XXVI Niedziela Zwykła PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 01 października 2017 02:23

Jak bliska wielu z nas jest ta dzisiejsza Ewangelia, w której Jezus napotyka na zatwardziałość przywódców ludu. Mówiąc dzisiejszym językiem, ci, którzy byli zaliczani do grona autorytetów moralnych, politycznych i społecznych, nie chcą uznać w dziełach i nauczaniu Jezusa autorytetu Boga, nie chcą potwierdzić, że ustami i rękami Jezusa przemawia i działa sam Bóg. I właśnie odpowiedzią na taką zatwardziałość jest przypowieść o dwóch synach, która ukazuje nam, iż nawet, gdy uważamy, że jesteśmy blisko Boga, w ostatecznym rozrachunku może okazać się zupełnie inaczej.


Otóż ci dwaj synowie to dwie różne postawy wobec Boga i Jego przykazań. Postawy, które są w nas. Często przeplatają się. Pierwszy z synów na prośbę ojca odpowiedział:

 

 

«Idę, panie!» Niestety nie poszedł i woli ojca nie spełnił. Drugi zaś początkowo odparł: «Nie chcę». Później jednak opamiętał się i poszedł.


W naszym codziennym życiu wiele jest sytuacji, które otwierają myślącemu człowiekowi oczy na fakt, że odkładanie rzeczy na później nie przynosi pożytku. Nieprzyswojona na czas wiedza skutkuje niezdanym egzaminem, który i tak później będzie trzeba zaliczyć, ucząc się wtedy, gdy inni już odpoczywają. Zakupy wymarzonego towaru można odkładać na czas promocji lub czekać na przecenę, ale często okazuje się, że przeceniono nie to, na czym nam zależało, albo gdy doszło do promocji, naszego „marzenia” już nie było. I często tak bywa, że jeśli zmarnujemy dzisiaj okazję, może się okazać, że ta sposobność więcej się nie powtórzy. Stąd trzeba nie tylko obiecywać, że się coś zrobi, i odkładać kolejne terminy, ale przy pierwszej okazji zrealizować podjęte zobowiązania.


Przeciętne mniemanie wierzącego o sobie jest dość dobre. Większość ludzi uważa, że skoro nie popełnia straszliwych zbrodni, nie kradnie, chodzi do kościoła, to w ich życiu wszystko jest w porządku. Pan Bóg może być z nich zadowolony. Przykazania też w miarę możliwości zachowują. No i spowiadają się raz na jakiś czas, co przecież wystarczy. Nie widzą w tym sposobie myślenia błędu. Nie widzą, że postępują podobnie jak faryzeusze, którzy uważają że są wobec Boga w porządku. Nie wiedzą, że tam, gdzie są rachunki, nie ma miejsca na serce. Bo serce charakteryzuje się wolnością, uczuciem i szaleństwem, a rachunki to logika, rozum, myślenie.

 

Prawdziwie nawracają się tylko ci, co uznali swoją małość, grzeszność i słabość. Ci, którzy otworzyli się na łaskę i ją przyjęli. Ci, którzy stanęli przed sobą w prawdzie i w pokorze. Zauważmy, że są w nas zarówno faryzeusze, jak i celnicy. Bowiem mamy często o sobie dość dobre mniemanie i niestety podchodzimy do Boga, jako do tego, który rozlicza z zachowywania przykazań. Jednak mamy też porywy serca, gdy dajemy się unieść łasce. Wtedy uznajemy własną grzeszność, którą Pan Jezus dał nam w swej łaskawości zobaczyć. Porwani wielką Bożą miłością, zachwyceni i wzruszeni Bożym miłosierdziem, nawracamy się i postanawiamy żyć od nowa. Przez jakiś czas nam to wychodzi, ale potem znowu to doświadczenie miłości Jezusa blednie w naszych sercach, odsuwa się do niepamięci i ponownie stajemy się niczym faryzeusze. Chcemy rozliczać się przed Bogiem, co do przekroczonych przykazań, nie widząc w tym wszystkim jednego, jedynego grzechu, z którego wypływają inne, a mianowicie braku miłości. To ten brak miłości sprawia, że traktujesz Boga, jak księgowego. To brak miłości powoduje, że czujesz niepokój, zamiast smutku płynącego z miłości. Czujesz lęk przed Bogiem, zamiast boleć nad zadanym Mu przez ciebie cierpieniem.

 

Stąd rozglądając się wokół siebie, szukając człowieka, który potrzebuje pomocy, towarzystwa czy zwykłej obecności, naśladujmy Jezusa. Jest to zaproszenie skierowane do każdego człowieka (szczególnie do ludzi młodych, mających jeszcze wiele sił do działania i przemieniania siebie i bliźnich). Jeśli nie przejmiemy się zaproszeniem do współpracy z Panem Bogiem, to kiedyś będziemy, stojąc przed bramą Nieba, obserwowali jak wyprzedzają nas ci, którzy uchodzili za celników i nierządnice, a nierzadko byli bardziej gorliwi w terminowości i wspólnotowości swoich działań.

 

Początkiem nawrócenia, które prowadzi do wypełnienia woli Ojca, jest żal nad swoimi decyzjami i słowami. Obaj synowie, czyli każdy człowiek, potrzebują nawrócenia, żalu nad swoimi wewnętrznymi pragnieniami. Ale tylko ten, kto w szczerości wyraża pragnienia swego serca, kto je rozpoznaje i potrafi skonfrontować z wolą ojca, ma szansę na opamiętanie się. Natomiast ten, kto deklaruje zgodę na to, czego oczekuje ojciec, pozostaje w wewnętrznym zakłamaniu, nie czyniąc woli ojca. Jedna rzecz to mówić o podążaniu za Jezusem, a druga to rzeczywiście tak robić! Najlepsza postawa to ta, kiedy to, co mówisz, znajduje odzwierciedlenie w Twoich czynach, za to najgorsza jest ta, kiedy Twoje usta mówią o podążaniu za Jezusem, ale Twoje czyny zupełnie tego nie potwierdzają. Większość ludzi robi to, co chce. Pomimo że w środku czujemy, co jest dla nas najlepsze, często zadowalamy się mniejszym złem i niepowodzeniami. Jest to przerażające, kiedy dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę nie chcemy podążać za Jezusem, a nasze słowa brzmią bardzo zuchwale. Jest w nas prowadzona wewnętrzna walka. Tylko dzięki łasce odpuszczenia grzechów i dopuszczenie do nas Ducha Świętego może dziać się wola Boża. Jeśli On nie daje nam szczególnego znaku do robienia czegoś, nie znaczy to, że nie otrzymujemy od Niego błogosławieństwa w tym, co robimy. Jedyne co musimy robić, to współpracować.

 

Dziś nie jest czymś łatwym uznać swój błąd, przyjąć taką sytuację do wiadomości i się z nią pogodzić. Cały proces naszego nawrócenia zaczyna się od pokornego spojrzenia na swoje własne życie. Często Bóg posługuje się cierpieniem, ciężką sytuacją materialną czy inną trudnością, by zwrócić naszą uwagę na to, co tak naprawdę jest najważniejsze, na potrzebę pełnienia Jego woli w naszym życiu. Bóg nas kocha, dlatego nie rezygnuje z nikogo. Cierpliwie czeka, dając każdego dnia mnóstwo szans i okazji, by powrócić do Niego. A ten powrót jest rzeczywiście możliwy. Pokazuje nam to przykład z dzisiejszej perykopy ewangelicznej, wiele dawnych i współczesnych historii wielkich świętych, takich jak św. Paweł czy św. Augustyn, a także zwykłych, prostych ludzi, często żyjących obok nas.


Być może wiele razy mówiliśmy Bogu, tak jak pierwszy syn, „idę”, czyniliśmy wiele obietnic, by później żadnej z nich nie dotrzymać. Może równie często były i chwile, kiedy celowo i świadomie odrzucaliśmy zaproszenie Boga do pójścia za Nim. Nie lękajmy się powracać do Boga, lecz z radością i zapałem każdego dnia pozytywnie odpowiadajmy na Jego propozycje.

 

autor: o. Maciej Nowak CSsR Duszpasterz w Parafii Świętego Klemensa Hofbauera – Warszawa


źródło:


Poprawiony: niedziela, 01 października 2017 08:10