Pokusa chleba PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 16 września 2012 01:49

Przed tygodniem słuchaliśmy odpowiedzi, jakie człowiek dawał Bogu. Na pytanie: Kim  jesteś? odpowiedział pięknie – jestem człowiekiem. Nie uległ pokusie degradacji do roli zwierzęcia.

 

Na pytanie: kim chcesz być? Człowiek odpowiedział źle. Zapragnął być Bogiem. Uległ pokusie szatana.

 

Dziś w naszych rozważaniach idźmy dalej. Człowiek jest miastem oblężonym, albo inaczej mówiąc – stoi wciąż na górze kuszenia. Wydaje się, że pierwszą pokusą jest kawałek chleba. Tak było w przypadku Jezusa i tak bywa u nas. Naturalną odpowiedzią na głód jest oczywiście chleb i wydaje się, że między rzeczywistością głodu a jego zaspokojeniem nie ma już miejsca na trzeci element. Chrystus jednak przywołuje właśnie ten trzeci – Słowo Boże, czyli wartości nadprzyrodzone. Są to te wartości, bez których człowiek, nawet biologicznie syty – zamiera duchowo. Powiada Księga Mądrości: ”Nie urodzaj plonów żywi człowieka, lecz słowo Twoje Panie”. Tak więc przylgnięcie człowieka do Słowa Bożego powinno mieć w hierarchii jego postaw miejsce najważniejsze. Mówimy tu o prymacie, o pierwszeństwie ducha nad materią.

 

Obecnie świat chrześcijański jest kuszony aby ten porządek odwrócić. Podsuwa się Kościołowi i poszczególnym chrześcijanom jako najpilniejsze do rozwiązania materialne problemy. Jakby coraz ciszej mówi się o potrzebie wewnętrznej ascezy, o konieczności wychowania człowieka wg Ewangelii. Coraz mniej mówi się o potrzebie umieszczania wszystkiego w perspektywie Ewangelii.  W myśleniu dzisiejszego człowieka zadomowił się mit obowiązków wobec doczesności, wypierając powoli prawdę o zobowiązaniach względem Boga i własnej duszy.

 

To co nazwaliśmy pokusą chleba jest faktycznie teoretycznym, a na pewno praktycznym materializmem. Pewien publicysta napisał: „Kościół musi liczyć się z tym, że ludzie słusznie żądają, by im pomógł najpierw w realizowaniu królestwa szczęścia na ziemi, zanim wolno mu będzie głosić chwałę Królestwa niebieskiego. Jest bowiem coś nieludzkiego w proponowaniu prawd nadprzyrodzonych głodnemu człowiekowi”. Oczywiście Kościół nie czekał XX czy XXI wieku na odkrycie publicysty. Już apostołowie w swoim zaangażowaniu na rzecz ubogich poszli daleko, bardzo daleko – to przeszkadzało im w głoszeniu Sowa Bożego. Dlatego ustanowili diakonów. Oznacza to, że Kościół ma przede wszystkim usłużyć ludziom prawdą o zbawieniu. Tymczasem ludzie budują sobie olbrzymią górę kuszenia z przedmiotów materialnych, bez których podobno nie mogą się obejść.

 

Tak jest chyba i z nami. Przecież obserwujemy, że tylu ludzi chce mieć wciąż więcej i więcej. Okazuje się, że dorobić się można, ale trzeba z czegoś zrezygnować, bo brakuje czasu. Potrzebujemy go na pracę, na odpoczynek, na rozrywkę, dla rodziny, dla Boga. Kolejność wymienienia nie jest przypadkowa. Gdy zaczyna brakować czasu, najpierw rezygnujemy z Boga. Pokusa chleba, dóbr materialnych jest tak wielka, że wielu nie potrafi się jej oprzeć. I Bóg ze swoim słowem musi odejść. Człowiek zadowala się zaspokajaniem potrzeb materialnych i widać tu wyraźny prymat materii nad duchem. Nawet tragedie ludzkie nie są w stanie otworzyć tym ludziom oczu. Nic im nie mówią pogrzeby po zawale z przepracowania, po wypadkach, bo tak się spieszył, by dorobić, że dojechał do wieczności. Nic im nie mówią i nie przerażają słowa: „Głupcze! Jeszcze tej nocy zażądają twej duszy od ciebie!”

 

Z jakiś sentymentem wraca się myślą do rodzinnych stron, gdzie w niedzielę zamierała praca, cichł ten cały wiejski harmider. Wykonywano tylko to co konieczne w obejściu i w domu. Natomiast ścieżkami i drogami, bez względu na pogodę z naszych wiejskich pagórków schodzili ludzie tworząc rzekę, która znikała w parafialnym kościele. A po Mszy św. ruch był odwrotny – ta rzeka coraz bardziej się rozpraszała i każdy niósł do siebie wzięte mniej lub bardziej Słowo.

 

Dziś już tego efektu nie widać, bo cywilizacja zawitała i tam i tylko parkingi się zapełniają. I nie jestem już tak pewien, że niedziela jest faktycznie i na tej galicyjskiej wsi prawdziwie dniem świętym.

 

Zdaje się, że szatan tam z Chrystusem, tu z Jego uczniami zwycięża. Zachłanność ludzka niemal nie zna granic. Dowodem na to jest również kryzys o którym od kilku miesięcy głośno i który nas też dotyka i na pewno jeszcze mocniej dotknie.

 

I w tym świecie Kościół przypomina, że tylko chrześcijanin poważnie traktujący Ewangelię przejdzie przez życie z godnością, bo umie hierarchizować wszystkie swoje głody i umie powiedzieć: Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze”. Tacy ludzie przechodzą przez życie z uratowanym tytułem zwycięzców.

 

W pewnym momencie życia wszyscy musimy przejść przez górę kuszenia, bo tam objawia się wartość naszej wiary.

 

Patrzmy na Maryję, jak uważnie wsłuchiwała się w  Boże Słowo, jak wszystkie sprawy tyczące jej Syna chowała w sercu swoim. Niech Ona pomoże nam przezwyciężyć pokusę chleba, niech wzbudza w nas głód słuchania Słowa, byśmy życie nasze przeżyć umieli w perspektywie wieczności.
Wołał średniowieczny kaznodzieja: Potykając się ze złem, bracia i siostry – ratujcie zawsze tytuł zwycięzcy! Amen.


O. Marian Krakowski CSsR

 

Kazanie wygłoszone na Nowennie Nieustannej w Toruniu na Bielanach w Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej pomocy w 2009 roku

 

ŹRÓDŁO: