Św. Jana, Apostoła i Ewangelisty – Święto PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
poniedziałek, 26 grudnia 2016 20:34

Jeżeli mówimy o nawróceniach, najczęściej mówimy o św. Piotrze czy św. Pawle. Dzisiaj zechciejmy zobaczyć nawrócenie mniej spektakularne, jakie dokonuje się w życiu św. Jana Apostoła i Ewangelisty. Ale także bliższe dla większości nas, wierzących.

Przed napisaniem tej homilii zapytałem pewną siostrę zakonną o to, jak sobie wyobraża św. Jana. Odpowiedziała:


Wyobrażam sobie takiego młodego chłopca, zakochanego w Panu Jezusie, który stara się żyć miłością do Pana Boga i innych ludzi.

Chyba także większość z nas ma takie wyobrażenie o św. Janie.

 


 

Św. Jan, syn Zebedeusza i Salome, brat Jakuba Starszego, pochodził z Betsaidy. Razem z ojcem i bratem zajmował się rybołówstwem. Rodzinne przedsiębiorstwo rozwijało się dość dobrze, skoro mieli najemników (łódź i sieci). Był uczniem św. Jana Chrzciciela, a po wskazaniu przez Jana Jezusa jako „Baranka Bożego” podążył z Andrzejem za Nim. Wówczas usłyszeli od Nauczyciela z Nazaretu pytanie: „Czego szukacie?” Opowiedzieli pytaniem: „Nauczycielu gdzie mieszkasz?” W greckim oryginale występuje czasownik menein – dosłownie – „trwać”, moglibyśmy więc powiedzieć: „W czym jesteś zakorzeniony?” Jezus odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. To wydarzenie musiało wywrzeć silne wrażenie na Janie, skoro zapamiętał godzinę tego spotkania.

 

Jan był jednym z trzech, którzy byli obecni podczas przemienienia na Górze Tabor, przy wskrzeszeniu córki Jaira oraz w czasie konania i aresztowania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Jan był pod krzyżem, to jemu została powierzona Matka Boża. To on z Piotrem spieszył do grobu Jezusa, a potem w Dziejach Apostolskich na początku był nieodłącznym towarzyszem św. Piotra.

 

A teraz przypatrzmy się wydarzeniom, które mówią o ludzkiej i tej słabszej stronie św. Jana. Kiedy wyraził zgorszenie, że ktoś obcy ma odwagę wyrzucać z ludzi złe duchy w imię Jezusa (sądził bowiem, że jest to wyłączny przywilej Chrystusa i Jego uczniów), otrzymał od Jezusa odpowiedź:

 

„Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”.

 

Innym razem do Pana Jezusa przybyła matka Jana i Jakuba z prośbą, aby jej synowie zasiadali w Jego królestwie po Jego prawej i lewej stronie. Pan Jezus wiedział, że matka nie uczyniła tego sama z siebie, ale na prośbę synów. Dlatego nie odpowiedział jej, lecz zwrócił się wprost do Jakuba i Jana: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Kiedy zaś ci odpowiedzieli: „Możemy”, otrzymali odpowiedź: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej czy lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”.

 

Szczegół ten zdradza to, że nawet tak świątobliwy Jan nie całkiem bezinteresownie przystąpił do Pana Jezusa w charakterze Jego ucznia.

 

Chrystus nadał Janowi i Jakubowi drugie imię – „Synowie gromu”. Gdy Jezus udał się do Jerozolimy, wysłał posłańców, by przygotowali mu pobyt w pewnym samarytańskim miasteczku. Gdy ich tam nie przyjęto, Jakub i Jan prędko znaleźli rozwiązanie tego problemu:

 

„Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich? Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich”.

 

Św. Jan przebył jak każdy z nas drogę wiary, najpierw spotkanie z Jezusem, a potem wzrastanie. Nie od razu wszystko rozumiał i dlatego potrzebował nawrócenia, może nie tak spektakularnego, ale jednak nieodłącznego, jeżeli chce się iść za Mistrzem.

 

Życiorys św. Jana uzupełnia apokryf z III wieku Dzieje Jana. Dzięki niemu utrwaliło się podanie, że cesarz Domicjan usiłował otruć św. Jana. Gdy podano mu w kielichu zatrute wino, ten znakiem krzyża unieszkodliwił truciznę i wypił wino bez szkody dla zdrowia. Wtedy niezadowolony cesarz kazał Apostoła wrzucić do wrzącego oleju. Jan jednak wyszedł z niego odmłodzony. To drugie zdarzenie apokryficzne stało się później treścią obchodu liturgicznego o nazwie Święto Świętego Jana w oleju. Święto to istniało aż do XX wieku.

 

Pisma Ojców Kościoła i inne mówią, że św. Jan zwykł swoim uczniom nieustannie powtarzać: „Synaczkowie moi, miłujcie się wzajemnie”. Kiedy go zapytano, dlaczego to zdanie tak często powtarza, miał odpowiedzieć, że gdy to zachowają, wypełnią wszystko i będą godnymi uczniami Chrystusa. Kiedy pewnego dnia Jan odpoczywał, swój wypoczynek tłumaczył uczniom, że łuk nie może być stale napięty. Z tychże źródeł dowiadujemy się, że Święty Jan miał wśród uczniów młodzieńca, którego bardzo miłował. Ten jednak pod wpływem złego towarzystwa zszedł na manowce. Apostoł tak długo szukał zbłąkanej owcy, aż ją odnalazł.

 

Święto św. Jana jest zaproszeniem dla nas, byśmy weszli na drogę nawrócenia, może nie całkowitego zmieniania naszego życia, ale większego zawierzenia i powierzenia się Jego miłości.

 

Kiedyś pewien człowiek przygotowując sobie poranną kawę włączył radio, i przeglądając różne stacje, zrócił uwagę na słowa starszego człowieka, który mówił coś o „tysiącu kulek”. Zaciekawiony usiadł na krześle i zaczął słuchać audycji.


– Dobrze – powiedział starszy człowiek – mogę podyskutować z tobą, że jesteś bardzo zajęty swoja pracą. Wczoraj, dzisiaj, jutro. Niech płacą ci sporą pensję. Oni za te pieniądze kupują twoje życie. Pomyśl jednak, że nie możesz tego czasu spędzić ze swoimi kochanymi, bliskimi. Nie uwierzę, że musisz pracować cały ten czas, by związać koniec z końcem.

Pracujesz, żeby spełnić swoje marzenia, ale wiedz, że to zamknięte koło: im więcej pieniędzy, to tym chce się więcej i tym więcej pracujesz, aby otrzymać jeszcze więcej. W pewnej chwili trzeba siebie zapytać: czy naprawdę tego potrzebuję. Na przykład: czy potrzebuję ten nowy samochód? Aby go kupić czy jesteś gotów opuścić pierwszy taneczny występ twojej córki albo zawody sportowe twojego syna?

Pozwólcie, że opowiem o tym, co rzeczywiście pomogło mi zachować pamięć o tym, co najważniejsze w moim życiu. I ten człowiek zaczął wyjaśniać swoją teorię o „tysiącu kulek”:


– Pewnego pięknego dnia usiadłem i zacząłem liczyć. Przeciętnie człowiek żyje 75 lat. Wiem, że niektórzy ludzie żyją dłużej inni krócej. Ale średnia wynosi 75 lat. Teraz 75 mnożę przez 52 (ilość tygodni w ciągu roku) i wychodzi 3900 – tyle przeżyję tygodni w ciągu mojego życia. Kiedy zacząłem o tym myśleć miałem 55 lat. To oznaczało, że przeżyłem 2900 tygodni. Zostało mi 1000. Poszedłem do sklepu z zabawkami i kupiłem 1000 małych plastikowych kulek. Wsypałem je wszystkie do przeźroczystego słoika. Od tego czasu co tydzień wyjmowałem i wyrzucałem jedna kulkę. Zauważyłem, że kiedy robiłem to i patrzyłem, że ilość kulek się zmniejsza, to zacząłem zwracać większą uwagę na prawdziwe wartości mojego życia.


Nie ma niczego silniejszego, co zwróci twoją uwagę, niż to kiedy patrzysz, jak zmniejsza się ilość pozostałych ci dni. Posłuchajcie ostatnią moją myśl, którą chcę dzisiaj podzielić się z wami, przed tym, jak obejmę moją kochaną żonę i pójdę z nią na spacer. Dzisiaj wyjąłem ze słoika moją ostatnią kulkę…


Teraz każdy następny dzień jest dla mnie – prezentem. Przyjmuję go z wdzięcznością i ofiaruję moim bliskim i kochanym. Uważam, że to jedyny sposób, żeby dobrze przeżyć swoje życie. Niczego nie żałuję. Było mi przyjemnie z wami porozmawiać, ale muszę się spieszyć do mojej rodziny. Mam nadzieje, że się jeszcze usłyszymy!


Ta audycja zmusiła mnie do zadumy. Było nad czym pomyśleć. Planowałem, że jeszcze dzisiaj na chwilę wpadnę do pracy – trzeba zrobić projekt. A potem chciałem z kolegami z pracy pójść do baru.
Zamiast tego obudziłem żonę delikatnym pocałunkiem.


– Obudź się, kochanie. Zrobimy sobie dzisiaj z dziećmi piknik.

– Kochanie, co się stało?
– Nic, po prostu zrozumiałem, że dawno nie byliśmy w wolne dni razem. I jeszcze muszę zajść do sklepu z zabawkami. Muszę kupić plastikowe kulki…

 

 

autor: o. Krzysztof Szczygło CSsR Przełożony Domu Zakonnego Redemptorystów w Truskawcu oraz Misjonarz pracujący na Ukrainie – Truskawiec (Ukraina)

 

źródło: