Świętej Teresy Benedykty od Krzyża, (Edyty Stein), dziewicy i męczennicy, patronki Europy – święto PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
środa, 07 sierpnia 2019 21:09

Piątek, 9 sierpnia 2019 roku


XVIII tydzień zwykły, Rok C


Dzisiaj obchodzimy święto św. Teresy Benedykty od Krzyża, karmelitanki, męczennicy i patronki Europy, znanej w świecie intelektualistki i filozofa Edyty Stein (1891-1942), która przyszła na świat jako jedenaste dziecko niemieckich Żydów z Wrocławia.

I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana (Oz 2, 21-22).

 

 

 

 

 

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje» (Mt 16, 24).

 

W biblijnym kluczu interpretacyjnym proponowanym na dzisiejsze święto przez Kościół powszechny – od miłosiernej i wiernej miłości oblubieńczej Boga do wzięcia Krzyża i naśladowania Pana naszego Jezusa Chrystusa – pragniemy pytać się, medytować i dowiedzieć się, czego chce nas nauczyć patronka dnia dzisiejszego – kobieta, Żydówka, intelektualistka, filozof, karmelitanka, męczennica i patronka Europy.

 

Edyta Stein – „z urodzenia Żydówka, z wyboru katoliczka i karmelitanka”

Czy pragnienie prawdy o Bogu i człowieku oraz bezwarunkowej miłości Boga do człowieka są tylko iluzorycznymi mrzonkami i marzeniami ludzi goniących dzisiaj za dobrami materialnymi, wygodnictwem czy przemijającymi idolami i modami? Prawdziwą i wciąż żywą odpowiedzią na pragnienia ludzkiego serca, które „jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu”, jest historia inteligentnej i odważnej kobiety, która pisała o sobie: „Z urodzenia Żydówka, z wyboru katoliczka i karmelitanka”, a w świecie Edyta Stein. Jej osobowość mocno przesiąknęła duchem epoki przełomu XIX i XX w., bo, jak sama powiedziała, „świat składa się z kontrastów, lecz na koniec nic z tych kontrastów nie pozostanie; ostoi się jedynie wielka miłość”. Cała jej biografia była świadectwem poszukiwań prawdy o wielkiej miłości. Edyta odznaczała się niespokojną i wrażliwą osobowością. Poznanie prawdy stało się celem i obsesją jej życia, o czym sama napisała: „Moja tęsknota za prawdą była moją jedyną modlitwą”.

 

1. Od judaizmu matki, poprzez ateizm do intelektualnej uczciwości


Z autobiografii dowiadujemy się, że od najmłodszych lat Edyta była osobą niezwykle ambitną, „marzyła o szczęściu i sławie” i „była przekonana, że jest przeznaczona do czegoś wielkiego”. Mimo przyjaznego otoczenia matki, braci i sióstr, rodzeństwo nazywało ją „księgą zamkniętą na siedem pieczęci”. Edyta przerastała niewątpliwie w tym czasie swoich rówieśników nie tylko siłą woli i zdolnościami, ale także dojrzałością i niezaspokojonymi „potrzebami ducha”. W wieku 14 lat decyduje się przerwać naukę w szkole. Podstawową przyczyną – jak sama napisała – był fakt, iż szkoła nie udzielała odpowiedzi na nurtujące ją wtedy pytania egzystencjalno-światopoglądowe. Po przerwaniu szkoły wyjeżdża do Hamburga do siostry Elzy, która wraz z mężem Maxem już od dłuższego czasu była zdecydowaną ateistką, a w ich domu nie zauważyła śladów jakiejkolwiek religijności. Tam dojrzewa także w Edycie decyzja odejścia od wiary: „Tutaj też całkiem świadomie i z własnej woli przestałam się modlić”. Wiara i religia przestają być dla niej pomocne w opisie i zrozumieniu otaczającej ją rzeczywistości. Nie przestaje jednak szukać prawdy o świecie i sensie swojego istnienia. Literatura i muzyka dostarczają jej głębokich przeżyć estetycznych i duchowych, zastępując niejako przeżycia doświadczane na drodze wiary czy podczas modlitwy. Po maturze Edyta rozpoczyna studia z germanistyki, historii i psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Pomimo silnego wrażenia, jakie na niej ciągle wywierała głęboka religijność matki Augusty, Edyta wciąż uważa się za ateistkę, która nie potrafi na razie uwierzyć w istnienie Boga. Przygotowując podczas studiów wrocławskich referaty na seminarium z psychologii myślenia, Edyta studiuje dzieła Edmunda Husserla (1859-1938) i zostaje zafascynowana jego fenomenologią. Po dwóch latach spędzonych na Uniwersytecie Wrocławskim wyjeżdża do Getyngi, aby tam kontynuować studia z zakresu fenomenologii właśnie u Husserla. Narzędzie intelektualno-badawcze, jakie zdobyła u Husserla, w postaci metody fenomenologicznej (rzeczowość, rzetelność i intelektualna uczciwość), nadaje nowy impuls i kierunek jej dawnym poszukiwaniom prawdy. Z „bezwzględną rzeczowością i rzetelnością” oraz „radykalną intelektualną uczciwością” chce dogłębnie poznać, zbadać i zrozumieć rzeczywistość, a zwłaszcza strukturę osoby ludzkiej. W 1916 r. została asystentką prof. E. Husserla we Fryburgu. Rok później uzyskała u niego tytuł doktorski w oparciu o rozprawę na temat: „O zagadnieniu wczucia”, gdzie analizuje „fenomen wczucia” jako jeden ze sposobów doświadczenia i poznania drugiego człowieka. W Getyndze poznaje Romana Ingardena (1893-1970), z którym prowadzi długoletnią korespondencję, a także Maxa Schelera (1874-1928), wiernego ucznia Husserla. Jego naukę rozwijali m. in. filozofowie katoliccy jak Dietrich von Hildebrand i Karol Wojtyła. Wpływ M. Schelera wykraczał oczywiście daleko poza ramy filozofii. Sam przeszedł wcześniej na katolicyzm i potrafił zjednywać innych dla swoich przemyśleń na temat świata wartości, człowieka jako homo religiosus i jego nienaruszalnej godności. Doświadczenie Boga jest zarazem dla Schelera doświadczeniem ludzkiej skończoności, kruchości i niesamodzielności bytowej. Musi być więc stworzony. Pierwszym aksjomatem doświadczenia religijnego człowieka jest zatem oczywistość obecności Boga – bytu najdoskonalszego. Miłość do Boga jest pierwotną jakością każdej miłości osobowej, która zawsze jest ukierunkowana na najwyższe dobro – Boga.


2. Od „fenomenu wiary” do „fenomenu chrześcijaństwa”


Po latach Edyta tak skomentuje „błogosławione skutki-owoce” tego spotkania z M. Schelerem: „Było to moje pierwsze zetknięcie się z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres fenomenu, obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec… Jedne po drugich opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam, nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary”. Uczciwość intelektualna i nieustanne dążenie do prawdy oraz spotkanie z ludźmi głęboko wierzącymi w Chrystusa doprowadzały ją szybkimi krokami do ponownego przemyślenia „fenomenu wiary”. Szczególne wrażenie wywarło na niej przeżywanie „fenomenu” śmierci kogoś bliskiego przez wierzących. Kiedy po śmierci swego przyjaciela i profesora A. Reinacha podczas I wojny światowej spotkała wdowę Annę, została wstrząśnięta jej pogodnym spokojem, wynikającym z głębokiej wiary w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Edyta bez uprzedzeń oceniła szybko rolę wiary w postawie Anny: „Po raz pierwszy widziałam naocznie zrodzony ze zbawczego cierpienia Chrystusa Kościół i jego zwycięstwo nad ościeniem śmierci. Był to moment, w którym moja niewiara załamała się, judaizm zbladł, a Chrystus zajaśniał: Chrystus w tajemnicy Krzyża”. Inne spotkania z wierzącymi katolikami przyśpieszyły moment jej nawrócenia. Podczas jej pobytu w Heidelbergu spotkała swoją przyjaciółkę Paulinę Reinach i razem wstąpiły na kilka minut do katedry. W tym samym czasie „weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z ławek na krótką modlitwę; nigdy tego nie zapomnę” – napisała. Edyta od razu zauważa zasadniczą różnicę między katolicyzmem a protestantyzmem i judaizmem. Tylko w katolicyzmie, ze względu na eucharystyczną obecność Boga w pustym kościele, indywidualna „poufna rozmowa” ma sens. Inny, bardzo znany epizod z jej życia, zmienił radykalnie jej życie. Latem 1921 r. Edyta przebywała u Jadwigi Conrad-Martius, która zaproponowała jej, by wybrała sobie „coś do poczytania” z jej podręcznej biblioteki. Wtedy napisze Edyta: „Sięgnęłam na chybił trafił i wyciągnęłam grubą książkę. Nosiła ona tytuł: Życie św. Teresy z Avila napisane przez nią samą. Zaczęłam czytać, zostałam zaraz pochłonięta lekturą i nie przerwałam, dopóki nie doszłam do końca. Gdy zamykałam książkę, powiedziałam sobie: To jest prawda”. Zaraz następnego dnia, przestudiowawszy gruntownie katechizm katolicki i mszał, udaje się na pierwszą w jej życiu Mszę Świętą: „Nic nie było mi obce. Dzięki poprzedniemu studium zrozumiałam nawet najdrobniejsze ceremonie. (...) Potem poszłam na probostwo i poprosiłam po prostu o chrzest. Ksiądz spojrzał na mnie ze zdziwieniem i odparł, że przyjęcie do Kościoła św. musi być poprzedzone pewnym przygotowaniem: «Jak długo pobiera pani naukę i kto jej pani udziela?» Na to mogłam tylko odpowiedzieć: «Proszę, niech mnie ksiądz egzaminuje»”. Edyta odpowiedziała pozytywnie na wszystkie pytania owego księdza, a ten pełen podziwu nie mógł odmówić jej chrztu, który ustalono na 1 stycznia 1922 r. Na chrzcie świętym przybrała imię Teresa – wciąż zafascynowana postacią i duchowością wielkiej reformatorki Karmelu. Swoim zapałem neofitki pociągnęła za sobą również swoją siostrę Różę.


3. Od chrztu świętego do Karmelu


Jej biografowie wskazują, iż zaraz po przyjęciu chrztu Edyta miała zamiar wstąpić do zakonu karmelitanek, jednak za radą swoich kierowników duchowych (ks. J. Schwinda oraz opata R. Walzera, OSB), podjęła się pracy nauczycielskiej i wychowawczej w liceum i seminarium nauczycielskim w Spirze (1923-1931), prowadzonym przez siostry dominikanki. Tam poznała wybitnego myśliciela o. Ericha Przywarę SJ, który nakłonił ją do studiowania dzieł św. Tomasza z Akwinu. Edyta podjęła się trudu przełożenia na język niemiecki wielkiego dzieła Akwinaty „De veritate”. Przez cały czas pracy w Spirze Edyta pozostawała w głębokim duchowym kontakcie z benedyktyńskim opactwem w Beuron, gdzie znalazła swoją „duchową ojczyznę”. Nie na darmo jej drugie imię zakonne, jakie otrzymała w Karmelu, było imieniem św. Benedykta. W tym czasie złożyła trzy śluby prywatne i żyła już właściwie jak zakonnica, wiele czasu poświęcając modlitwie. Edyta wiedziała doskonale, jak mocno jej rodzona matka była przywiązana do wiary i praktyk judaizmu. Wiedziała także, jak bardzo zaboli matkę fakt, że jej ukochana córka „zdradziła” wiarę przodków. Czekała z „całą sprawą” do swojego powrotu do Wrocławia, w domu uklękła przed matką i odważnie wyznała: „Mamo, jestem katoliczką”. Jak przedtem towarzyszy zawsze matce do synagogi, a także zachowuje wraz z nią surowy post, nie jedząc i nie pijąc podczas Yom Kippur (Dzień pojednania). Katolicyzm jest dla Edyty „zrealizowanym judaizmem”, dlatego też nie ma żadnych oporów w uczęszczaniu nadal do synagogi. We wrześniu podczas pewnego niedzielnego popołudnia, gdy Edyta była sama z matką w domu, „nagle padło długo oczekiwane pytanie: «Co będziesz robić u sióstr w Kolonii?» – «Żyć z Nim»”. W swojej autobiografii Edyta opisuje ostatni dzień swojego pobytu w domu rodzinnym przed wyjazdem do Karmelu, gdy wracała z matką z synagogi po celebracji święta Kuczek. „Dlaczego ty Go poznałaś? Nie chcę mówić nic złego przeciwko Niemu. Mógł być nawet dobrym człowiekiem. Ale dlaczego czynił się Bogiem?” Dopiero po trzech latach po wstąpieniu do Karmelu w Kolonii (14 październik1933 r.) otrzymała od matki pierwszy list (w czerwcu 1936 r.). Do końca życia matki Edyta pisała do niej listy i polecała ją Bogu na modlitwie.


4. Od „krzyża pochodzenia” do Krzyża Jezusa Chrystusa w Auschwitz


Dojście A. Hitlera do władzy w 1933 r. rodzi zrozumiały niepokój i strach: „Bóg znowu kładzie ciężką rękę na swoim narodzie i los tego narodu jest także moim losem”. Wcześniej już doświadczyła Edyta owego „ciężaru pochodzenia”, gdy dowiedziała się, iż jako Żydówka nie ma w Niemczech szans na habilitację i pracę na uniwersytecie. W klasztorze otrzymała polecenie kontynuowania swojej pracy naukowo-filozoficznej. Powstały wtedy jej najważniejsze prace: „Byt skończony i byt wieczny” i „Wiedza krzyża”, czyli komentarz do pism św. Jana od Krzyża. W Karmelu dojrzewa w niej myśl, aby włączyć się w dzieło zbawcze Chrystusa nie tylko poprzez modlitwę, lecz także ekspiację. Stąd imię zakonne „od Krzyża”: „Przez krzyż rozumiałam cierpienia ludu Bożego, które się właśnie wówczas zaczęły. Uważałam, że ci, którzy rozumieją, iż to jest krzyż Chrystusowy, w imię reszty powinni wziąć go na siebie”. Śluby wieczyste złożyła 21 kwietnia 1938 roku. W obliczu narastających prześladowań Żydów 31 grudnia 1938 wyjeżdża do Holandii, do Karmelu w Echt. Warto przywołać tutaj charakterystyczny szczegół biograficzny. Wezwana do gestapo siostra Teresa Benedykta od Krzyża została przez funkcjonariusza powitana partyjnym powitaniem „Heil Hitler!” Odpowiedziała spokojnie i stanowczo: „Gelobt sei Jesus Christus!” – „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Swój duchowy testament s. Teresa Benedykta od Krzyża sporządza w 1939 r. i kończy go wspaniałymi słowami gotowości przyjęcia wszystkiego dla większej chwały Bożej i w duchu ekspiacji: „Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i chwałę, za wszystkie sprawy Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, za św. Kościół, szczególnie za zachowanie, uświęcenie i doskonałość naszego świętego Zakonu, za Karmel w Kolonii i Echt, w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty, aby nadeszło Jego królestwo w chwale, na uproszenie ratunku dla Niemiec, za pokój świata, wreszcie za moich bliskich żywych i umarłych”. 2 sierpnia 1942 r. została aresztowana przez gestapo i 9 sierpnia tegoż roku została zagazowana i spalona wraz z siostrą Różą w Auschwitz. Ktoś ze świadków powtarzał słowa, jakie wypowiedziała przed śmiercią do siostry: „Idziemy umrzeć za nasz naród”.


Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 25).

1 maja 1987 r. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji Edyty Stein w Kolonii, a jej kanonizacji 11 października 1998 roku. 1 października 1999 r. ogłosił ją, wraz ze św. Brygidą Szwedzką i św. Katarzyną ze Sieny, patronką Europy.


„Tajemnica krzyża stopniowo ogarnęła całe jej życie – mówił Jan Paweł II podczas Mszy św. kanonizacyjnej 11 października 1998 w Kolonii – a na koniec doprowadziła ją do najwyższej ofiary. Jako oblubienica Ukrzyżowanego, s. Teresa Benedykta nie tylko napisała głębokie rozważania o «wiedzy krzyża», ale przeszła aż do końca szkołę krzyża. Wielu naszych współczesnych chciałoby zmusić krzyż do milczenia. Ale nie ma nic bardziej wymownego niż krzyż zmuszony do milczenia! Prawdziwym przesłaniem cierpienia jest miłość. Dzięki miłości cierpienie staje się owocne, samo zaś cierpienie pogłębia miłość”.

Nasz nieodżałowany papież św. Jan Paweł II w liście apostolskim ogłaszającym św. Brygidę Szwedzką, św. Katarzynę ze Sieny i św. Teresę Benedyktę od Krzyża Współpatronkami Europy, przypomniał wszystkim ludom i narodom Europy dawno zapomniane lub co gorsza odrzucane prawdy:


„Aby zbudować nową Europę na trwałych fundamentach, nie można jedynie odwoływać się do interesów ekonomicznych, które czasem łączą, kiedy indziej jednak dzielą, lecz trzeba się oprzeć na autentycznych wartościach, mających podstawę w powszechnym prawie moralnym, wszczepionym w serce każdego człowieka. Gdyby Europa mylnie utożsamiła zasadę tolerancji i szacunku dla wszystkich z obojętnością etyczną i sceptycyzmem wobec nieodzownych wartości, weszłaby na niezwykle niebezpieczną drogę, na której prędzej czy później pojawiłyby się pod nową postacią najbardziej przerażające widma z jej przeszłości. Wydaje się, że kluczową rolę w zażegnaniu tej groźby znów odegra chrześcijaństwo, które niestrudzenie wskazuje ludziom horyzont ideałów”.

 

 

autor: o. Edmund Kowalski CSsR Profesor nadzwyczajny Istituto Superiore di Teologia Morale (antropologia filozoficzna – specjalność bioetyka), Accademia Alfonsiana – Rzym

 

źródło:




Poprawiony: środa, 07 sierpnia 2019 21:34