XXXI Niedziela Zwykła PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 05 listopada 2017 06:15

Jakiś czas temu na polskim rynku wydawniczym pojawiła się przetłumaczona z języka angielskiego książka zatytułowana: Dziecko niczyje. Jest to świadectwo pewnego księdza, Michaela Seeda, który jako dziecko przeżył wraz ze swoją matką piekło zgotowane im przez jego własnego ojca. Jak pisze autor tejże książki, zawsze się dziwił, kiedy jego koledzy ze szkoły mówili, że dręczyły ich nocne koszmary. Nie rozumiał ich, bo dla niego parę godzin snu było błogosławieństwem. Koszmar zaczynał się rano i trwał cały dzień. Piekło miało oczy taty.

 

 

 


Nie ma chyba większej krzywdy, jaką możemy wyrządzić drugiej osobie, niż ta kiedy swoim życiem, zachowaniem czy słowami dławimy w ludzkim sercu ufność i wiarę. Często krzywda ta nie byłaby tak poważna, gdyby nie fakt, że jej przyczyną jest osoba, która z racji pełnionej misji, posiada jakiś szczególny autorytet czy kredyt zaufania. Kimkolwiek by ta osoba była – ojcem, rabbim, nauczycielem czy mistrzem (Mt 23, 8-10), spustoszenie w ludzkim sercu za każdym razem jest trudne do uleczenia. Stąd też olbrzymia jest odpowiedzialność, jaka spoczywa na tych, którym została powierzona troska o innych.


Myślę w sposób szczególny o was, Drodzy Ojcowie i Matki, którzy z nadania samego Boga jesteście dla swoich dzieci kimś wyjątkowym. To wy w imieniu tego kochającego Ojca, który jest w niebie, swoim życiem i słowem objawiacie dzieciom Jego prawdziwe oblicze, Jego naturę. Dzieci, patrząc na was, mogą z łatwością rozpoznać i doświadczyć prawdziwej miłości. Modląc się Modlitwą Pańską, wypowiadając pierwsze istotne słowo tej modlitwy – Ojcze, kojarzą je spontanicznie ze swoim ziemskim tatą, w którego oczy codziennie się wpatrują. Czy widzą tam skrawek nieba czy może piekło?

 

Myślę o nas, kapłanach i osobach Bogu poświęconych. To dzisiejsze słowo Boże jest przecież w sposób szczególny skierowane do nas, jest ostrzeżeniem. Kiedy zejdzie się z właściwej drogi, kiedy zapomni się o tym, co najważniejsze w kapłańskim życiu, czyli o czci dla imienia Pańskiego (por. Ml 2,2; 2,8), wtedy nasza posługa, Drodzy Bracia i Siostry, może się dla was stać nieznośnym i przykrym ciężarem. O tym przecież jest dzisiejsza Ewangelia. Jakże często nasze zachowanie, brak wrażliwości i zrozumienia dla ludzkich spraw i problemów sprawia, że ktoś pogubi się w życiu i zniknie mu sprzed oczu oblicze kochającego Boga. Może czasami z naszego powodu ktoś stracił wiarę i wzgardził Kościołem, bo ksiądz – czując się członkiem tej lepszej „kasty” – potraktował go źle, wytaczając najcięższą „armatę” prawa i przepisów nie do uniesienia (por. Mt 23, 4).

 

To dzisiejsze słowo jest o nas. Każdy z nas, w ten czy inny sposób, pełni swoją kapłańską misję. Ja czynię to dla was tutaj w kościele, na ambonie, przy ołtarzu, w kancelarii czy w salce katechetycznej w szkole. Wy wypełniacie sobie właściwą posługę kapłańską wobec swojego współmałżonka, swoich dzieci czy innych bliskich wam osób.

 

Oby na nikim z nas nie zrealizowało się to przekleństwo, o jakim czytamy u proroka Malachiasza:


Jeśli nie usłuchacie i nie weźmiecie sobie do serca tego, iż macie oddawać cześć memu imieniu, mówi Pan Zastępów, to rzucę na was przekleństwo i przeklnę wasze błogosławieństwo, a przeklnę je dlatego, że sobie nic nie bierzecie do serca
(Ml 2, 2).



Nikt nie chciałby być przecież lekceważony i pozbawiony szacunku.

 

autor: o. Dariusz Pabiś CSsR Wykładowca teologii pastoralnej w WSD Redemptorystów w Tuchowie, oraz Tirocinium PastoralnegoProwincji Warszawskiej Redemptorystów (wewnętrzne studium zgromadzenia, przygotowujące do prowadzenia rekolekcji parafialnych i misji ludowych) – Lublin



źródło: