pokazuje nam bardzo mocno, co mamy robić, byśmy zrozumieli, czym jest miłosierdzie nad bliźnim. I oto zrozumienie dzisiaj prośmy Boga.

 

 

Autor: o. Rafał Nowak CSsR – Duszpasterz w parafii Matki Bożej Pocieszenia – Wrocław

 

źródło: