XI Niedziela Zwykła PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
sobota, 11 czerwca 2016 07:30

Jezus chodzi na wesela i przyjęcia, mówi o nich w przypowieściach. Jego zaś uczty, te z przypowieści czy z rzeczywistości, nie są spokojne. Zawsze bywają zakłócone jakimś zdarzeniem – czy to niedostatek wina, człowiek bez szaty godowej, czy inne...

 

Dzisiejszy ewangeliczny opis pobytu Jezusa na uczcie zakłóca publiczna grzesznica, a dokładniej kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne (por. Łk 7, 37).

 

 

 

 

Jezus chodzi na wesela i przyjęcia, mówi o nich w przypowieściach. Jego zaś uczty, te z przypowieści czy z rzeczywistości, nie są spokojne. Zawsze bywają zakłócone jakimś zdarzeniem – czy to niedostatek wina, człowiek bez szaty godowej, czy inne...

 

Tym razem pobyt na uczcie weselnej zakłóca publiczna grzesznica, a dokładniej kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne (por. Łk 7, 37).

 

Nie wiemy, czy była to Maria Magdalena, czy Maria – siostra Łazarza, czy też jakaś inna kobieta. Jest tu bez imienia. Postać anonimowa. W mieście znają ją – to grzesznica. Według takiej opinii takich kobiet jest i dzisiaj we współczesnym świecie dużo; mężczyzn tego rodzaju będzie pewnie o wiele więcej.

 

Uważajmy ją więc za przedstawicielkę tych, którzy popełniają grzech i przyznają się do niego.

 

Szymon zaś reprezentuje tych, którzy myślą o sobie, że są sprawiedliwi i dlatego mogą pogardzać innymi. On ma w swoim domu Jezusa, ale przyjął Go bez miłości, bez szacunku, na jaki mogli liczyć goście wchodzący do czyjegoś domu. Przyjął Jezusa bez jakiegokolwiek znaku wiary w to, że jest prorokiem…

 

Gdyby był prorokiem – myśli sobie – z pewnością wiedziałby, kim jest ta kobieta. Szymon jest więc człowiekiem bez wiary i bez miłości. Takim, jakimi są we współczesnym świecie przeciętni chrześcijanie, którzy niewiele czynią, aby pozyskać przyjaźń Jezusa i ją utrzymać. Myślą sobie, że jej nie potrzebują, że nie mają grzechu – co jest, jak wiemy, najgorsze ze wszystkiego.

 

Kobieta przychodzi do domu z grzechami, ale i z wiarą w Chrystusową moc i dobroć. Wierzy, że Jezus jej nie potępi jak inni. To właśnie przeświadczenie o dobroci Jezusa rodzi w niej miłość, a ta przejawia się w czynach – które tak bardzo przypominają podstawowe elementy naszej spowiedzi.

Okrywając pocałunkami stopy Jezusa – wyznaje pokorną wiarę, szczerą miłość do Jezusa, którego grzechami obrażała. Łzy są kąpielą jej duszy i oddają całą grzeszną przeszłość. Drogocenny olejek jest obrazem chęci zadośćuczynienia wszystkiego, aby naprawić krzywdy. Włosy natomiast są oznaką poświęcenia, oddania całej swojej osoby na służbę Chrystusowi.

 

Jezus powiedział: Kto wiele miłuje, temu wiele się odpuszcza. Kto chce otrzymać odpuszczenie wszystkich grzechów, musi dać Bogu wszystko, wyzbyć się wszystkiego, co Mu się w nas nie podoba oraz wszystko radośnie ofiarować, czego od nas wymaga.

Pamiętajmy o tym, kiedy w najbliższym czasie pójdziemy do konfesjonału ze swoimi grzechami.

 

 

 

Autor: o. Andrzej Makowski CSsR – Przełożony Klasztoru, Prefekt Tirocinium Pastoralnego Prowincji Redemptorystów oraz studia doktoranckie na Instytucie Liturgiki i Homiletyki na KUL-u – Lublin

 

źródło: