Tchnienie życia i szatański podszept PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 05 marca 2017 12:45

I Niedziela Wielkiego Postu, Rok A

 

 

CZYTANIA: Rdz 2,7-9; 3,1-7; Ps 51,3-6.12-14.17; Rz 5,12.17-19; Mt 4,4b; Mt 4,1-11;

 

 

Chciałbym, byśmy zdali sobie sprawę kim jesteśmy i kim nie jesteśmy. Unikając zaś abstrakcji posłużmy się dwoma porównaniami. Chciałbym porównać każdego z nas do okrętu – twierdząc, że jesteśmy do niego podobni. I porównać do marionetki – twierdząc w tym wypadku, że NIE jesteśmy do niej podobni.

 

Każdy z nas jest żaglowym okrętem na oceanie życia. Co to znaczy? Znaczy to, że płyniemy, ale ciągnąc dalej to porównanie, to nie wszystkie okręty dopłyną do celu. Będą takie, które rozbiją się o skały, inne osiądą na mieliźnie, inne dostaną się w ręce piratów. Inne jeszcze będą płynąć pod pełnymi żaglami, ale… nie wiedzą dokąd płyną, zatem szansa, że dopłyną do portu jest znikoma.

 

 

Są też oczywiście okręty, które wiedzą dokąd płyną i po co. Muszą często płynąć pod wiatr, zmagać się z burzami, łatać dziury w kadłubie, ale mają cel, ku któremu zmierzają.

 

Jakim ty jesteś okrętem? Sam musisz sobie odpowiedzieć.

 

Podobieństwo naszego życia do okrętu pod żaglami polega także na tym, że jest piękne.

 

A podobieństwo, czy raczej niepodobieństwo do marionetki? Marionetka to lalka, do której przyczepione są sznurki, którymi manewruje lalkarz. Marionetka może iść, siadać, kłaniać się i machać rękami, ale to wszystko jest dziełem sterującego nią lalkarza.

 

I na tym polega niepodobieństwo. Nikt nami nie steruje – ani Bóg, ani szatan. Nie mamy sznurków, za które ktoś pociąga. Jesteśmy wolni.

 

Tak łatwo chcielibyśmy różne rzeczy zrzucić na Boga… albo na diabła. Mówimy raz: „To palec Boży” a innym razem: „Zły go opętał”. Tymczasem trudno orzec, czy ten palec, to rzeczywiście palec Pana Boga a przypadki opętania (wierzę, że mogą się zdarzyć) są niezmiernie rzadkie.

 

Parę dni temu czytaliśmy w liturgii słowa: Mówi Bóg: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo.” (Pwt 30,19bc)

 

Tak było, tak jest i tak będzie. Pierwsi rodzice w raju, nie byli uwiązani na łańcuchu, nie chodzili na smyczy i nikt nimi nie sterował pociągnięciami sznurka. Byli wolni. Zerwali owoc, bo chcieli. Tak – kusił ich szatan, ale nawet ich nie dotknął.

 

Do czego zmierzam? Dlaczego pociągnąłem te dwa porównania?

 

Po to, by uświadomić, przypomnieć i utwierdzić jedną ważną myśl: jesteś odpowiedzialny za swoje życie. Nie zwalaj na Boga, nie zwalaj na diabła, nie zwalaj na trudne dzieciństwo, partię, proboszcza, teściową i Bóg wie kogo i co jeszcze.

 

Ty sam jesteś odpowiedzialny za swoje życie. Jak je niszczysz – to na własne życzenie, bo tak chcesz. Jak je szanujesz i rozwijasz – to także na własne życzenie. Twoje życie jest w twoich rękach.

 

Może nawet tęsknimy, by było inaczej. Zamiast okrętem wolelibyśmy może być bobslejem  w lodowym tunelu. Szybciej czy wolniej, ale zawsze na torze, i zawsze gwarantowany zjazd do mety. Chętnie też może oddalibyśmy wolność a wraz nią odpowiedzialność.

 

Nie ma łatwo – jesteś okrętem i nie jesteś marionetką. I jesteś odpowiedzialny.

 

Co z tego wynika? Ucz się żeglowania i bierz za swoje życie odpowiedzialność. Ucz się życia i przeżyj to życie dobrze.

 

Za dziesięć dni zaczną się w naszej parafii rekolekcje. Okazja do spowiedzi to sprawa wtórna. Istotniejsze jest to by te dni, były dla nas lekcją życia, by czegoś się nauczyć, coś sobie uświadomić, coś dobrego postanowić.

 

Będziemy mieć cztery lekcje – cztery dni trwają nasze rekolekcje. Wykorzystaj ten czas, by zobaczyć dokąd płyniesz i jak wykorzystujesz swoją wolność. Wykorzystaj ten czas, by naprawić stery, załatać dziury, jeśli trzeba zmienić kurs swojego życia.

 

Mówię zupełnie poważnie – jeśli wpadniesz raz na chwilę do kościoła, staniesz w kolejce do konfesjonału, wyspowiadasz się będąc kompletnie nie przygotowanym, to „nie wciskaj kitu”, że byłeś na rekolekcjach.

 

Obiecałem sobie, że nie będę się czepiał, więc podejdę do tematu z drugiej strony. Jestem ogromnie zbudowany jak wielu z was, przez te lata, nauczyło się przeżywać parafialne rekolekcje. Jestem dumny, że w kościele na rekolekcjach jest coraz więcej ludzi. Cieszy mnie to, że przychodzicie także w czwartek, kiedy nie ma spowiedzi. Przychodzicie, bo chcecie słuchać.

 

Nie jest to może najważniejsze, ale cieszy mnie, że potraficie także z serca wynagrodzić rekolekcjonistę. Powiem wam, że z jednej strony spuściłbym ze schodów każdego księdza, który na zaproszenie na rekolekcje odpowiedziałby pytaniem na jaką tacę może u nas liczyć. Z drugiej zaś cieszę się, że dajemy im konkretną pomoc.

 

Prowadziłem wiele rekolekcji i mówię szczerze, że nasza parafia bardzo pozytywnie się wyróżnia.

 

Czas zatem, by zrobić krok naprzód, albo nawet dwa.

 

Od tego roku, w każdym wielkim poście, będziemy mieć dwie tury rekolekcji. Pierwsza to nasze, nazwijmy to tak, „normalne rekolekcje”. Potem zaś – dwa tygodnie później – dodatkowe rekolekcje.

 

Pamiętacie zapewne dawne nauki stanowe. Po Mszy Świętej zostawali mężczyźni, albo kobiety, albo młodzież i słuchali nauki stanowej.

 

To będzie trochę przywrócenie tej tradycji, tylko, że w odrębnym terminie. A stanem, któremu poświęcimy te dodatkowe rekolekcje, będą małżonkowie.

 

Bo małżeństwo i rodzina to podstawa.

 

Bo małżeństwo i rodzina coraz bardziej niestety się sypie.

 

Bo małżeństwo i rodzina bardzo potrzebuje wsparcia.

 

To będą trzy wieczory – takie późniejsze (19.00), by dać większą szanse na uczestnictwo. Te rekolekcje prowadzić będę świeccy – oni lepiej się znają na małżeństwie niż księża. W tym roku poprowadzi je p. Janusz Wardak, w przyszłym roku p. Jacek Pulikowski. Zawsze będę się starał, by była to ekstraklasa.

 

Zapraszam małżeństwa z każdym „przebiegiem”. W małżeństwie nigdy nie można powiedzieć „za wcześnie” i nigdy „za późno”. Zapraszamy także narzeczonych.

 

To będą otwarte spotkania – tu w kościele. Zapraszajmy także okolice – wieść już się rozchodzi w internecie, ale zawsze najskuteczniejsza jest osobista informacja i osobiste zaproszenie.

 

O obu rekolekcjach traktuje najnowsza gazeta „Nasza Winnica”. Od dzisiaj kolporterzy będą ją roznosić. Znajdziemy plany, dni i godziny. Do tego dołożyć jednak trzeba własne chcenie. I o to chcenie was proszę.

 

To jeden krok naprzód. A drugi?

 

Tym drugim rekolekcjom towarzyszyć będzie jeszcze jedno wydarzenie. Będą to warsztaty małżeńskie – całodzienne (sobotnie) spotkanie dla dwudziestu par. Spotkanie bardzo praktyczne i pogłębiające to, co będzie odbywało się wieczorem.

 

Czy postradałem rozum oczekując, że czterdzieści osób poświęci sobotę, by przyjść na takie spotkanie? Może się tak wydawać, ale jednak nie. I postaram się to udowodnić.

 

Parę tygodni temu w Winnicy odbyło się szkolenie dotyczące stosowania środków ochrony roślin. Wiem, bo parafia użyczyła sali. Niektórzy z was tam byli. Od rana do popołudnia słuchaliście wykładów, widziałem też demonstracje na placu. Przypuszczam, że zadawaliście pytania, dzieliliście się problemami.

 

I bardzo dobrze. Trzeba tak stosować środki ochrony roślin, by samemu się nie zatruć, roślin nie zniszczyć, pszczół nie potruć, na koniec nie nieskażony złym stosowaniem środków plon dać ludziom do jedzenia.

 

Powiedzcie teraz szczerze, czy małżeństwo i twoja rodzina nie jest przypadkiem jeszcze ważniejszą sprawą?

 

Otóż jest. Kto to zrozumie, skorzysta z okazji i przyjdzie na warsztaty małżeńskie.

 

Jesteś wolny. Możesz machnąć ręką na to proboszczowskie gadanie.

 

Może jednak nie?

 

Uwierz, że cały czas jesteś między tchnieniem życia, którego udziela ci Bóg a szatańskim podszeptem.

 

Co wybierzesz?

 

Brak decyzji też jest decyzją. Nawet jak nie wybierzesz, to wybierzesz.

 

Bądź pięknym okrętem pod pełnymi żaglami. Trzymaj ster i płyń do portu.

 

Winnica 05 marca 2017.

 

 

AUTOR: ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

 

 

ŹRÓDŁO: http://funawi.pl

Poprawiony: niedziela, 05 marca 2017 19:33