Środa drugiego tygodnia Wielkiego Postu PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
wtorek, 10 marca 2020 23:12

Środa, 11 marca 2020 roku



II tydzień Wielkiego Postu, Rok A


Kiedy patrzymy na zachowanie ludzi, to możemy dostrzec ciekawą prawidłowość. Czy to w polityce, w sporcie, w rozrywce, czy też w codziennym życiu człowiek pragnie być pierwszy i najlepszy. W dodatku dojście do tego celu niestety nie zawsze jest uczciwie. Szczególne pokusy dotykają tych, którzy sprawują władzę. Pokusa rządzenia od wieków wywoływała konflikty. Problem ten nie ominął nawet apostołów.

 

 

 

Dzisiejsza Ewangelia opisuje ostatnią drogę Pana Jezusa do Jerozolimy. Mistrz z Nazaretu zna swoją przyszłość. Ma świadomość, że idzie na swoją mękę. Wie, że zostanie ubiczowany, a potem ukrzyżowany. W wędrówkę nie wybrał się sam, ale idzie do celu ze swoimi uczniami. Opowiada im, co go czeka. Jednak apostołowie nie rozumieją kontekstu słów Jezusa. Co więcej, do Jezusa podchodzi matka Jakuba i Jana, i próbuje „załatwić” swoim synom jak najlepsze stanowiska w Jego królestwie. Ta prośba stała się początkiem sporu wśród uczniów. Pozostali są oburzeni, być może zazdrośni o własne interesy. Stąd Jezus musi swoim uczniom wyjaśnić, na czym polega jego królestwo. A jego królestwo jest całkowicie inne niż ziemskie królestwa, bowiem zamiast twardej władzy jest pokorna służba.


Kiedy słyszymy historię z dzisiejszej Ewangelii, może rodzić się w się w nas z jednej strony współczucie dla Jezusa, który jest niezrozumiany przez swoich najbliższych współpracowników, zaś z drugiej strony – oburzenie wobec lekkomyślnej postawy apostołów. Jednak zanim kogokolwiek oskarżymy, popatrzmy spokojnie na siebie – wobec miłosiernego Chrystusa, który jest Prawdą. Wniknijmy w swoje serce, prześledźmy swoje życie, zobaczmy, jaka była nasza postawa wobec Jezusa. Odpowiedzmy na pytanie, czy nie ma w nas czegoś z postawy synów Zebedeusza?


Być może zdarza się nam, że traktujemy Boga jako tego, który ma tylko spełniać nasze osobiste plany i marzenia. Niestety takie podejście do wiary staje się coraz bardziej powszechne. W rzeczywistości wygląda to tak, że Bóg jest mi potrzebny wtedy, kiedy coś muszę „załatwić w niebie”. A kiedy ta potrzeba minie, zapominam o Bogu, wierze i praktykach religijnych. Ojciec Timothy Radcliffe, znany kaznodzieja i były generał zakonu dominikanów, w jednej ze swoich książek zauważył ten problem, wysuwając następującą myśl:


„Trzeba nam oczyścić naszą wiarę i uwolnić się od fałszywych oraz interesownych wyobrażeń o Bogu, jako „Dyrektorze Szkoły w Niebie, Prezesie Wszechświata czy naszej Ostatecznej Polisie Ubezpieczeniowej”.


Prawdziwy Bóg to nie nasza „polisa ubezpieczeniowa”, ale Bóg, który uczy nas pokory i służby. Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o duchu bezinteresowności, czystej intencji, szukania nagrody w Bogu. I to stanowi motto Jezusowego królestwa. W jego królestwie miłość przede wszystkim ma postawę służby. Jeśli należymy do tego królestwa, to potrafimy służyć z miłością drugiemu człowiekowi.


Miłość zawsze powinna być nierozerwalnie związana ze służbą. I dopiero wtedy stanowi ona wartość.


Pewien chłopiec chciał się dowiedzieć, czym jest miłość. Poszedł, więc do swego ojca i zapytał:


– Tato, powiedz mi, proszę, po czym rozpoznawać prawdziwą miłość?
Ojciec popatrzył na swojego małego synka, po czym odrzekł: – Widzisz, synu, to jest tak, jak w tej bajce. Pewien król miał trzech synów. Każdy z nich mieszkał w innej części królestwa. Pierwszy odwiedzał swego ojca co miesiąc i kiedy przybył na jego dwór, przez cały dzień z nim rozmawiał, po czym następnego dnia opuszczał pałac i wracał do swego domu. Drugi też przyjeżdżał co miesiąc do swego ojca z mnóstwem podarunków, które mu przywoził. Zostawiał wszystkie prezenty i szybko odjeżdżał. Trzeci zaś przybywał do swego ojca równie często jak jego bracia, ale ani nie przywoził mu prezentów, ani nie przesiadywał u niego, rozmawiając z nim przez cały dzień. On, skoro tylko pojawił się w domu swego ojca, starał się przez cały dzień służyć ojcu. Dbał o jego zdrowie, przynosił mu rzeczy, o które prosił ojciec, i załatwiał wszystkie sprawy, które ten mu zlecił. Jak myślisz, który z nich tak naprawdę kochał swego ojca?
– Nie wiem, tato. Myślę, że wszyscy trzej – odpowiedział chłopiec.
Na to rzekł tata: – Ten trzeci, synu. On wiedział, że miłość to postawa służby na rzecz drugiej osoby. Kochać znaczy służyć, tracić swoje życie i czas dla ukochanej osoby.

Kochać to służyć, a służyć znaczy kochać. Nie ma jednego bez drugiego. I tego uczy nas dzisiejsza Ewangelia. Zakończeniem niech będą słowa włoskiego redemptorysty o. Orlando Gambi, który pisał:


„Dobrze jest miłować, ale jeszcze lepiej jest miłować, służąc. Kochaj i służ – to jest najlepsze. Bądź tym, czym Bóg jest dla ludzi. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.




autor: o. Łukasz Baran CSsR Duszpasterz w Parafii Świętego Klemensa Hofbauera – Warszawa


źródło:


Poprawiony: wtorek, 10 marca 2020 23:47