Śpisz… a może nawet umarłeś PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 27 listopada 2016 15:03

I Niedziela Adwentu, Rok A

 

CZYTANIA: Iz 2,1-5; Ps 122,1-2.4-9; Rz 13,11-14; Ps 85,8; Mt 24,37-44;

 

Święty Paweł, na progu kolejnego adwentu w naszym życiu, mówi nam: „Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu.” (Rz 13,11)

 

Co to dla nas oznacza? Skoro nadchodzi godzina powstania ze snu, to znaczy, że w tej chwili śpimy. I trzymajmy się tego. Skoro Biblia mówi, że śpimy to znaczy, że śpimy.

 

Oczywiście musimy rozumieć tę metaforę. Jak człowiek śpi to śni. Czasem są to piękne rzeczy, czasem straszne. Łączy je to, że nie są rzeczywistością.

 

Skoro śpimy to znaczy, że mijamy się z prawdziwym życiem. Mamy jakieś wyobrażenie o świecie, o ludziach, o sobie samym, o Bogu. I często okazuje się, że nie ma to nic wspólnego, albo niewiele, z rzeczywistością.

 

 

 

Ewangelia odnosi się do czasów potopu. Żenili się i za mąż wychodziły a tak naprawdę wszyscy spali i przespali swój czas. Jeden Noe żył naprawdę i wiedział co się dzieje.

 

Wiecie o co się modlę, gdy modlę się za naszą parafię? Modlę się o przebudzenie. Nie modlę się szczegółowo o to i o tamto, ale generalnie i po prostu o przebudzenie. Wierząc, że to przebudzenie jest kluczem do przemiany ludzi i całej parafii.

 

Z jednej strony to dar Boga a z drugiej nasza wolność w przyjmowaniu przebudzenia. Często łatwiej tkwić w iluzji, żyć złudzeniami.

 

Przebudzenie może być trudne i bolesne. I stoi przed tobą wybór – sen czy rzeczywistość, iluzja czy prawda?

 

Czego chcę od ciebie?

 

Gotowości przyjęcia do siebie myśli, że może jednak śnisz, że mijasz się z prawdą dotyczącą ciebie i Boga. Chcę od ciebie gotowości do przebudzenia. Wołaj do Boga: „Boże, jeśli śnię, to potrząśnij mną, bym się obudził”. Módl się o przebudzenie. Dla siebie i tej parafii.

 

Myśl o spaniu nawiązuje do innej, zapewne bardziej kontrowersyjnej, ale przecież pochodzącej także z Biblii, prawdzie o tym, że możemy być martwi.

 

Nie obrażajmy się zbyt łatwo, ale z pokorą przyjmujmy Boże Słowo. „Aniołowi Kościoła w Sardes napisz: To mówi Ten, co ma Siedem Duchów Boga i siedem gwiazd: Znam twoje czyny: masz imię, [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły.” (Ap 3,1)

 

Czego chcę od ciebie? Od siebie zresztą też.

 

Chcę byśmy nie przechodzili zbyt łatwo obok tego słowa, z myślą, że to nas nie dotyczy.

 

Jeśli jesteś oddzielony od Boga, to jesteś duchowo martwy. Jeśli żyjesz w grzechu to nie ma w tobie życia, Bożego życia.

 

A Bóg chce byś żył.

 

Co może się przysłużyć do tego, byśmy się obudzili i ożyli? Wiele rzeczy, ale ja powiem teraz tylko o jednej, która zbliża się do nas.

 

Są to rekolekcje.

 

Pomijając tych, którzy rekolekcje zupełnie zlekceważą i po prostu nie będzie ich wtedy w kościele, będą i tacy, którzy rekolekcje prześpią, i to będąc w kościele i u spowiedzi.

 

Szkoda czasu na spanie.

 

Dlatego przypomnijmy kilka zasad.

 

Pierwsza zasada. Rekolekcje trwają cztery dni. Nie jeden dzień. Nie dwa. Nie trzy dni, ale cztery dni. Cztery rekolekcyjne spotkania, cztery kazania.

 

Wiem, że to bywa trudne, że obowiązki i zmęczenie, że czasem jest to wręcz niemożliwe. Staraj się jednak i walcz o cztery dni rekolekcji. I pomyśl o innych. O babci swojej, o sąsiadach bez samochodu. Pamiętaj, proszę, cztery dni.

 

Druga zasada – bądź aktywny. Nie można być biernym słuchaczem: Przyjdę, posłucham, ocenię. Nie można sądzić, że rekolekcjonista za ciebie poprzestawia twoje myślenie i posprząta twoje życie. Ty to musisz zrobić.

 

Zatem nie tylko bierne słuchanie, ale aktywne pomyślenie o tym co się słyszy. Może rozmowa o tym w domu? Może pogłębienie rekolekcji przez jakąś dobrą książkę? Na pewno przez dłuższą i żarliwszą niż zwykle modlitwę.

 

Trzecia zasada – rekolekcje nie polegają na „zaliczeniu” spowiedzi. Odfajkowaniu jej. Wpadamy raz do kościoła, raz bo po co więcej, rozglądamy się gdzie tu jest ksiądz z najmniejszą kolejką, ustawiamy się, próbujemy coś tam sobie przypomnieć, jednym uchem słuchamy co dzieje się przy ołtarzu.

 

Potem szybko spowiedź. Najlepiej od razu pokuta „bo się zapomni”.

 

To nie tak. Spowiedź jest ważnym elementem rekolekcji, ale winna być przygotowana. Jak? Choćby przez pilne słuchanie rekolekcyjnej nauki. W czwartek nie będzie spowiedzi, byśmy całą swoją uwagę skoncentrowali na kazaniu. Broń się przed myśleniem, gdy bierzesz gazetę z planem rekolekcji, że skoro w czwartek księża nie słuchają spowiedzi to przyjdę sobie w piątek. Przyjdź już w czwartek.

 

I w czasie rekolekcji wyspowiadaj się. Jednak wcześniej się przygotuj. W domu się przygotuj. Zrób trzy rzeczy – pomódl się jak potrafisz o łaskę dobrej spowiedzi, przeproś się z domownikami i zrób rachunek sumienia.

 

Jeszcze raz podkreślę – zrób rachunek sumienia. Weź do ręki książeczkę do nabożeństwa, znajdź w niej rachunek sumienia, przeczytaj pytania rachunku sumienia i… odpowiedz na nie szczerze.

 

W refrenie psalmu śpiewaliśmy: „Idźmy z radością na spotkanie Pana”. Idźmy na jego spotkanie. Przychodzi w Bożym Narodzeniu, przychodzi w Adwencie, przychodzi w rekolekcjach.

 

Idźmy i spotkajmy się z Bogiem, by obudzić się, by wrócić do życia.

 

Winnica 27 listopada 2016 roku

 

 

AUTOR: ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

 

 

ŹRÓDŁO: http://funawi.pl

Poprawiony: niedziela, 27 listopada 2016 18:26