Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych – Druga Msza PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
piątek, 02 listopada 2018 04:20

 

Piątek, 2 listopada 2018 roku,

XXX tydzień zwykły, Rok B


Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Druga Msza

 


Przeżycia związane ze śmiercią bliskiej osoby są często tak bolesne, że musi minąć dużo czasu, by można było wrócić do normalności. Ci, których to zdarzenie najboleśniej zraniło, potrzebują sporo uwagi i troski, nawet kiedy twierdzą, że ze wszystkim sobie doskonale poradzą. Często potrzebna jest nawet pomoc kogoś z zewnątrz – księdza lub psychologa. W uporaniu się z żalem i bólem po stracie kogoś bliskiego nie pomaga ani milczenie, ani cisza, bo przecież one nie wypełnią pustki.




Gdzie w takim razie w tych momentach, które każdy z nas przeżywał lub będzie przeżywał, mamy szukać nadziei?

 

Tę nadzieję daje nam wiara, o której mogliśmy usłyszeć w dzisiejszej Ewangelii. Po śmierci Łazarza wszystko wydawało się przegrane. Wszyscy widzieli martwe ciało Łazarza, byli na jego pogrzebie – już spoczywał w grobie od trzech dni. Jego siostry Marta i Maria doświadczają ogromnego smutku z powodu śmierci swego brata. Jedyna nadzieja została już tylko w Jezusie, który odwiedzając dom pełen żałoby po śmierci swego przyjaciela, odnosi całą tę sytuację do kwestii wiary w Jego Boskie posłannictwo.

 

Jezus bywał wcześniej w Betanii w domu Marty, Marii i Łazarza. Siostry mogły wtedy poznać, kim jest Jezus. Stąd przeświadczenie Marty, że gdyby Jezus wcześniej z nimi był, to nie musiałyby jeszcze grzebać swego brata. Siostry przy ogromnym bólu, mimo tej trudnej dla nich sytuacji, zdobywają się na wiarę. Z Ewangelii według św. Jana wiemy, że to zaufanie w chwili żałoby po Łazarzu zakończyło się jego wskrzeszeniem, bo tam gdzie jest wiara, tam jest miejsce na nadzieję życia wiecznego i zmartwychwstania.

 

Wiara Marty jest dla nas wskazówką, gdzie szukać sensu w tych momentach naszego życia, w których wielu z nas nigdy nie chciałoby uczestniczyć. Wzrok Marty sięgał dalej niż perspektywa śmierci, grobu i rozkładającego się ciała. Bowiem prawdziwa wiara jest rzeczywistością, która sięga dużo dalej niż wzrok ludzki. Zmysł wzroku ogarnia rzeczy widzialne, materialne, które można dostrzec, zaś niewidzialne pozostają w zasięgu wiary, o ile człowiek nad wiarą pracuje i stara się o nią. Wiara należy do tych rzeczywistości, które nie rozwijają się automatycznie, ale koniecznie potrzebują wysiłku ze strony człowieka. Wiara to nadzieja na spotkanie z Bogiem i nadzieja nowego życia, które nigdy się nie skończy. To konsekwencja słów Jezusa, który mówi:

 

Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie (por. Łk 11, 25).

 

Chciałbym odnieść się do tradycji pierwszych wieków chrześcijaństwa. Otóż pierwsi wyznawcy Chrystusa nazywali śmierć drugim narodzeniem, czyli przejściem do pełni życia w Bogu. Życie nasze nie kończy się śmiercią, grobem, prochem. Śmierć nie jest metą, ale startem do pełnego życia. Gdyby życie ludzkie kończyło się śmiercią,  grobem czy prochem, to nasza praca, nasze codzienne poświęcenie, nasze modlitwy, a w konsekwencji również nasza starość i wszystkie cierpienia nie miałyby żadnego sensu. A tymczasem wszystko ma sens w perspektywie wieczności i wiary. Dzięki Osobie Jezusa Chrystusa odnajdujemy sens naszego życia.

 

Słowa dzisiejszej Ewangelii są właściwym momentem, aby postawić sobie pytanie: Jaka jest moja wiara? O tej wierze opowiada przykład krakowskiego dramaturga Karola Huberta Roztworowskiego, który w swoim życiu początkowo jako ateista nie wierzył w Boga. Dopiero poprzez lekturę Pisma Świętego nawrócił się i przyjął chrzest.  Ten poeta w swoim testamencie określił najważniejszą wartość swojego życia. W testamencie prosił o skromny pogrzeb. Nie chciał być pochowany na widocznym miejscu. Prosił, by nie stawiano mu grobowca, a jedynie by położono zwykłą betonową płytę bez żadnych napisów i sentencji. Jeśli koniecznie chciano by coś napisać, to tylko jedno słowo: „Wierzę”. I rzeczywiście, kiedy zmarł, pochowano go w dalekiej części cmentarza, a jego mogiłę stanowił prosty nagrobek jedynie z wygrawerowanym imieniem zmarłego i słowem „Wierzę”.

 

Czy każdy z nas miałby odwagę na podobny gest? A pytam, dlatego, bo wiara to coś więcej niż tylko chodzenie do kościoła. Wiara to relacja z Bogiem poprzez modlitwę i życie sakramentami świętymi. I ta wiara zawsze musi być połączona z uczynkami. Wiara bez uczynków jest martwa. Nie może być tak, że na zewnątrz spełniam wszystkie praktyki i obowiązki katolika, a tak naprawdę nie potrafię wybaczyć swojemu sąsiadowi, okłamuję żonę albo kradnę w pracy, bo przecież mi się należy.

 

Kiedy tak czynię, to przestaję wierzyć, bo nie tak powinna wyglądać wiara. Wtedy nie możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy wierzący. Tak postępując, umieramy duchowo, a ta śmierć jest gorsza od tej, której kilka dni temu doświadczyliśmy. O tej śmierci duchowej pisał Dag Hammerskjoeld, sekretarz ONZ, laureat pokojowej nagrody Nobla, który zginął w katastrofie lotniczej w Afryce. Pisał on, że:

 

„Bóg nie umiera tego dnia, w którym przestajemy wierzyć, ale to my umieramy w tym dniu. My umieramy wtedy, kiedy nie ma w nas wiary”.

 

 

W naszym życiu miejmy wiarę na wzór Marty Marii, sióstr Łazarza. Żyjmy naszą wiarą w taki sposób, abyśmy tak jak Marta mogli powiedzieć:

Ja mocno wierzę żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat (J 11, 27). Amen.

 

 

 

autor:
o. Łukasz Baran CSsR Duszpasterz w Parafii św. Józefa i Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Toruniu (Toruń – Bielany)

 

źródło: